Recenzja serialu “Good girls”, sezonu pierwszego: jesteśmy samowystarczalne

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak mocno, od pierwszego wejrzenia pokochałam serial i pochłonęłam go w ciągu dwunastu godzin. “Good Girls” wyjątkowo skutecznie zapełnia lukę w moim sercu oraz letnim harmonogramie (czyli chowaniem się w weekendy przed upałem na kanapie z zasłoniętymi roletami). Nowa produkcja Netflixa, która nie zyskała dużej reklamy i rozgłosu, zawiera wszystkie elementy dobrze opowiedzianej historii o pieniądzach, kobiecym życiu, ich miejscu w świecie, a przy tym pięknie unika nadmiernego feminizmu, tworząc niejednoznaczne postaci. Jednak, czy serial nie traci po drodze tempa? Czy równo rozdziela czas dla każdej bohaterki? Czy nie demonizuje mężczyzn, przedstawiając kobiety jako zdesperowane anielice? Czytaj dalej “Recenzja serialu “Good girls”, sezonu pierwszego: jesteśmy samowystarczalne”

Recenzja serialu “Limitless”, sezonu pierwszego: zostać bogiem na sterydach

W zeszłym sezonie miały miejsce co najmniej dwie premiery seriali, które bazowały na popularnych, hollywoodzkich filmach. Jednym z nich jest “Raport mniejszości” (którego recenzję też zamierzam popełnić), a drugim – “Limitless”. Filmowa opowieść o narkotyku, który powoduje, że każdy, kto go weźmie staje się geniuszem i wykorzystuje w pełni, w 100% potencjał swojego mózgu, być może nie porwała rzeszy odbiorców, jednak sama koncepcja przyciągnęła przed ekran niejednego widza. Jej serialowa kontynuacja, bowiem tak można ją nazwać za sprawą pojawienia się postaci występującej w filmie z Bradleyem Cooperem, bazuje na historii “pigułki” z zupełnie innej strony. Czy taka forma sequela ma prawo się sprawdzić? Czy ci widzowie, którzy polubili “Jestem bogiem” sięgną po serial? Czy raczej liczy się sam plot, czyli to, co się stanie, gdy życiowy nieudacznik, ale dobry człowiek otrzyma od życia szansę stać się kolejnym Einsteinem (tyle, że pracującym dla FBI)? Czytaj dalej “Recenzja serialu “Limitless”, sezonu pierwszego: zostać bogiem na sterydach”

Recenzja serialu “Mindhunter”, sezonu pierwszego: zrozumieć psychopatę (lub instrukcja jak nim zostać)

Kilkanaście dni temu zmarł Charles Manson. Seryjny zabójca, psychopata, idol. Przez niektórych nazywany „świrem”, przez wszystkich „mordercą”.  Dla pewnych kobiet stał się obiektem westchnień, co u większości ludzi znających historię Mansona budzi wstręt. Jednak prawie każdy zastanawia się, co sprawiło, że Manson zrobił to, co zrobił?  Jak rozpoznać psychopatę? Kiedy zły człowiek zaczyna być zły? Na te pytania zaczął odpowiadać John Douglas, agent FBI i pierwszy profiler, w latach 70. To właśnie o nim opowiada „Mindhunter”, najnowsze dziecko Davida Finchera.

Początek lat 70. XX wieku. Holden Ford (jonathan Groff) to młody agent FBI, który na razie zajmuje się karierą naukową, czyli wykłada w Quantico ucząc młodych kadetów. Jest behawiorystą, który zaczyna się zastanawiać nad funkcjonowaniem morderców, którzy dokonali kilku zabójstw. W swój projekt, polegający na poddaniu psychoanalizie osadzonych morderców, włącza Billa Tencha (Holt McCallany), kolegę po fachu. Obaj starają się zrozumieć oraz skatalogować dewiacje i motywy zabijających w seriach psychopatów przez rozmowy z nimi. Czytaj dalej “Recenzja serialu “Mindhunter”, sezonu pierwszego: zrozumieć psychopatę (lub instrukcja jak nim zostać)”

Recenzja serialu Peaky Blinders, sezonu drugiego: gangsterska krew jeszcze gęstsza, akcent jeszcze lepszy

Pierwszy sezon „Peaky Blinders” pokochałam od pilotażowego epizodu. Nie dość, że grał w nim Cillian Murphy, to od początku zaskakiwał niezwykłą wirtuozerią od strony formalnej i opowiadał historię pewnego gangu osadzając ją w kontekście pierwszej wojny światowej oraz wojennej traumy.Drugi sezon, pomimo, że obejrzałam ze sporym opóźnieniem, pochłonęłam w ciągu jednego wieczoru (jak zawsze żałuję, bo trzeba było tę przyjemność rozłożyć na kilka dni). Steven Knight pozostawia atuty swojej produkcji, okraszając ją jeszcze nowymi postaciami i znakomitym Tomem Hardy’m, który walczy o atencję na ekranie z Murphym. Czytaj dalej “Recenzja serialu Peaky Blinders, sezonu drugiego: gangsterska krew jeszcze gęstsza, akcent jeszcze lepszy”

Recenzja serialu “Belfer”, sezonu pierwszego: cała Polska kryminalna

7742747.3Od dłuższego czasu (czyt. kilka lat) prowadzę z mamą spór na temat polskich seriali. Ona twierdzi, że produkcja takie, jak „Na wspólnej” wykazują taki sam poziom jak np. „Gotowe na wszystko”. Niejednokrotnie rodzicielka upierała się, że polskie seriale też mogą być dobre (szczególnie, gdy oglądała „Czas honoru”), a ja sprzeciwiałam się pokazując jej „House of Cards”. Pokochała produkcję z Kevinem Spacey’im, ale jej wrodzony patriotyzm kazał jej wierzyć, że w Polsce też tak dobrze zrealizowany obraz mógłby powstać. A teraz zobaczyłam „Belfra” i mówię: „Mamo, przepraszam, że nie wierzyłam w Polskę serialową”.

W niewielkim miasteczku dochodzi do tragedii – ginie młoda dziewczyna. W kilka dni po jej śmierci do Dobrowic przyjeżdża Paweł Zawadzki (Maciej Stuhr), nauczyciel języka polskiego. Od momentu przybycia do miasteczka podejmuje śledztwo na własną rękę. Dlaczego Zawadzkiego tak interesuje śmierć nastolatki? Co wydarzyło się w jej życiu, że umarła tak młodo? Na jaw wyjdą wszystkie, nawet te długo skrywane, tajemnice, które obciążają sumienia mieszkańców miasteczka.

Na wstępnie warto zaznaczyć, że za scenariusz serialu odpowiada między innymi Jakub Żulczyk. Mimo, że dla pisarza to pierwsze takie doświadczenie, od pierwszego odcinka możemy dostrzec, jak mocno jego styl odbija się w sposobie prowadzenia historii czy nadawania klimatu. Budowane napięcie nie jest wyłącznie zasługą bardzo dobrego montażu, ale także precyzyjnie skonstruowanego scenariusza.

„Belfer” to opowieść wielowątkowa – wątki mnożą się niczym trupy w powieściach Agathy Christie, przeplatając się, łącząc ze sobą czy uzupełniając. Jednak nie można narracji czy dramaturgii zarzucić jakiegokolwiek chaosu. Wszystkie wątki wydają się ważne, mimo że niektóre mogłyby zająć nieco więcej ekranowego czasu, jak ten dotyczący romansu głównego bohatera z pewną miejscową silną kobietą.

Produkcja Łukasza Palkowskiego, odpowiedzialnego za wielokrotnie nagradzanych „Bogów”, zaskakująco dobrze portretuje specyfikę małego miasteczka. Po pierwsze, w gruncie rzeczy wszyscy się mniej więcej znają – czyli nawet jeśli nie są na Ty, każdy zna nazwisko każdego. Po drugie, do tej pory w takich miejscowościach funkcjonują pewne stereotypowy wizerunków. W niemalże każdym podobnym miejscu spotkamy skorumpowanego policjanta, rodzinę trzymającą władzę i grupę biznesmenów współpracujących z radą miasta, aby zarobić krocie. Wierzcie mi, że to nie są wymysły kreatywnych filmowców, tylko nadal funkcjonująca rzeczywistość. Przy czym warto zaznaczyć, że Dobrowice nie prezentują się jako miasteczko, w którym nieprawdopodobnie często ściele się trup. Zdaje się to całkiem realna i przekonująca wizja.

„Belfer” to także dość wiarygodny portret współczesnej młodzieży. Nauczyciele zwracają uczniom uwagę, gdy ci palą papierosy, zamiast dzwonić do rodziców; picie piwa przed rozpoczęciem roku szkolnego przedstawione jest jako coś normalnego, a bunt wobec rodziców jest czymś oczywistym. W tym kontekście niekiedy kuleją jedynie dialogi. Nie wystarczy wrzucić trochę slangu, parę przekleństw, aby zrozumieć sposób porozumiewania się młodzieży. Zresztą, komunikacja między młodymi ludźmi zmienia się bardzo dynamicznie. Ba, nie jestem pewna, czy na pewno zrozumiałabym dzisiejszych 18-latków.

Niebagatelną siłą serialu są także niejednoznaczne postacie. Tutaj nikt nie jest dobry czy zły; nie ma czerni i bieli. Każdy z bohaterów prezentuje swoje odcienie szarości (może oprócz jednej, którą z łatwością można znienawidzić). Nawet Zawadzki ma na koncie swoje grzeszki, amoralność, pochopność w podejmowaniu decyzji czy zbytni egoizm. W pewnym momencie można wręcz pomyśleć, że niemalże każdy z mieszkańców Dobrowic przyczynił się w jakimś stopniu do śmierci nastolatki. W końcu ona też nie różniła się od reszty – prezentowała się jako idealna uczennica i prymuska, a skrywała sekrety, które mogły zniszczyć jej przyszłość.

Jednak przy kreacji tych postaci dużą rolę odegrali także aktorzy – scenariusz i poprowadzenie obsady to nie wszystko. Dawno w polskiej telewizji nie można było zobaczyć takiego kunsztu oraz zaangażowania. Maciej Stuhr nie szarżuje, wygrywa swoje akcenty, grając trochę stereotypowego polonistę, trochę buntownika, trochę faceta, który przez brak walki o swoje, pozostał w życiu sam. Ale to nie on jest tutaj prawdziwą perełką. Sebastian Fabijański prawdopodobnie gra podobną rolę co w „Pitbullu”, ale w tym wydaniu staje się o wiele bardziej wiarygodny. Gangster z uczuciami, z zasadami, honorem. Obok niego świetnie spisuje się Grzegorz Damięcki (tak, z tych Damięckich), który nie miał do tej pory okazji tak mocno zabłysnąć na małym czy dużym ekranie. Jego umiejętności to najwyższy poziom talentu i pracy, co widać szczególnie przy scenach wybuchów złości. Do tego dochodzi plejada młodych aktorów, o których powinniśmy jeszcze nie raz usłyszeć. Mateusz Więcławek to niebywały zdolniacha – wybitnie sobie radzi z nakierowaniem widza na konkretne emocje, których wymaga scenariusz, a Paulina Szostak mogłaby w przyszłości stać się femme fatale lub delikatną, skrzywdzoną dziewczyną. W „Belfrze” pokazała, że jest prawdziwym aktorskim kameleonem. Jedyną nieudźwigniętą, zniszczoną rolą zdaje się być ta Pawła Królikowskiego, który odstaje na tle reszty aktorów – chociażby Krzysztofa Pieczyńskiego, Łukasza Simlata czy Piotra Głowackiego.

Po pierwszym sezonie „Belfra” śmiało mogę powiedzieć, że dla mnie to jeden z najlepszych polskich seriali. I to nie tylko ostatniej dekady. Wbrew zdaniu niektórych odbiorców uważam, że nie można mu przepisać odpowiednika jakiegoś zagranicznego serialu. To świetnie zrealizowany kryminał, trzymający w napięciu, z mrocznym, ciężkim klimatem, nie przesadzony w żadnym momencie. A w dodatku przedstawiający nasze rodzime podwórko a nie mieścinę w USA. Kto jeszcze nie widział niech zobaczy przed jesienią, bo już niebawem doczekamy się drugiego sezonu serialu Palkowskiego.

Ocena: 8/10

88888