Recenzja serialu “Grace and Frankie”, sezonu drugiego: realność śmiertelności

325440id1_GraceAndFrankie_S2_24w_x_26h_4b4p_1200.inddPo bardzo dobrym pierwszym sezonie serialu nie bardzo wiedziałam, czego spodziewać się w drugim. Cliffhanger, który został zaserwowany w ostatnim odcinku zapowiedział dramat oraz kolejne kryzysy w relacji pomiędzy czwórką przyjaciół. Jednak o czym tak naprawdę będzie opowiadać kolejna odsłona, skoro już twórcy przedstawili najbardziej delikatne problemy ludzi po sześćdziesiątce (a nawet siedemdziesiątce), te będące zazwyczaj tematami tabu? Czy przyjdzie czas na rozliczanie przeszłości i snucie historii o niewykorzystanych szansach? A może o tym, z czym nie potrafi się nikt do końca pogodzić – o umieraniu i o gotowości na śmierć? Bo to, że “Grace and Frankie” nie jest tylko serialem komediowym, ale także bardzo przejmującym i poważnym wiemy na pewno.

Gdy Sol (Sam Waterston) wraca do domu po “pożegnaniu” z Frankie (Lily Tomlin), zastaje Roberta (Martin Sheen) nieprzytomnego na kuchennym stole. Okazuje się, że jego partner miał zawał. Cała rodzina spotyka się w szpitalu – wraz z Frankie i Grace (Jane Fonda). Gdy Robert jest przytomny lekarze stwierdzają, że potrzebna jest operacja. Przerażony śmiercią i tym, że może już nie mieć szansy spełnić swoich marzeń, prosi Sola o to, aby pobrali się jeszcze w szpitalu.Mimo, że byłego męża Frankie dręczą wyrzuty sumienia z powodu zdrady, zgadza się na prośbę Roberta. Frankie i Grace po raz kolejny będą musiały się zmierzyć z miłością swoich mężów, aby stać się poniekąd ich przyjaciółkami i wyruszyć dalej w swojej życiowej drodze.

W drugim sezonie “Grace and Frankie” śmiertelność staje się bardzo namacalna i realna. Przy czym twórcy, będący również już telewizyjnymi weteranami, nie popadają w dramatyzm opowiadając o tym, że umieranie jest rzeczą nieuniknioną i w pewnym wieku musimy się pogodzić z tym, że ktoś może odejść z dnia na dzień. Pierwszym przykładem jest na pewno operacja Roberta, przed którą Grace uświadamia sobie, że życzyła swojemu byłemu mężowi śmierci. Ileż to razy człowiek wykrzykuje coś w złości lub rozpaczy, a potem nie może sobie wybaczyć, gdy nie może już tej osoby przeprosić. Jednak temat ten staje się o wiele poważniejszy w ostatnich odcinkach serialu, gdy poznajemy nową postać. Nie zdradzając zbyt wiele odkrywają one kilka kontrowersyjnych kwestii, jak i w tych epizodach, w których pojawia się bohater cierpiący na Alzheimera. Czy związek z osobą, która Cię nie pamięta, nadal jest związkiem?

Dezycja Sola i Roberta spowodowała nie tylko to, że obaj mogli zacząć nowe, prawdziwe życie i mogli przestać się ukrywać, ale także otworzyło nowe drzwi dla ich byłych żon. Przynajmniej częściowo pogodzone z obecnym stanem rzeczy starają się na nowo przeżywać miłość. Ponownie, jak w pierwszym sezonie, niejednokrotnie zachowują się jak nastolatki przerażone swoimi uczuciami czy pierwszymi pocałunkami. Ba, nawet uciekają w alkohol, gdy nie mogą poradzić sobie ze swoją emocjonalnością i tym, że czują zbyt wiele.

W drugim sezonie pojawia się także wątek biznesowy pomiędzy Frankie i córką Grace, Brianną. Kobieta chce zacząć produkować na masową skalę swój nawilżacz, a młoda buissnesswoman chce wynieść swoją firmę na nowy poziom. Niestety, pomimo przyjaźni i wieloletnich rodzinnych wręcz stosunków, pojawiają się pomiędzy nimi zgrzyty natury… ideologicznej. Jeśli nie wiedzieliście, czym jest olej palmowy, teraz będziecie wiedzieć o nim wszystko. Przy czym twórcy również odsłaniają pewną brutalną prawdę – w dzisiejszym świecie ciężko być proekologicznym w każdym aspekcie, z powodu naszego trybu życia i wyzwań, jakie przed nami stawia rzeczywistość.

Ponownie w przepiękny sposób zostaje przedstawiona relacja Grace i Frankie. Tym razem nie oglądamy już tego, jak kobiety docierają się między sobą, tylko to, jak cudownie razem współegzystują. Rozumieją swoje fobie, przyzwyczajenia i starcia pomiędzy nimi mają jedynie uroczy charakter. Wspierają się na każdym kroku, przeżywają nawzajem swoje mniejsze i większe dramaty, jak i te radosne chwile. Wydaje mi się, że duża zasługa w tym pozaekranowej przyjaźni Tomlin i Fondy, pomiędzy którymi czuć wyraźną chemię.

“Grace and Frankie” to serial, który pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Na zmiany w naszym życiu, na sięgnięcie po szczęście, jak i na to, żeby udoskonalić swój charakter czy zdać sobie sprawę ze swoich wad. Pomimo, że nie myślałam tak o nim wcześniej, uważam, że to seria, którą powinni oglądać przede wszystkim młodzi ludzie. Aby nauczyć się, że zawsze istnieje szansa na szczęście i realizację marzeń (a przy tym tego, że każda decyzja, którą podejmujemy ma wpływ na innych ludzi i musimy się z tym liczyć).

Ocena: 8/10

88888

Recenzja serialu “13 powodów”, sezonu pierwszego: potrzebny czy lekceważący?

7783926.3Rzadko zdarza się, żeby można było napisać o serialu „potrzebny” w znaczeniu edukacyjnym, socjologicznym, wychowawczym, a nie tylko kulturowym. Jedna z najnowszych produkcji Netflixa taka właśnie jest – potrzebna na wielu poziomach, ze względu na to, że temat samobójstwa czy samookaleczeń pozostaje w strefie tabu. Szczególnie w naszym kraju. Historia Hannah wkradła się po cichu do repertuaru widzów Netflixa, na każdego działając w taki czy inny sposób. Fart chciał, że natrafiłam na serial w dniu jego premiery, połykając go w ciągu pierwszego weekendu. Od tamtej pory obejrzałam go dwukrotnie, sam finał – wielokrotnie. Dlaczego? Ponieważ jego premiera zbiegła się z moim nawrotem depresji.

„13 powodów” to adaptacja powieści Jay’a Ashera o tym samym tytule. Hannah Baker (Katherine Langford) popełnia samobójstwo. Tuż przed śmiercią pozostawia swojemu znajomemu 13 kaset magnetofonowych. Każda z nich jest jednym z powodów, dla których odebrała sobie życie. Jedna kaseta to jedna historia. Jedna kaseta to jedna osoba, która przyczyniła się do jej śmierci. Hannah żąda, aby każdy z bohaterów nagrań przesłuchał je i przekazał kolejnej osobie. W końcu docierają one do Clay’a (Dylan Minnette), który był zakochany w dziewczynie. Okazuje się, że on także znalazł się na jednej z kaset… Słuchanie nagrań przez Clay’a staje się początkiem jego krucjaty – szukania prawdy oraz sprawiedliwości.

„13 powodów” to serial, który opowiada o nastolatkach, ale nie do nich został skierowany. Większość odcinków ze względu na sceny szeroko pojętej przemocy dedykowany jest dla wieku 16+. Problem polega na tym, że produkcja nie uwzględnia do końca wiedzy oraz doświadczeń widza, który jest jego odbiorcą. Ci, będący już poza wiekiem nastoletnim, nie pamiętają, jak ogromną wagę przywiązywali do wydarzeń, które teraz wydawałyby się nic nieznaczącą błahostką. Wobec tego z odcinka na odcinek twórcy nadają historii Hannah coraz więcej tragizmu, wplatając w jej życie wydarzenia, do których niekoniecznie musiało dojść, aby dziewczyna odebrała sobie życie.

Od pierwszego odcinka odnieść można wrażenie, że twórcy serialu za wszelką cenę chcą utrzymać jego napięcie. Wychodzi im to znakomicie. Ciężko rozstać się z produkcją chociażby na chwilę. Jednak czy był to zabieg potrzebny? Oglądamy dramat życia nastolatki, a nie thriller czy kryminał. Jednocześnie ciężar wydarzeń niekiedy pozostaje trudny do wytrzymania. Hannah miała wystarczająco dużo powodów, aby się zabić już w trzecim, czwartym lub piątym odcinku. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie wiemy, co staje się najważniejszym bodźcem zaburzającym psychikę danego człowieka. Czasem stan emocjonalny danej osoby, tym bardziej nastolatka, może pozostać na tyle rozchwiany, że wystarczy jedno odtrącenie miłosny, aby pojawiła się pierwsza samobójcza myśl.

Osoba będąca w depresji to w pewien sposób osoba ułomna. Z zaburzeniami, które sprawiają, że widzi rzeczywistość zniekształconą. Obarcza wszystkich winą, widzi tragedię w najmniejszej klęsce, potrafi rozpłakać się z powodu jednego słowa wymierzonego w jej stronę. Często nie może zrozumieć punktu widzenia innych ludzi, a siebie postrzega w sposób karykaturalny. Dlatego narracja niekiedy sugeruje, że Hannah była dość jednoznaczna w swoich osądach – nie próbowała szukać drugiego dnia i zrozumieć innego człowieka. To o tyle ciekawe, że jeśli zastanowimy się nad pozostałymi postaciami, każdy z nich mógł skończyć jak Hannah. Wcale nie mieli łatwiej w codzienności, gdybyśmy przyjrzeli się im tak samo blisko, jak głównej bohaterce, pewnie usłyszelibyśmy podobnie dramatyczną historię człowieka wrażliwego.

W tym momencie pojawia się jedno z pytań, na które nawet po dwóch seansach serialu, nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie. Czy w tej produkcji mamy do czynienia z bohaterami stereotypowymi? Czy może są to bohaterowie jedynie pozornie stereotypowi? Popularny prymus, przewodniczący szkolnej rady, który zrobi wszystko, aby utrzymać swoją reputację; sportowiec, który musi pochwalić się wyczynami z nową dziewczyną przez kolegami z drużyny; outsider, który trzyma się z boku… Brzmi schematycznie, prawda? Jednak za każdą z tych postaci czają się emocje, których byśmy nie dostrzegli w prawdziwym życiu. Każda z tych postaci nosi potężną maskę, która pozwala im przeżyć liceum. O ironio, ciężko polubić któregokolwiek z nich. Nawet Clay’a czy Hannah.

Ukazana w serialu brutalność, znieczulica oraz cyberprzemoc budzą nie tylko przerażenie w widzu, ale także obrzydzenie. Czy my, chodząc do szkoły, też potrafiliśmy tak gnoić innych, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji? Czy platformy społecznościowe i rozwarstwienie społeczne powodują, że zjawisko gnębienia się wzmaga? Czy to po prostu inne metody, ale skutki te same? Z pewnością nie możemy osądzać bohaterów jako złych, przynajmniej nie wszystkich. Raczej nieświadomych oraz niedojrzałych emocjonalnie. Czy każdy szesnastolatek musi wiedzieć, że jego tolerancja może sprawiać komuś ból (jakkolwiek dziwnie to brzmi)?

Świetnie poprowadzone retrospekcje przeplatają się z aktualnymi wydarzeniami, bez problemu pozwalając odróżnić dwie płaszczyzny czasowe. Na podobne słowa pochwały zasługuje sam sposób narracji, wykorzystanie kaset magnetofonowych jako łącznika między dwoma światami.

„13 powodów” ukazuje, że nie potrzeba wielkich nazwisk, aby stworzyć doborową obsadę. Wiarygodni w swoich rolach młodzi aktorzy nie walczą o uwagę na ekranie, lecz tworzą jedność. Nie zwracamy uwagi jedynie na Dylana Minnette czy Katherine Lanford. Tak samo wyraziste kreacje tworzą Alisha Boe w roli Jessici czy Brandon Flynn w roli Justina. Dodatkową wisienką na torcie staje się obecność Kate Walsh, która znakomicie wypada jako matka w żałobie.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na genialny soundtrack serialu. Utwory, które możemy zakwalifikować dość ogólnie jako należące do alternatywnego rocka, czyli „Love Will Tear Us Apart” czy „Fascination Street”, nadają produkcji niepowtarzalnego charakteru. Wszystkie jednak, zarówno te wykonywane przez Chromatics, M83, The Moth&The Flame, jak i Selenę Gomez, można określić jako romantyczne i smutne w warstwie tekstowej.

Mam nadzieję, że w wielu kręgach „13 powodów” wywoła potrzebną dyskusję na temat depresji, samobójstw oraz cyberprzemocy. Mimo, że jest to produkcja niepozbawiona wad, może pozostać dosadnym nośnikiem pomocy. Już teraz możemy dostrzec na portalach społecznościowych falę wyznań młodych ludzi, którzy zaczynają otwarcie mówić o swoich problemach z poczuciem własnej wartości czy ogólnym stanem psychicznym. W całej tej historii jest jakaś prawdziwość, którą trudno znieść. Może dlatego że wiemy, że takie osoby jak Hannah otaczają nas na co dzień? Może dlatego że uświadamiamy sobie, że czasem nieważne, czy widzimy, czy ktoś się rozsypuje, (czy na odwrót – nie umiemy tego dostrzec) pewnych rzeczy nie powstrzymamy?

Ocena: 7/10

77777

[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=lzZXkIRV6Gw[/embedyt]