Recenzja książki “Zmysłowa. Idealna żona”, drugiego tomu cyklu “Zmysłowa dziewczyna” (Meredith Wild, Helen Hardt): miłość po sfingowaniu własnej śmierci

Gdy nadchodzi czas upałów, przychodzi także czas mózgowego odciążenia. Są wakacje, pogoda rozleniwia, nikomu nie chce się czytać na plaży poważnych książek historycznych czy tych poruszających problematykę społeczną. Tak, lato to idealny czas na kobiece romanse, erotyki, lekką literaturę obyczajową oraz young adult. Dla mnie serie, takie jak “Zmysłowa dziewczyna” Meredith Wild i Helen Hardt, to wręcz zamiennik drogiej terapii u psychoterapeuty. Po koszmarnym dniu w pracy wchodzę w fantazyjny świat, w którym wszyscy się kochają (w sensie duchowym i fizycznym), i cały stres magicznie ze mnie uchodzi. Czytaj dalej “Recenzja książki “Zmysłowa. Idealna żona”, drugiego tomu cyklu “Zmysłowa dziewczyna” (Meredith Wild, Helen Hardt): miłość po sfingowaniu własnej śmierci”

Recenzja książki “Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie” (Krystian Nowak): “Dzień świra” pokolenia Y

Nie możemy się łudzić – żyjemy w dziwnych czasach, w których ludziom bliżej do porozumiewania się piktogramami niż słowami, a miłość lepiej zamienić na nowa niż naprawiać ta dotychczasowa. Krystian Nowak brutalnie w swojej powieści dotyka  stanu emocjonalnego obecnych 20-latków, opisując ich codzienność i stracone szanse. Jednak czy aby na pewno to portret pokoleniowy? Czy czytając jego debiutancka powieść “Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie” nie można odnieść wrażenia, że opowiada on zaledwie o ułamku generacji Y? Czytaj dalej “Recenzja książki “Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie” (Krystian Nowak): “Dzień świra” pokolenia Y”

Recenzja filmu “Nie jestem łatwy”: emancypacja mężczyzn

Ileż to filmów o zamianie ról oglądaliście? Trzy, cztery czy dziesięć? Co jakiś czas powstają głośne hollywoodzkie komedie, które traktują o tym, jak to bohaterowie – przyjaźniący się lub będący rodziną – o kompletnie różnych stylach bycia i charakterach przez przypadek wpadają na słup, trafia ich piorun czy inny niefortunny dar od losu. Wtedy zamieniają się swoimi życiami, wchodzą w czyjeś buty i dostają olśnienia, dlaczego im przez cały czas nie wychodziło. Niekiedy takie produkcje są bardziej śmieszne od innych. Niekiedy wydają się nieco świeższe. A niekiedy nawet nie pochodzą z fabryki snów, a z Francji. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Nie jestem łatwy”: emancypacja mężczyzn”

Recenzja książki ,,15 Sierpnia” Michała Kamińskiego: Polska polityczna intryga

Brakowało mi książki, którą mogłabym  pochłonąć w jeden dzień. Całe szczęście trafiłam na ,,15 Sierpnia” Michała Kamińskiego. Dobrze też dla mnie, że dopiero po przeczytaniu zdałam sobie sprawę, że ten Michał Kamiński to TEN polityk Michał Kamiński. Dobrze dlatego, że nie podeszłam do lektury z żadnym politycznym uprzedzeniem i sianiem domysłów, czy ktoś znany jest właśnie opisywany w książce. Czytaj dalej “Recenzja książki ,,15 Sierpnia” Michała Kamińskiego: Polska polityczna intryga”

Recenzja książki ,,Ostatnie srebrniki” Tadeusza Biedzkiego: Kryminał z tajemniczym zakonem w tle

Kryminały z połączeniem wątków historycznych, religijnych to książki, których wielką fanką byłam w gimnazjum i liceum. Pamiętam, jak nie mogłam oderwać się od powieści Dana Browna i zawsze w mojej bibliotece miejskiej czyhałam na książki własnie z tej półki. Jednak stara miłość nie rdzewieje i wracam do tej literatury. Dane mi zostało przeczytać ,,Ostatnie srebrniki” polskiego autora – Tadeusza Biedzkiego – jeżeli chociaż w pewnej części zaciekawi mnie jak ,,Kod Leonarda da Vinci” to mamy sukces na rynku! Czytaj dalej “Recenzja książki ,,Ostatnie srebrniki” Tadeusza Biedzkiego: Kryminał z tajemniczym zakonem w tle”

Recenzja książki “Najtwardsza stal”, pierwszego tomu serii “Tatuaże” Scarlett Cole: same dziary blizn nie zakryją

Co jakiś czas sięgnąć muszę po erotyk, który odpędzi moje myśli od życia na Ziemi. Najlepiej jakby fabuła łączyła ze sobą jeszcze jakieś z moich zainteresowań. Dlatego też “Najtwardsza stal” Scarlett Cole w moment mnie kupiła krótkim opisem, który otrzymałam od Wydawnictwa Akurat. Nie dość, że data wydania powieści zbiegła się z moją zachcianką odmóżdżenia, to także z robieniem kolejnego tatuażu. Idealne zgranie odhaczone. Jednak jak z zaspokojeniem mojej potrzeby zapomnienia o całym świecie? Czy lektura okazała się na tyle lekka i wciągająca, aby nie myśleć o teraźniejszości? Czy tatuaże odgrywają w powieści ważną rolę, czy może grają jedynie rolę ozdobnika?

Harper Connelly jest pozornie zwykłą dziewczyną – pracuje w kawiarni, mieszka sama, nie spotyka się z żadnym mężczyzną. Jednak to tylko pozory. Ukrywa się pod przybranym nazwiskiem, próbując odciąć się od dramatycznej przeszłości, którą zafundował jej dawny chłopak-psychopata. Czytaj dalej “Recenzja książki “Najtwardsza stal”, pierwszego tomu serii “Tatuaże” Scarlett Cole: same dziary blizn nie zakryją”

Recenzja filmu “Scenariusz na miłość”: to nie jest kolejna hollywoodzka komedia romantyczna

Jestem w stanie zrozumieć, czemu znaczącej większości odbiorców nowy film Marca Lawrence’a nie przypadł do gustu. Zwiastun został zmontowany tak, aby rozreklamować „Scenariusz na miłość” jako niezwykle zabawną komedię romantyczną. Właśnie tego spodziewali się widzowie, którzy udali się do kin – lekkiej, śmiesznej produkcji. Lecz zostali okrutnie oszukani. Filmowi reżysera „Dwóch tygodni na miłość” bliżej do komediodramatu niż do romantycznej, sztampowej komedii. Lawrence’owi udało się uniknąć kolejnych klisz i ukazać dość smutną, lecz podnoszącą na duchu historię o człowieku, który nie potrafi ponownie znaleźć swojej życiowej drogi.

Keith Michaels (Hugh Grant) jest scenarzystą, który piętnaście lat temu podbił Hollywood. Dostał Oscara za swój scenariusz, a film na jego podstawie pokochali dorośli i dzieci na całym świecie. Niestety, smutna rzeczywistość uderzyła do jego drzwi. Teraz jest bez grosza przy duszy, rozwiedziony, nie utrzymuje kontaktu z synem, cierpi na brak weny, a każdy jego pomysł zostaje odrzucony przez wszystkie wytwórnie w Los Angeles. Nie widząc innych ofert, decyduje się na zostanie wykładowcą na małej uczelni w niewielkim miasteczku nieopodal Nowego Jorku. Ma nadzieję, że przetrwa tam swój kryzys twórczy i wróci do dawnej formy. W Binghampton poznaje Holly (Marisa Tomei), która pomaga mu inaczej spojrzeć na siebie oraz nieświadomie czyni go lepszym człowiekiem.

Marc Lawrence w pierwszej kolejności jest scenarzystą, dopiero później reżyserem. Historia Keitha Michaelsa wydaje się być sumą hollywoodzkich obserwacji dotyczących sukcesu oraz późniejszych losów twórców „jednego hitu”. Lawrence z pewnością w jakimś stopniu wzorował wykreowanego bohatera na samym sobie, na swoich doświadczeniach. Oszałamiający sukces w młodym wieku spowodował, że ego Michaelsa urosło do niebotycznych rozmiarów. Pomimo pasma porażek, nie mógł zrozumieć, że jego wenę blokuje gnuśność oraz gburowatość. Brutalność Hollywood wzmaga jego rozczarowanie, gdyż poszukiwanie coraz to nowych twarzy, głosów jest najważniejsze.

Lawrence nie boi się również brutalnie przedstawić swojego stanowiska w sprawie postaci kobiecych w Hollywood. Przez postać Keitha stwierdza, że ma dość całkowitej feminizacji kinematografii. Wręcz stawia nowe rozwiązania. Może zamiast poszukiwać kolejnej kobiecej wojowniczki, stworzyć film, w którym takowej nie ma? Bardziej niż sam feminizm, reżyser komentuje poprawność polityczną, która zawładnęła kinem oraz każdą inną dziedziną sztuki.

Reżyser „Dwóch tygodni na miłość” już po raz czwarty zdecydował się na współpracę z Hugh Grantem. Czuć na ekranie, że panowie dogadują się ze sobą doskonale. Niestety, ma to swoje dobre, jak i złe strony. Grant perfekcyjnie rozumie założenia twórcy, tworząc postać, jakiej oczekiwał. Jednak gorzki ton za bardzo wydziera się z duszy obu panów – rozczarowanych swoimi karierami, a raczej kierunkiem, jaki obrał po paśmie sukcesów. Starają się stworzyć na nowo zabawną komedię z wielopłaszczyznowym przesłaniem, jednak trudno przebić formułkę „każdy ma drugą szansę”, „ludzie się zmieniają”, itd. przez przygnębiające studium hollywoodzkiej kariery. Ostatecznie otrzymujemy letnie żarty, które nijak nas nie rozśmieszają, wielokrotnie widziane zwroty akcji, które są do bólu przewidywalne. Może należałoby zmienić formułę filmu? Zareklamować go  jako niezwykle wnikliwy komediodramat, a znalazłby swoich wiernych odbiorców? Niestety, osoby, które „Scenariusz na miłość” choć trochę zdołałyby docenić, za nic w świecie nie wybiorą się na niego do kina.

Hugh Grant nie starzeje się pięknie, nie jest jak wyrośnięty, niegrzeczny chłopiec, którego włosy przyprószyła siwizna. Na jego twarzy widać zmęczenie, jakąś dozę wypalenia, a także stracił nieco swojego charyzmatycznego uroku. Z pewnymi przeinaczeniami postać, którą gra mogłaby być równie dobrze nim samym. Partnerująca mu na ekranie Marisa Tomei jest jego totalnym przeciwieństwem. Choć pięćdziesięcioletnia, czaruje widza swoim szczerym uśmiechem, nieukrywanymi zmarszczkami. Aktorka nic nie straciła ze swojego zewnętrznego piękna, dojrzewając niczym najlepsze wino.

Mark Lawrence pokazał wreszcie nieco inną twarz niż taśmowego twórcy komedii romantycznych. Okazał się gorzkim ironistą, sumującym swoje twórcze doświadczenie w jednym filmie. Znakomicie pomógł mu w tym Hugh Grant, będący na ekranie niezwykle autentyczny. Gdyby „Scenariusz na miłość” nie udawał czegoś innego niż to, czym jest w rzeczywistości mógłby być naprawdę bardzo dobrym filmem. Jednak ta osnowa sztuczności oraz źle ukierunkowane ambicje wszystko zniszczyły.

Ocena: 6/10

Recenzja serialu “Atypowy”, sezonu pierwszego: o autyzmie wokół seksu

Ostatnio przy recenzji „Aż do kości” wspominałam, że Netflix chyba obrał sobie za cel ratowanie świata. Przy każdej możliwej okazji stara się uświadamiać swoich odbiorców w jakimś trudnym temacie społecznym. Tym razem padło na „Atypowego” i problem autyzmu. Jednak czy sam wzniosły temat umie podźwignąć cały serial? Czy jednak trzeba do tego dobrze napisanego scenariusza, ciekawie rozpisanych postaci, konsekwencji w prowadzeniu fabuły, jak w przypadku każdego poprawnie zrealizowanego serialu?

Sam (Keir Gilchrist) jest osiemnastolatkiem z autyzmem. Postanawia w końcu wejść w świat randek i zdobyć dziewczynę. Ewentualnie chociaż próbną dziewczynę, zanim będzie gotów poderwać i być w związku ze swoją terapeutką Julią (Amy Okuda). Sam mieszka z mamą (Jennifer Jason Leigh), ojcem (Michael Rapaport) i siostrą Casey (Brigette Lundy-Paine), którzy muszą dostosowywać całe swoje życie pod niego. Rodzinny świat kręci się wokół dziecka z autyzmem, lecz na jak długo, skoro dziecko postanowiło dorosnąć?

„Atypowy” jest serialem, który chce jak najgłębiej przedstawić problem życia ludzi z autyzmem oraz to, jak wygląda życie z taką osobą. Bohaterowie więc co i rusz wygłaszają monologi na temat wypowiadania się o ludziach z takim zaburzeniem (scena w trakcie spotkania grupy wsparcia, w której psycholog krytykuje wypowiedzi ojca Sama), skomplikowanych rytuałów, problemów, jakie stwarza obcowanie z autyzmem i o czym trzeba pamiętać. Jednak w większości wypadków twórcy owe przemowy postaci, szczególnie matki głównego bohatera, wciskają w scenariusz na siłę, tak, jakby tworzyli film edukacyjny do pokazywania w szkole. Ostatecznie efekt przedstawia się wielce nienaturalnie i niekoniecznie pomaga zrozumieć sedno problemu.

Połączenie dorastania, chęci uprawiania seksu z autyzmem mogłoby się wydawać poruszaniem pewnego tabu. Jednak twórcy czynią to w sposób tak infantylny, że wychodzi to niekiedy śmieszne w żenujący sposób. Komizm sytuacyjny w tym przypadku jest zabawny w momencie, gdy główny bohater rozumie, z czego ów komizm wynika. Lecz w większości przypadków nie rozumie. Widz może się wręcz złapać na tym, że śmieje się z autyzmu jako takiego i trudności, jakie przysparza ta choroba, zamiast próbować zrozumieć.

Poboczne wątki „Atypowego” mogłyby stworzyć co najmniej dwa odrębne seriale. Matka, której całe życie kręciło się wokół autyzmu, nagle zaczyna rozumieć, że zaczyna dla niej brakować miejsca w rodzinie, że przestaje być potrzebna, a jednocześnie – że w końcu potrzebuje wyjść ze swojej roli. Przynajmniej na kilka godzin dziennie. Kobieta niby ma cały grafik zajęty, ale prawie nie widać, gdy te obowiązki wykonuje czy, chociażby, pracuje. Swoje miejsce w tym momencie życia Sama znajduje ojciec, który do tej pory syna nieco się wstydził. Doradza mu w kwestiach randkowania, podejścia do kobiet oraz pomaga mu przejść przez ten nadwrażliwy moment dojrzewania. Siostra Sama, Casey (notabene świetnie zagrana rola Brigette Lundy-Paine), bardzo kocha swojego brata, lecz jej pozycja w rodzinie jest bardzo słaba. Rodzice, co niejednokrotnie w bezczelny sposób (naprawdę można to było zrobić inaczej) ukazują, stawiają dziecko z autyzmem na piedestale, zapominając często o przyszłości swojego drugiego potomka. Mimo, że każdy z tych wątków wydaje się bardzo interesujący (przynajmniej dla mnie), wszystkie zostały przedstawione w sposób wielce sztampowy i powierzchowny.

Ostatecznie „Atypowy” to pozytywny serial, któremu po prostu nie wychodzi realizacja początkowych założeń. Wszechobecna sztuczność wygłaszanych rad, brak realizmu, nadmiar niewłaściwego komizmu, słabo rozpisane, choć sympatyczne postacie, czynią z niego produkcję, która popełnia kardynalne błędy. „Atypowemu” zabrakło nieco poważniejszego podejścia, głębszego spojrzenia i być może zrezygnowania z połowy elementów komediowych, aby stać się obrazem, który warto zapamiętać.

Ocena: 7/10

Recenzja książki “Magia olewania” Sarah Knight: budżet rzeczy, na których nam zależy

magia-olewania-b-iext47920349Należą do tego typu osób, które wiecznie się przejmują. Przejmuję się, gdy robię imprezę i zastanawiam się, czy kupiłam wystarczającą ilość coli; gdy ktoś niespodziewanie mnie odwiedza, a ja nie mam zmytej podłogi; gdy niezbyt uprzejmie odezwę się do przyjaciółki i myślę, czy się na mnie obraziła. Przeżywam wszystko za bardzo i zdecydowanie brakuje mi dystansu. Przy czym (co oczywiste) jestem osobą szalenie nieasertywną, dającą się wykorzystywać i mówiącą na wszystko „TAK”. Gdy na jednej z promocji wypatrzyłam „Magię olewania” od razu pomyślałam, że prawdopodobnie ta lektura nie zmieni mojego życia, ale może przyczyni się do podjęcia małych kroków, aby nieznacznie je ulepszyć. Czy filozofia Knight okazała się stworzona dla mnie? Czy to kolejny poradnik powtarzający to samo, co inne?

Sarah Knight pewnego dnia porzuciła pracę w korporacji i rozpoczęła karierę wolnego strzelca. Ta decyzja pozwoliła jej na nieprzejmowanie się tym, co zawsze ją irytowało, a co robiła tylko i wyłącznie ze względu na innych. W „Magii olewania” przedstawia nowy sposób na życie, czyli metodę, jak zacząć odpuszczać rzeczy, które są nieistotne oraz jak zacząć oddzielać to, czym się powinniśmy przejmować, od tego o czym nie warto nawet myśleć.

Temat gospodarowania swoim czasem to obecnie temat niezwykle nośny. Niemalże każdy, niezależnie od wieku, zadaje sobie pytanie, jak w dobie wszechobecnego pędu wyselekcjonować rzeczy ważne, ważniejsze i nieważne. Powstaje na ten temat coraz więcej poradników, cieszących się mniejszym lub większym zainteresowaniem. Czym wyróżnia się w szczególności „Magia olewania”? To pozycja szalenie zabawna, która gwarantuje wbrew pozorom liczne wybuchy śmiechu i niezłą rozrywkę. Najwięcej radości przynoszą przykładowe sytuacje przytaczane przez autorkę, z którymi każdy w taki, czy inny sposób w swoim życiu się zetknął. To również znakomity sposób, aby łatwiej dotrzeć do czytelnika, zmobilizować go i sprawić, że szybciej utożsami się z historią Knight.

Już na samym początku Amerykanka zaznacza, że reorganizacja „budżetu rzeczy, na których nam zależy” to dość długi proces, wymagający konsekwencji oraz samoświadomości. Metoda Zero Żalu uwzględnia trzy podstawowe zasady – szczerość, uprzejmość i tzw. „nie bycie suką”. Wydaje się, że rzeczy, o których pisze, są dość oczywiste dla większości czytelników. Nawet tych, którzy, tak, jak ja, cierpią na nadmierne przejmowanie się oraz stresowanie sprawami, które tak naprawdę ich nie obchodzą.

Jak w podobnych lekturach znajdziemy strony, które za zadanie ma wypełnić sam czytelnik. Głównie to miejsca na wypisanie rzeczy, które zamierzamy zacząć olewać, a które są dla nas istotne. Autorka zwraca się do czytelnika wprost, pisze do niego per „ty”, to kolejny zabieg mający na celu zmniejszenie dystansu.

To, czego zabrakło mi w lekturze, to brak większych konkretów, aby przystąpić do działania. Niestety, nie poczułam się zmobilizowana do tego, aby zmienić swoje życie. Zdaję sobie sprawę, że powinnam pozmieniać priorytety, jednak nie znalazłam naprawę rozwiązania, pomimo wykonania wszystkich zadań. Czy olewanie niektórych spraw może sprawić, że będziemy szczęśliwsi? Z pewnością. Jednak czy nieranienie uczuć innych to taka prosta sprawa? Wątpię. Nie zawsze będziemy potrafili przekonująco, szczerze i uprzejmie komuś wyjaśnić, że ta konkretna sprawa, która wpływa na tę osobę, nas zwyczajnie nie obchodzi. Obawiam się, że niektóre metody przytoczone przez autorkę mogą spowodować zniszczenie relacji międzyludzkich, na którym nam zależy.

„Magia olewania” sprawdziła się jako przyjemne, łatwo podane, źródło rozrywki. W prosty sposób utożsamimy się z autorką oraz jej historią, wyłapując elementy wspólne dla naszych żyć. Pomimo, że metoda Zero Żalu brzmi pięknie, uważam, że w praktyce nie zawsze się sprawdzi. Olewanie może być zgubne oraz egoistyczne, dlatego wszędzie warto znaleźć konsensus. Czasem wyjście na quiz do pubu z przyjaciółmi (czego nie znosimy), nie jest takie złe, jeśli im sprawi to radość. A radość naszych bliskich to nasza radość, czyż nie?

Ocena: 6/10

6666

Recenzja książki “Tajemnica zamku”, pierwszego tomu sagi rodu Cantendorfów Krystyny Mirek: romans, śmierć i tajemnice

saga-rodu-cantendorfow-tom-1-tajemnica-zamku-b-iext47447486Czasem potrzebujemy się oderwać od świata rzeczywistego, nawet od literatury ,którą czytamy na co dzień i zrobić coś ,,na opak”. Nawet nasz mózg domaga się tzw. „resetu” . I takim właśnie literackim odmóżdżaczem jest ,,Tajemnica zamku” Krystyny Mirek – książka nawet została przedstawiona jako pozycja ,,lekka”, dlatego nie wymagam od niej górnolotnych treści, ani tego, że wniesie coś ważnego do mojego życia i wywróci je do góry nogami. Miałam nadzieję, że umili mi czas; sprawi, iż na chwilę oderwę się od tego, co czytam zazwyczaj, czyli od fantastyki, kryminału i zaprowadzi mnie do świata intryg, możnowładców, romansów i zamkowego życia. Czy to się udało?

Każda z poślubionych przez hrabię kobiet po pewnym czasie umiera w niewyjaśnionych okolicznościach, jednak nie można go za nic oskarżyć, ponieważ są to zazwyczaj przyczyny naturalne. Jednak dziwnie składa się, że wszystkie po kolei odchodzą. Kolejne boją się go poślubić, a mężczyzna musi mieć przecież potomka. Dlatego też rodzina Miltonów, będąca na skraju bankructwa, chce, aby ich najmłodsza córka wyszła za hrabiego Aleksandra, co pomogłoby im pozbyć się przeogromnych długów. Jak to zazwyczaj bywa córka ma już miłość swojego życia i ani na myśl jej nie przyjdzie, żeby zostać żoną hrabiego. Kochanka Aleksandra – Isabelle – jest mężatką, lecz jej mąż nie przywiązuje do niej wielkiej wagi. Dla niej zaś liczy się, że jest starszy i ma ogromny majątek, który po jego śmierci będzie jej przepisany. Dlatego też ze swoim romansem nie może się za bardzo publicznie obnosić. Jednak, gdy mąż umiera, na jaw wychodzą niespodziewane sekrety, a miłość i związek Izabelle z młodym hrabią staje pod znakiem zapytania.

W ,,Tajemnicy zamku” pojawia wiele barwnych bohaterów – typowych dla tego właśnie gatunku literackiego. Między innymi przedstawione zostają: „wiedźma”, której wszyscy się boją – chodzą nawet plotki, że to ona stoi za śmiercią żon hrabiego;  Izabella – podlotek uwikłany w romans, który wyszedł za mąż wyłącznie dla pieniędzy i swojej wygody; dwie siostry – Kate i Amelia – będące swoimi przeciwieństwami. Pierwsza z nich to raczej chłopczyca, a druga to zakochana romantyczka. Ich rodzice to małżeństwo na skraju bankructwa. Można ich określić jako ludzi, którzy od dawna nie mają ze sobą nic wspólnego i nie dzielą nawet ze sobą łózka, a łączy ich jedynie formalność oraz potomstwo. W powieści pojawia się także dużo ciotek, dam dworu, które, jak to zazwyczaj bywa, są najmądrzejsze i chcą znaleźć jak najlepszą żonę dla Aleksandra. Gosposia, która wręcz nie może zaakceptować Izabelli i robi jej na złość to najciekawsza reprezentantka służby. Każda z tych postaci została ukształtowana dość sztampowo oraz rozpisana według typowego dla tego typu powieści schematu. Wiemy, czego możemy się po nich spodziewać, ich zachowania i wybory nie będą nas ani dziwić, ani szokować.

Książka Krystyny Mirek jest napisana językiem prostym, takim , jakim powinna – łatwo przyswajalnym dla czytelnika. Odbiorca przy tej lekturze nie powinien zbyt dużo myśleć, a jedynie odprężyć się i bezboleśnie ,,przejść” przez powieść. Przy okazji sami możemy wytężyć nasze komórki i zastanowić się, jakie sekrety kryje w sobie zamek Cantendorów.

,,Tajemnica zamku” to książka nade poprawna, wpisująca się we wszystkie warunki i założenia tego gatunku. Nie zaskoczy nawet niewytrwanego czytelnika, jednak nie powinna nikogo zbytnio zanudzić. Chociaż jest mi bardzo daleko od czytania tego typu książek, to na pewno nie uważam, że jest to lektura zła. Raczej należy do gatunku mniej ambitnych, nastawionych na czystą rozrywkę. Tak, jak wiele osób ogląda seriale w telewizji, typu ,,Na wspólnej” czy ,,M jak Miłość”, to właśnie dla tych osób dedykowana jest książka autorstwa Krystyny Mirek.

Ocena: 6/10

66666