Recenzja książki “First love” (Emily Raymond, James Patterson): nastoletnia apokalipsa

Często napotykam na swojej czytelniczej drodze książki, po których nie wiem, czego się spodziewać. Często otrzymuje całkowicie zaskakującą lekturę, która wywołuje we mnie emocje, których na co dzień mi brakuje. Podchodziłam do “First love” jak do kolejnej, odmóżdżającej young adult, mającej za zadanie obudzić we mnie nastoletnie wspomnienia oraz uczucia z tamtego czasu, gdy wszystko było jeszcze przede mną. Okazało się jednak, że kolejne zaskoczenia, nie tylko te fabularne, rodzące we mnie zarówno śmiech, płacz, jak i porywy serca, zbliżają mnie raczej do słodko-gorzkiej nauki na całe życie niż do przesłodzonej opowiastki o tym, że ona kocha jego. Czytaj dalej “Recenzja książki “First love” (Emily Raymond, James Patterson): nastoletnia apokalipsa”

Recenzja książki “Broken Silence”, drugiego tomu serii “Silence” (Natasha Preston): spojrzeć w oczy diabłu z czystą miłością

Czy wierzycie, że można odnaleźć miłość życia w wieku szesnastu lat? Albo nawet siedmiu (choć o tym nie wiedząc)? Wierzycie, że można kochać bezgranicznie i na zawsze? Że istnieją rodzaje miłości, w których bez wysiłku wybacza się wszystko? W których czeka się na swoją drugą połówkę biorąc na barki wszystkie przeszkody? W których najważniejsze jest szczęście ukochanej bądź ukochanego, a nie swoje własne? W których nie można być sobą, jeśli jest się w pojedynkę? W których wszystko jest doskonałe i idealne? Po lekturze “Broken Silence” wierzę w to całym sercem. Czytaj dalej “Recenzja książki “Broken Silence”, drugiego tomu serii “Silence” (Natasha Preston): spojrzeć w oczy diabłu z czystą miłością”

Recenzja książki “99 dni lata” (Katie Cotugno): najdłuższe lato w życiu

Pamiętacie to najdłuższe lato w swoim życiu? To między zakończeniem szkoły średniej a studiami? A może te upragnione wakacje są jeszcze przed Wami? Mając tyle lat, ile mam, wydaje mi się, że to jeden z najpiękniejszych okresów w młodym życiu – gdy jeszcze nie musicie być do końca odpowiedzialni, a jednocześnie możecie decydować o sobie. Gdy macie jeszcze prawo do błędów, jednak musicie znosić ich konsekwencje dotkliwiej niż parę lat wcześniej. Nie każdy musi mieć te najdłuższe wakacje w swoim życiu, ale każdy przechodzi etap między nastolatkiem a młodym dorosłym. Gdy decyduje kim się stanie i jakie decyzje będzie podejmować. Ale przedtem niemalże każdy może trochę nagiąć reguły, żeby dowiedzieć się, czego w dalszej drodze potrzebuje. Czytaj dalej “Recenzja książki “99 dni lata” (Katie Cotugno): najdłuższe lato w życiu”

Recenzja książki “Story of Bad Boys”, tomu pierwszego serii “Story of Bad Boys” (Mathilde Aloha): no kiedy oni się w końcu pocałują?!

Istnieje mnóstwo tekstów kultury, których treść, forma oraz płynące z nich emocje doprowadzają odbiorcę tylko do jednego pytania “No kiedy oni się w końcu pocałują?!”. Owszem, często spotkamy w nich wielowątkową fabułę czy wciągający scenariusz, sympatycznych bohaterów lub tych niejednoznacznych, bardziej pociągających, zwroty akcji i ogrywanie znanych schematów. Jednak najważniejsze jest to poczucie niepewności, napięcie, które rodzi się między dwójką bohaterów, a udziela się nam, odbiorcom. Tym właśnie sposobem “Story of Bad Boys” wciągnęło mnie doszczętnie zaledwie po dwudziestu stronach, uniemożliwiając pójście spać. Gdy już pochłonęła mnie historia Lili okazało się, że książka oferuje nieco więcej niż pozornie się wydawało.

Czytaj dalej “Recenzja książki “Story of Bad Boys”, tomu pierwszego serii “Story of Bad Boys” (Mathilde Aloha): no kiedy oni się w końcu pocałują?!”

Recenzja książki “Chłopak, który bał się być sam” Marieke Nijkamp: ku pamięci Columbine, przestroga dla świata

Wszystko zaczęło się od masakry w Columbine High School w 1999 roku. Dwoje uczniów zabiło 13 osób i raniło 24 innych. Dylan i Eric przyszli do szkoły z bronią z postanowieniem strzelania do wszystkich, których znajdą na swojej drodze. Dziesięć lat później podobna zbrodnia miała miejsce w Winennden w Niemczech. W 2012 roku – w Newtown, Connecticut. To są fakty, o których nie sposób nie myśleć czytając powieść Marieke Nijkamp. “Chłopak, który bał się być sam” to nie tylko fabularyzowana historia o tragedii, która mogłaby się wydarzyć. To próba dociekania, co może się wydarzyć w życiu nastolatka, że znajdzie się on w takim punkcie, w którym jedynym rozwiązaniem staje się namacalna nienawiść do świata. Czytaj dalej “Recenzja książki “Chłopak, który bał się być sam” Marieke Nijkamp: ku pamięci Columbine, przestroga dla świata”

Recenzja książki “Piękne samobójczynie” Lynn Weingarten: długo wyczekiwany efekt “wow”

Rzadko kiedy narzekam na literaturę young adult. Dlaczego? Ponieważ nawet, jeśli nie jest najwyższych lotów, zazwyczaj staje się idealnym odmóżdżaczem bądź lekturą podnoszącą na duchu w kontekście prawdziwej miłości lub szansy na ułożenie rodzinnych problemów. W kontrze – coraz częściej także gatunek porusza poważne problemy społeczne, nie bawiąc się w sztuczce happy-endy, co też najczęściej tworzy lekturę wartościową i silną w wymowie, nie tylko w potencjale. Trudno znaleźć pozycję, która nie spełnia ani jednego, ani drugiego warunku dobrej literatury young adult. Niestety, “Piękne samobójczynie” znajdują się w gdzieś w odmętach obu tych kategorii. Czytaj dalej “Recenzja książki “Piękne samobójczynie” Lynn Weingarten: długo wyczekiwany efekt “wow””

Recenzja książki “Silence”, pierwszego tomu serii “Silence” Natashy Preston: za zamkniętymi ustami

Co może skłonić kilkuletnie dziecko do milczenia na całe lata? Co może sprawić, że to dziecko stanie się nastolatką, w której buzują hormony, a nadal będzie trwać wytrwale w swoim postanowieniu pozostania niemą? Jedno jest pewne – za tak radykalnym krokiem kryje się wielka tragedia. Pytanie tylko, czy nadal trwa? Czy już dawno się zakończyła, choć nadal zbiera swoje żniwo? Najnowsza książka Natashy Preston “Silence”, rozpoczynająca serię o tym samym tytule, dotyka problemów, które autorkę interesują najbardziej – toczącego się dramatu wewnątrz i na zewnątrz ciała i duszy młodej kobiety. Czytaj dalej “Recenzja książki “Silence”, pierwszego tomu serii “Silence” Natashy Preston: za zamkniętymi ustami”

Recenzja książki “Wstyd” Rachel Van Dyken, trzeciego tomu serii “Zatraceni”: wszystkie dusze naprawione, czyli ostatnia z księżniczek znajduje księcia

Wydaje mi się, jakby premiera „Utraty” była zaledwie wczoraj. Seria „Zatraceni” ukazała się w Polsce w błyskawicznym tempie, a jeszcze szybciej zyskała przychylność tak wielu czytelniczek New Adult. Pierwszy tom był nieco schematyczny, cukierkowy, lecz świetnie się go czytało; drugi – prezentował się bardziej dorośle, trochę mroczniej; a trzeci? „Wstyd” na szczęście nie popada w sztampowość i przedstawia się jeszcze poważniej. Powiela błędy z poprzednich tomów serii, lecz z łatwością można spostrzec, jak duży poczyniła Rachel Van Dyken postęp w konstruowaniu fabuły.

Podobnie jak poprzednio na okładce widnieje zdjęcie młodej, około dwudziestoletniej dziewczyny. Utrzymany w chromatycznych barwach projekt przedstawia z pewnością główną bohaterkę. Postać ma założony na głowę kaptur oraz nosi skórzaną kurtkę; wyraźnie zaznaczony został makijaż. Dziewczyna sprawia wrażenie lekko zagubionej, lecz przy tym odważnej i zdeterminowanej (modelka może się pochwalić naprawdę przepięknymi oczami).

Lisa, przyjaciółka dwóch małżeństw – Wesa i Kiersten oraz Gabe’a i Sailor, podobnie jak niegdyś jej bliscy, nosi ze sobą bagaż wspomnień oraz cierpienia z przeszłości. Kiedyś przeszła przez prawdziwe piekło, za sprawą swojego chłopaka, o czym do dzisiaj nie może zapomnieć. Jej drogi przecinają się z tajemniczym Tristanem, jednym z wykładowców na jej kierunku. Początkowo mężczyzna jest do niej bardzo wrogo nastawiony, bo Lisa prawdopodobnie związania jest ze śmiercią osoby, na której mu zależało. Pomiędzy tą dwójką iskrzy namiętność, która zajmuje miejsce początkowej niechęci. Czy uda im się uporać z przeszłością? Czy śmierć Taylora wpłynie na ich relacje? Czy Lisa może się już czuć bezpiecznie?

Historia przedstawiona we „Wstydzie” wydaje mi się być jeszcze bardziej mroczna, ociekająca niebezpieczeństwem niż ta w „Toxic”. W tym tomie najlepiej widać, że to seria niejako o ratowaniu samego siebie, o tym, że ludzie, których spotykamy na naszej drodze mogą być tymi, na których czekaliśmy całe życie. O tym, że nawet w wieku kilkunastu lat można się spotkać z poważnymi problemami, z jakimi zazwyczaj borykają się dorośli. O mocy wybaczania oraz o sile zmian, które wprowadzamy w naszą codzienność. O radzeniu sobie z kolejną emocją, kolejnym piętnem, jakim jest wstyd i stawianie czoła popełnionym niegdyś czynom. Wiem, że brzmi to dość płytko, lecz w rzeczywistości być może właśnie takie przekazy najlepiej docierają do kształtujących się dopiero Młodych Dorosłych?

Mimo, że już po kilkudziesięciu stronach oraz poznaniu wszystkich postaci można się z łatwością domyślić zakończenia powieści, nie ujmuje to temu, że to książka, którą znakomicie, lekko się czyta. Dużo zasługi w tym, że po pierwszej części Van Dyken zrezygnowała z bazowania wyłącznie na fabularnych stereotypach. Podobnie jak „Toxic”, nie jest to powieść przerażająco sztampowa. Dodatkowo, pewien rys thrillera czyni ją jeszcze bardziej wciągającą

Ku mojemu rozczarowaniu i tym razem nowy bohater prezentuje się wręcz idealnie. Tristan to już trzeci książę z bajki, jeszcze bardziej majętny i bogaty niż Gabe i Wes razem wzięci. W dodatku jest zaskakująco dobry, cierpliwy oraz wyrozumiały (pomimo płonącej w nim namiętności nie rzuca się od razu na Lisę). Niestety, wszyscy bohaterowie są do bólu doskonali, a jedyne z czym walczą to czyny z przeszłości, których konsekwencje wciąż odczuwają – dopóki nie zaznają katharsis.

Porównując historię Lisy ze „Wstydu” z zarysowaniem jej charakteru w poprzednich tomach pojawiają się pewne niezgodności. W trzecim tomie poznajemy ją jako dziewczynę, która boi się dotyku, a każda znajomość dość szybko się dla niej kończy. W pierwszym przedstawiana była raczej jako ta, która facetów miała na pęczki (a przynajmniej ja ją tak zapamiętałam – pewną siebie, zdecydowaną, flirtującą). Niekiedy odnosiłam wrażenie, że główna bohaterka została w finalnej części bardzo spłaszczona, pomimo, że poprzednie tomy zapowiadały postać raczej dynamiczną i o wiele ciekawszą.

Po raz kolejny Rachel Van Dyken zastosowała dwutorową narrację – wydarzenia śledzimy z perspektywy Lisy oraz Tristana. Tym razem początku rozdziałów zostały jeszcze wzbogacone o fragmenty dziennika Taylora, które opowiadają o wydarzeniach z przeszłości oraz prezentują, jak bardzo zmienił Lisę i jak duży miał na nią wpływ.

Pomimo ewidentnych, irygujących wad, w tym nadmiernej słodyczy i zbyt idealnych bohaterów, uważam, że „Zatraceni” to naprawdę przyzwoita, gatunkowa seria. Wciągająca, być może pouczająca dla młodszych, dorastających odbiorców, trzymająca w napięciu, a przy tym nie obsceniczna czy wulgarna. Zazwyczaj unikam podobnych książek jak ognia, lecz Rachel Van Dyken sprawiła, że udało mi się przekonać do niezobowiązujących młodzieżówek i zacząć je doceniać. Mam nadzieję, że autorka jeszcze czymś nas zaskoczy.

Ocena: 7/10

Recenzja książki “Uwięzione” Natashy Preston: cienka linia bezpieczeństwa

Należę do tych paskudnych, upartych dziewczyn, które uwielbiają same siedzieć w parku w ciągu nocy, chodzić na spacery w godzinach przeznaczonych raczej do snu, a w szczególności uwielbiam sama wracać do domu. Niejednokrotnie kłócę się o to z moimi przyjaciółmi, którzy mówią „nigdy nie wiesz, co się może stać”, na co odpowiadam „przecież w tym mieście się nic nie dzieje!”. No właśnie – to, że gazety nie trąbią o przestępstwach, ani nie są one wykrywane przez policję, nie oznacza, że złe rzeczy się nie zdarzają. Zwłaszcza młodym kobietom, które wracają wieczorem, nocą czy nad ranem same do domu. Dzięki Natashy Preston i „Uwięzionych” od dzisiaj będę grzecznie podróżować do domu taksówkami, bo nigdy nie chciałabym przeżyć tego, co Summer.

Summer jest prawdopodobnie dość szczęśliwą nastolatką. Ma kochającego chłopaka, rodziców, brata, przyjaciół. W jednej chwili traci wszystko. Zostaje porwana przez psychopatę, który od momentu, gdy ją zobaczył mówi do niej „Lily”. Summer, zamknięta w piwnicy Clovera, poznaje jego pozostałe „kwiatuszki” – Poppy, Rose i Violet. Mężczyzna pragnie stworzyć swoją idealną rodzinę, na którą składać się będą cztery młode dziewczyny oraz on sam. Lily zaczyna walkę o przetrwanie, codziennie poznając nowe zasady życia w piwnicy…

Natasha Preston nie pieści się z czytelnikiem. Od razu wrzuca go w wir akcji i dochodzi do momentu, w którym Summer zostaje porwana. Nie dowiadujemy się o głównej bohaterce zbyt wiele, oprócz tego, że prowadzi w miarę normalne życie. Jednak czy to błąd? Ależ nie. Nawet, gdy śledzimy poszukiwania jakiejś zaginionej osoby w telewizji, czy interesujemy się przebiegiem danego śledztwa, nie zastanawiamy się, kim jest dana osoba. Znamy jej imię, nazwisko, wiemy, że prawdopodobnie posiada kochającą rodzinę, chcemy dowiedzieć się, co ją spotkało, jednak nie interesuje nas, co robiła po lekcjach czy była pracowita, leniwa, ambitna, skromna czy butna. Chcemy znać jej losy. W ten właśnie sposób swoich bohaterów prowadzi Natasha Preston, nie wciągając czytelnika w ich psychologię. Dla mnie w żaden sposób nie umniejsza to wartości książki, a być może – staje się wręcz miłą odmianą.

Pomimo tego, że autorka nie rozbudowuje postaci psychologicznie, „Uwięzionych” trudno nie pochłonąć w całości. Rozłożenie akcentów jest idealne – w ani jednej scenie nie spada poziom napięcia, a gdy rośnie – bieleją nam kłykcie od zbyt mocnego trzymania książki w ręku. Porywająca w swej brutalności oraz przekonująca na wielu poziomach historia opowiadana jest z trzech perspektyw – Colina/Clovera (porywacza), Summer (porwanej dziewczyny) i Lewisa (chłopaka porwanej). Dodatkowo, nie zabrakło miejsca na retrospektywy z życia dwóch pierwszych bohaterów. Pomimo, że nie tłumaczą one do końca (oprócz zaznaczenia niezdrowej relacji z matką), czemu Colin stał się psychopatą Cloverem, to zostawiają wiele w sferze domysłów. Fragmenty dotyczące przeszłości porywacza wydają się zdecydowanie ciekawsze od, niekiedy przesłodzonych, wspomnień Summer, które mają być wyznacznikiem tego, co nastolatkę trzyma przy życiu.

Być może „Uwięzione” nie zawierają bardzo krwawych opisów zbrodni, jednak mrok, który wyziera się z powieści jest wyczuwalny od pierwszej strony. Brutalność Clovera pojawia się w niemalże każdej scenie, w której on występuje, a obserwowanie jego posuwającej się psychozy wprawia czytelnika w coraz większe przerażenie. Pozytywnie zaskoczyło mnie niejednoznaczne zakończenie, któremu daleko do oklepanych schematów – czy to literatury kobiecej, czy thrillera.

„Uwięzione” to także powieść-przestroga, która, być może, pomoże niektórym czytelniczkom w zaprzestaniu uskuteczniania samotnych, nocnych wędrówek. Nawet po 20-tysięcznym mieście. Mnie na pewno sprowokowała do tego, aby trzy razy zastanowić się, zanim kolejny raz wyjdę po północy samotnie na spacer (konsekwencja bezsenności). Pomimo, że prawdopodobnie nie utożsamicie się z bohaterkami, poczujecie grozę sytuacji, w jakiej się znajdują oraz strach, który zawładnął ich życiem. Zrozumiecie, że pewne doświadczenia zmienią człowieka na zawsze i odbiorą mu jego poczucie bezpieczeństwa, którego prawdopodobnie nigdy nie odzyska. A tutaj nie trzeba zagłębiać się w psychologię – człowiek pozbawiony wolnej woli przestaje być człowiekiem. To dla mnie najważniejszy przekaz Preston, który pozostanie ze mną na lata.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję:

Recenzja książki “Pod presją” Michelle Falkoff: nie lekceważ problemów nastolatka

pod-presja-b-iext47501329Każdy, komu udało się przeżyć wiek nastoletni oraz okres dorastania, wie, co to znaczy „być pod presją”. Nieważne, czy pod presją rodziców, znajomych, szkoły. Od młodego człowieka zazwyczaj wymaga się więcej, ponieważ właśnie właśnie w tym momencie się jego przyszłość. Przynajmniej w teorii. Jednak jakie konsekwencje niosą ze sobą oczekiwania innych? Czy osoba, która dopiero wkroczy w dorosłość, jest w stanie udźwignąć ciężar presji bez dalekoidących skutków?

Kara od lat nosi przydomek Perfekcyjna. Robi wszystko, aby spełnić oczekiwania rodziców oraz przyjaciółek. Żyje w nieustannym stresie. Wszystko się pogarsza, gdy buzujące hormony sprawiają, że jej twarz nie należy do tych bez skazy i zaczynają się na niej pojawiać drobne wypryski. Brzmi jak błahostka? Nie dla dojrzewającej nastolatki. Wstydząc się swojego wyglądu, dziewczyna zaczyna okłamywać swoje przyjaciółki, ostatecznie tracąc z nimi kontakt. Ostatecznie Kara oddaje się wyłącznie nauce, w czym dopingują ją jej ambitni rodzice. Gdy dochodzi do jednego z najważniejszych egzaminów, nastolatka dostaje ataku paniki. Nie zamierza ryzykować kolejny raz – aby go zaliczyć, w trakcie drugiego terminu, bierze stymulujące pracę mózgu tabletki zaproponowane przez nową koleżankę. Egzamin zaliczony, sprawa odeszła w niepamięć. Lecz czy na pewno? Ktoś przesyła Karze zdjęcie, na którym widnieje ona podczas kupowania tabletek. Ktoś zaczyna ją szantażować. Wkrótce okazuje się, że nie tylko ją…

Początkowo byłam zafascynowana powieścią Michelle Falkoff. Wydawało mi się, że będę miała do czynienia z dobrze skrojoną powieścią psychologiczną o młodzieży. Problem presji nakładanej na nastolatków wciąż pozostaje przemilczany, a przecież żyjemy w świecie, w którym trzeba pracować coraz ciężej i więcej, aby osiągnąć upragniony cel. Miałam ogromną nadzieję, że właśnie ten temat autorka rozwinie najmocniej. Niestety, postanowiła, aby akcję zawiązywał wątek kryminalno-detektywistyczny.

Właściwie każdy z bohaterów zmierza się z czyimiś oczekiwaniami. Jednak to Kara najmocniej odczuwa presję – potrzeba bycia idealną sprawia, że dziewczyna pogrąża się w samotności, nie umiejąc poradzić sobie ze swoimi problemami, oddając się jedynie logicznemu myśleniu. Przez jej postać Falkoff udowadnia, że to, co dla nas może być zwykłą błahostką, dla kogoś innego może oznaczać koniec świata. Każdy młody człowiek patrzy na siebie przez krzywe zwierciadło. Widzi w sobie jedynie (albo przeważnie) wady, umniejszając zalety. Właśnie z tego powodu życie Kary się rozsypuje – zaczyna wstydzić się samej siebie, co doprowadza do zaniechania podejmowania wielu działań.

Pierwszoosobowa narracja pozwala wczuć się nieco bardziej w emocje oraz przeżycia Kary, jednak zabrakło mi w tym wszystkim szczerości oraz głębi. Niby rozumiem przez co przechodzi dziewczyna (załóżmy, że nie tak dawno sama byłam nastolatką) i nie potrafię wczuć się w jej sytuację. Ów rys psychologiczny zanikł pod wątkiem szukania szantażysty, którego tożsamość dla uważnego czytelnika była znana od samego początku. W zasadzie w powieści występują jedynie dwie postacie, które nie są szantażowane, a mają bezpośredni związek ze szkołą. Rozwiązanie wobec tego jest proste od początku, dlatego nie rozumiem, czemu akurat na tym motywie Falkoff skupiła się najmocniej.

„Pod presją” stwarzało pozory rzetelnie napisanej powieści dla młodzieży, która wpisuje się w obecny trend odkrywania problemów nastolatków i zaprzestania ich umniejszania przez dorosłych. Wydawało mi się, że być może będzie w pewien sposób korespondować z popularnym ostatnio serialem „13 powodów” (recenzja tutaj). Niestety, autorka tytułowy temat „bycia pod presją” oraz samego trudu dorastania potraktowała bardzo zachowawczo, schematycznie, nie wnosząc nic więcej niż to, co potrzeba, aby książkę szybko i sprawnie się czytało. A szkoda, bo jej najnowsza powieść miała zadatki na stanie się czymś więcej niż kolejną schematyczną lekturą dla młodzieży.

Ocena: 6/10

6666