Recenzja książki ,,Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę”: Widzący kolorami

Pisanie książki o wojnie w Syrii jest z jednej strony odważne, a z drugiej strony można zostać posądzonym o wzbogacanie się na czyimś cierpieniu. Dlatego też do ,,Chłopca z Aleppo, który namalował wojnę” podchodziłam bardzo sceptycznie, bo nie wiedziałam, czego można się spodziewać? Czy krwawych opisów, czy może ckliwej opowieści wymuszającej łzy. Wojna to ciężki kawałek historii i na pewno nie taki, którego możemy być dumni. Najgorsze jest to, że dzieje się to na naszych oczach, które niestety tak bardzo próbujemy zamknąć, bo należy pamiętać, że pomimo całej nagonki na uchodźców w Syrii giną ludzie i są to ludzie niewinni i bezbronni. Właśnie to udowodniła mi książka. Czytaj dalej “Recenzja książki ,,Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę”: Widzący kolorami”

Recenzja książki “Beduinki na Instagramie” Aleksandry Chrobak: nowoczesność walczy z tradycją

beduinki-na-instagramie-moje-zycie-w-emiratach-w-iext43178097W stereotypowej świadomości Zjednoczone Emiraty Arabskie mogą kojarzyć się z brakiem deszczu, wiecznym upałem, wieżowcami, dwoma porami roku (przy czym trudno nam, Polakom, byłoby odróżnić jedną od drugiej) i kobietami, które mają mało praw oraz zawsze noszą na twarzy zasłony. Nawet jeśli odrzucimy to schematyczne myślenie, nie wyobrazimy sobie takiego obrazu tego świata, który przedstawia nam Aleksandra Chrobak. Nie powiem, że to miejsce, w którym chciałabym mieszkać, lecz z pewnością to miejsce zaprezentowane zostało przez młodą polonistkę w taki sposób, w jaki żadne media go nam nie zaprezentowały do tej pory.

Okładka książki to zdjęcie najbardziej charakterystycznego miejsca w Emiratach, czyli Meczetu Szejka Zajeda. Połowę projektu zajmuje napisany na błękitnym tle (tak błękitnym jak przepiękne, bezchmurne niebo jakie można tam spotkać) białymi literami tytuł książki. Nad nim znalazło się miejsce dla imienia oraz nazwiska autorki, sporządzonego w nieco jaśniejszym odcieniu błękitu. Oba napisy, oprócz przepięknego tła, zdobią także wzory typowe dla tamtejszych witraży. Czytaj dalej “Recenzja książki “Beduinki na Instagramie” Aleksandry Chrobak: nowoczesność walczy z tradycją”

Recenzja książki “Córka Stalina” Rosemary Sullivan: naznaczona nazwiskiem

Sullivan_Corka-stalinaZ historią jestem na bakier. Niestety, ale złe nauczanie w liceum ma swoje skutki. Jednak jestem zdania, że powinniśmy znać swoją historię i wiedzieć, co działo się kilkanaście lat temu po to, by rozumieć teraźniejszość. Sama staram się nadrabiać wiedzę teraz, czytając książki czy oglądając programy dokumentalne. Dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po ,,Córkę Stalina”, która łączy w sobie zarówno tło historyczne, jak i biograficzne.

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy to objętość – książka jest wręcz “potężna”, ma około 600 stron, co przyznam, że trochę mnie przeraziło – ,,a jeżeli nie dam rady przebrnąć przez książkę historyczną”. Moje lęki całe szczęście zostały szybko przepędzone, ponieważ ,,Córka Stalina” pochłania w całości. Drugą ważną rzeczą jest duża ilość zdjęć Stalina, jego rodziny, a także samej Swietłany – odnoszą się one do wszystkich etapów ich życia i pokazują zmiany, jakie zachodziły na przestrzeni lat.

Zaczynamy od przedmowy i ogólnego wprowadzania czytelnika w temat, przede wszystkim przedstawienie drzewa genealogicznego oraz zależności występujących w rodzinie. Śledzimy każdy etap życia Swietłany – najpierw od jej najmłodszych lat, gdy nie ma kontaktu z matką, a wychowywana jest przede wszystkim przez niańkę. Stajemy się świadkiem samobójstwa jej rodzicielki i tego, jaki wpływ na Swietłanę miało to wydarzenie –  zakłamanie i nie powiedzenie jej prawdy o śmierci rodzicielki. Córka Stalina będąc nastolatką nadal była niczego nie świadomą kobietą, która nie zdawała sobie do końca sprawy z tego, jakim potworem jest jej ojciec, została ukryta pod szczelnym kloszem. Nie domyślała się, dlaczego większość członków rodziny zaczęła znikać z jej życia. Szczegółowo opisywane są jej relacje z ojcem, to jak pisywali do siebie listy, pełne uczuć. Jednak im kobieta stawała się starsza, tym bardziej się buntowała – pierwszym takim objawem było wyjście w młodym wieku za mąż. W końcu dochodzimy do śmierci Stalina i pokazania, jak inni bili się o jego stołek i manipulowali Swietłaną. Ta, nie mogąc znieść życia w zniewolonym ZSRR postanowiła poszukać schronienia w Stanach – i właśnie w tym momencie zaczyna się właściwa część książki – część o życiu i historii córki Stalina – jednej z najbardziej napiętnowanych nazwisk na świecie.

Ważną, a zarówno najsmutniejszą historią w jej życiu to relacje Swietłany z mężczyznami – każdy kolejny jej związek był nieudany, a jeżeli wchodziła ona w bliższe zbliżenie, to od razu wymagała zaręczyn i ślubu – despotyczny  charakter odziedziczyła po ojcu. Niestety, ale nie jest w stanie wybrać mężczyzny dopasowanego dla niej – związki zazwyczaj rozpadają się. Z jednej strony Swietłana ma delikatną osobowość, potrzebuje miłości i tego, by ktoś się nią zaopiekował, ale gdy już znajduje taką osobę chce koniecznie trzymać ją tylko dla siebie i na wyłączność, czego większość jej partnerów nie potrafiło znieść.

Depresja i złe stany psychiczne w tej rodzinie to niestety nic nowego – matka, która nie mogła znieść Stalina, samotności, nie potrafiła poradzić sobie z życiem i wybrała śmierć. Chorobę odziedziczyła po niej Swietłana, która również miała myśli samobójcze, była rozchwiana emocjonalnie, popadała w różne stany – od euforii po smutek.

Można bardzo dużo dowiedzieć się z biografii na temat historii – na przykład to jak Stalin wydawał wyroki śmierci na ludzi, którzy mu przeszkadzali, jak wyglądał spisek lekarzy, czy też jak funkcjonowała cała machina polityczna. To, jak nie widząc czemu trafiało się do obozu, jak przepływały informacje. Po śmierci Stalina ludzie myśleli, że odzyskali wolność, co nie do końca było prawdą. Najbardziej przekonała się o tym Swietłana, która w każdej minucie swojego życia była pod ścisłą obserwacją i tylko pomyłka urzędnika umożliwiła jej ucieczkę z ZSSR.

,,Córka Stalina” to świetna praca reporterska. Autorka dzielnie stawiła czoła z zebraniem tak wielkiej ilości informacji od tak dużej liczby osób, które nie zawsze były skore do rozmowy. Rzetelna biografia Swietłany napisana jest językiem zadziwiająco zrozumiałym i interesującym – autorka nie zanudza, a zaciekawia poprzez wprowadzanie listów, zapisków, które zdobyła od ludzi. Poza tym wszystkie wspominki i wypowiedzi rozmówców, również nadają autentyczności każdemu wydarzeniu. To, co dla czytelnika może wydać się abstrakcją, staje się jeszcze bardziej realne właśnie dzięki tym wypowiedziom i zdjęciom.

Dzieło Rosemary Sullivan to bardzo smutna historia dziecka naznaczonego nazwiskiem swojego rodzica. Na myśl przychodzi mi syn Pablo Escobara, który również był zmuszony zmienić nazwisko i nie chciał być utożsamiany z poczynaniami swojego ojca. Swietłana próbowała wykładać na uczelni, ale pytania padające od studentów nie dotyczyły treści, a jej ojca.  Ciężko żyć takim ludziom, którzy naznaczeni zostali przez swoich rodziców, pomimo tego, że odcinają się od tego wszystkiego grubą kreską.

Ocena: 9/10

99999

Recenzja książki “Śmiechu warte, czyli z czego śmiał się PRL” Michała Zawadzkiego: praktyczny przewodnik po PRL-u

i-smiechu-warte-czyli-z-czego-smial-sie-prlMoja praca licencjacka dotyczyła polskiej muzyki rockowej w latach siedemdziesiątych. Aby ją napisać musiałam zapoznać się z tłem historycznym i kulturowym tamtych czasów. Między innymi dzięki temu zaczęłam się interesować PRL-em, tym, jak żyło się wtedy ludziom, a przede wszystkim, jak artyści obchodzili cenzurę. Pamiętam także jak będąc dzieckiem oglądało się u mnie w domu seriale i filmy powstałe właśnie w czasach PRL-u, a ja sama uwielbiałam oglądać ,,Wojnę domową” . Tekst piosenki ze wstępu znałam na pamięć! Dlatego też z wielką chęcią i nadzieją sięgnęłam po książkę Michała Zawadzkiego ,,Śmiechu warte, czyli z czego śmiał się PRL”.

Już sam tytuł książki jest intrygujący, bo jak dobrze wiadomo w czasach PRL-u nie za bardzo było się z czego śmiać – duża cenzura, niezbyt luksusowe warunki codzienności, czyli stanie w kolejkach i permanentny brak jedzenia. Lecz ludzie jakoś musieli sobie w tych czasach radzić i właśnie rozładowywali to w najlepszy sposób w jaki można, czyli śmiechem. Okładka książki również nawiązuje do tamtych czasów – grafika, czcionka maszynowa, a także prostokąt z napisanym w środku ,,zaakceptowano”, który był używany przez cenzorów, gdy wyrażali zgodę na publikację jakiegoś tekstu. Lektura została podzielona na rozdziały tematycznie, najpierw jednak jesteśmy wprowadzeni w całe tło historyczne.  Następnie przenosimy się po kolei do filmu, serialu, kabaretu i sceny muzycznej. Przed każdym rozdziałem mamy sentencję z filmu, np. z ,,Misia”. Co lepsze, są one napisane właśnie czcionką maszynową, co wprowadza też miły klimat tamtych czasów. W książce znajduje się dużo smaczków, dzięki którym nie raz i nie dwa uśmiechniemy się, a nawet wybuchniemy śmiechem. Bo jak nie roześmiać się, gdy mowa o sposobach omijania cenzury? To, na jakie pomysły wpadali twórcy, jest naprawdę godne pochwały i oklasków. Wtedy właśnie zdajemy sobie sprawę, że ,,Polak potrafi”. Ponadto znajdziemy wiele wspomnień, między innymi Barei czy Tyma. Zawarto także wiele kultowych już w naszej kulturze tekstów i nawet jeżeli nie pamiętamy skąd dokładnie je znamy, to Michał Zawadzki nam o tym przypomni.

Dla mnie, najciekawszym rozdziałem był ten dotyczący filmu, gdzie przedstawione zostały nie dość, że metody obejścia cenzury, to jeszcze kulisy ich powstawania. Przecież telewizor w tamtych czasach był, jakby nie patrzeć, dobrem luksusowym, na który na początku nie każdy mógł sobie pozwolić. Ludzie chodzili więc do kin. Dobrze znane wszystkim filmy Barei czy innych reżyserów –  ich humor, ponadczasowość i krytyka władz są teraz kultowe. Do tej pory śmiejemy się i powtarzamy teksty z ,,Misia” czy ,,Seksmisji”. Co do seriali, to czasy PRL-u kojarzą mi się przede wszystkim z ,,Czterema pancernymi i psem”, który był oglądany u mnie w domu po tysiąc razy, nieważne, że nie w kolejności, ale zawsze gościł na ekranie. Będąc dzieciakiem uwielbiałam ,,Wojnę domową”. Teraz jednak widzę, jak dużo mam do nadrobienia, oczywiście większość seriali była mi znana i oglądana, ale na pewno nie wszystkie. Plusem jest to, że autor tłumaczy tło kulturowe i sposób wyśmiewania cenzorów, na przykład to, jak zostało użyte w ,,Zmiennikach”.

Książka jest napisana językiem prostym, bardzo zrozumiałym. Jednak warto jakiś ogólny zarys historyczny znać, na przykład takie pojęcia jak wentyl bezpieczeństwa. Ciekawym dodatkiem są zdjęcia z tamtego okresu, albo są to kadry z filmów, albo zdjęcia, albo po prostu plakaty, wszystko to urozmaica treść. Ponadto wielkie brawa za tak dokładną analizę, zbadanie i zgłębienie tematu. Nie jest on ani łatwy, ale na pewno przyjemny i ciekawy. Michał Zawadzki przemyślał wszystko – zarówno wstęp, kolejność rozdziałów i zakończenie, po grafikę, dobranie cytatów, czy umieszczenie zdjęć – każdy szczegół jest precyzyjnie dopracowany. Tak jak autor wspomina, książka jest dla każdego – dla starszych, którzy będą wspominać czasy, które przeżyli i, a na ich oczach tworzyła się historia, byli świadkami jednego z ważniejszych okresów Polski. Dla tych młodszych, którzy albo byli dziećmi w tamtych czasach, albo urodzili się trochę później i historię znają jedynie od rodziców, ciotek i wujów czy także z telewizji. Ale może również zainteresować najmłodszych, dla których PRL to odległa historia i traktują ją jako coś niemożliwego i bardzo odległego.

Jedyne czego zabrakło mi w książce, to omówienia sceny muzycznej, ale rockowej, tej z Jarocina. Mówię o tym z perspektywy osoby, która napisała o tym pracę i wiem, że temat ten jest bardzo ciekawy, ponieważ to, jak muzycy radzili sobie z cenzorami jest piękne. Jednak z drugiej strony rozumiem, że to motyw szeroki i rozległy do opisania, że nie zasługuje na rozdział, ale na całą obszerną książkę.

Ocena: 9/10

99999

Recenzja książki “Kobiety w mafii” Milki Kahn, Anne Veron: strażniczki tradycji vs zdrajczynie

kobiety-w-mafiiMacie całkowite prawo (po raz kolejny) nazwać mnie całkowitą ignorantką. Nie czytałam książki Roberto Saviano, nie oglądałam jej filmowej adaptacji ani serialu „Gomorra”. Jakiekolwiek pojęcie o mafii, zapewne dość mgliste i fantazyjne, miałam jedynie za sprawą pojedynczych dokumentów telewizyjnych czy produkcji fabularnych z lat 70. i 80. W związku z tym, naprawdę byłam przekonana, że rodziny mafijne nie mają już takiego wpływu na Sycylii, w Neapolu i w Kalabrii. Książka Milki Kahn i Anne Veron otworzyła mi jednak szeroko oczy. Historie o kobietach w mafii i ich roli okazały się także cennym źródłem informacji o samych ich przywódcach. Kim tak naprawdę są żony, córki, siostry, kuzynki mafiozów? Czy sprawują rolę bierną czy czynną? Pomagają zbrodniarzom, chronią ich, czy chronią swoje rodziny wydając ich policji? Czy od mafii da się uciec?

Autorki podzieliły swoją książkę na trzy części. Pierwsza z nich opowiada o cosa nostrze, czyli o mafii sycylijskiej; druga – o ‘ndranghercie, czyli o mafii z Kalabrii; trzecia – o kamorze, czyli o mafii z Neapolu. W każdym z rozdziałów znajdziemy historie opowiadające o losach konkretnych kobiet. Historie, które tak samo wiele łączy, jak i dzieli. Poznamy Ninettę Bagarellę, żonę „rzeźnika z Corleone”, czyli kobietę, która nigdy nie wyrzekła się swojego pochodzenia, rodziny i tradycji; Giusy Vitale, dziewczynę, która jako pierwsza sprawowała realną władzę w cosa nostrze (mimo, że przez bardzo krótki okres); Leę Garofalo, silną matkę, która zdradziła wszystko i wszystkich, aby tylko zapewnić swojej córce bezpieczne, godne życie; Marię Licciardi, siostrę szefa Przymierza z Secondigliano, zaniedbanej dzielnicy Neapolu, która po aresztowaniu brata zastąpiła go i kieruje do dzisiaj żelazną ręką wymuszeniami i handlem narkotykami. A przy tym jeszcze kilka innych opowieści z mafijnego świata, którego zasady oraz bezwzględność szokują na każdym kroku.

Czytaj dalej “Recenzja książki “Kobiety w mafii” Milki Kahn, Anne Veron: strażniczki tradycji vs zdrajczynie”

Recenzja książki “Mafia na Wybrzeżu” Krzysztofa Wójcika: był chłop i nie ma chłopa

mafia-na-wybrzezuJako, że bardzo lubię historie gangsterskie, wojny mafijne i tym podobne tematy postanowiłam sięgnąć po ,,Mafię na Wybrzeżu”. Zakochałam się już dawno temu w “Sons of Anarchy”, jednak tam akcja odbywała się w Ameryce, zupełnie innych warunkach niż Polska, poza tym – to jedynie fikcja. W dodatku jakiś czas temu czytałam książkę popularnego już gangstera, którego można nawet posądzić o bycie celebrytą – ,,Masa o kobietach polskiej mafii”. Jej lektura wywarła na mnie ogromnie wrażenie, wręcz wgniatając mnie w fotel. Temat mafii oraz gangów znowu wrócił “na tapetę” wraz z pojawieniem się Masy i “Pitbulla”. Jak w porównaniu do Masy wypadnie ,,Mafia z wybrzeża”? Tak bardzo nie uczepiłabym się tego porównania, gdyby nie to, że na okładce pod tytułem mamy podpis głoszący ,,Krwawe zbrodnie, do których nie posunąłby się Masa”. Czy to już nie markowanie książki ksywą innego człowieka, przestępcy i jego ,,osiągnięć”?  Warto dodać, że autorem “Mafii na Wybrzeżu” jest Krzysztof Wójcik – dziennikarz śledczy – dzięki temu wiemy, że będziemy mieli do czynienia z pewnego rodzaju reportażem.

Zaczynamy od zapoznania się z głównymi postaciami opisywanych wydarzeń, a zaznajomienie się z ich ksywami i nazwiskami pomaga w późniejszej orientacji w historii. Poznajemy półświatek trójmiejskiej “gangsterki”: ,,Iwana”, ,,Ruprechta”, Nowosada, Sienkieva, ,,Gajowego”, ,,Jędrzeja” i ,,Sienę”, ,,Czestera” i ,,Lechię”. Pierwsze morderstwo, będące kluczowym dla wszystkich dalszych zdarzeń, ma istotnie miejsce w ciągu przyczynowo-skutkowym. Chodzi o zlecenie przez ,,Gajowego” zabójstwa Adama Kwaśnego – partnera jego byłej konkubiny Iwony Ciszewskiej. Zorganizowanie całej akcji zostawia pośrednikowi, a zabić mają ,,Lechia” i Drzewicki. Do morderstwa dochodzi w biały dzień, na środku ulicy, gdzie oddane zostają śmiertelne strzały. Gangsterzy uciekają z miejsca zdarzenia i od razu widać, że to amatorzy, którzy chcieli jedynie zarobi dodatkowe grosze. Trzęsą im się ręce i dochodzi do kuriozalnie śmiesznej sytuacji, gdy wyrzucają pistolet o wody, ale to zima i pistolet, zamiast zostać zatopiony, osiadł na lodzie. Czytaj dalej “Recenzja książki “Mafia na Wybrzeżu” Krzysztofa Wójcika: był chłop i nie ma chłopa”