Recenzja filmu “Zwierzogród”: możesz zostać kimkolwiek zechcesz

7724774.3Walt Disney Company od początku swojej działalności przedstawiał nie tylko animowane światy ludzi, ale także zwierząt. Wystarczy wspomnieć chociażby “Robin Hooda”, “Bambi”, “Dumbo” lub kultowego “Króla Lwa”. Twórcy “Zwierzogrodu” postanowili sięgnąć do tej tradycji i stworzyć kolejny disneyowski film o zwierzętach. Byron Howard wraz z Richem Moorem zrobili jedyną w swoim rodzaju animowaną komedię sensacyjną, która nie dość, że rozbawi każdego inteligentnym humorem (scena z leniwcami!) i nie wypuści z macek pędzącej akcji, to jeszcze stanie się dobrym motywatorem do wyzbycia się zbędnych uprzedzeń.
Zwierzogród to miasto, w którym żyją wszystkie gatunki zwierząt. Ponoć nieważne jakim stworzeniem jesteś ? możesz tam zostać kimkolwiek zechcesz. Pewnego dnia do miasta przybywa ambitna i niezwykle pracowita Judy Hops. Robi wszystko, aby w akademii policyjnej odnieść sukces oraz zakończyć swoje szkolenie zdobywając odznakę. Niestety, nie jest jej zbyt łatwo. Mimo, że swoją edukację kończy jako najlepsza na roku, nikt nie chce zaakceptować pierwszego królika zatrudnionego w policji. Za sprawą burmistrza zostaje skierowana do pierwszego komisariatu w Zwierzogrodzie. Jednak musi zrobić o wiele więcej, aby przestać być “dziewczyną” od parkometrów. Na jej drodze w najgorszym momencie pojawia się chytry i gadatliwy lis – Nick Bajer. Czy drapieżnik okaże się pomocny w rozwiązaniu kryminalnej zagadki? Czy w końcu dwójka bohaterów przestanie żywić do siebie negatywne emocje? Czy Judy uda się odnieść sukces?
“Zwierzogród” to w gruncie rzeczy film o stereotypach i uprzedzeniach. O tym, jak potrafią one zamazać obraz jednostki, o tym, jak bardzo mogą być krzywdzące. Cała relacja dwójki głównych bohaterów opiera się początkowo właśnie na mylnych wyobrażeniach i przekonaniach. W dodatku burmistrzem miasta jest lew (król zwierząt), a komendantem policji bawół (uparty bardziej niż osioł). Twórcy również w taki sposób starają się zwrócić uwagę na to, jak bardzo stereotypy rządzą naszym życiem.
Dwie główne postacie, Nicka i Judy, zbudowano na zasadzie przeciwieństw: ofiara-drapieżnik, cynik-niepoprawna optymistka.  Nawet ich wygląd podkreśla ich podejście do życia. Futro Judy jest zawsze pięknie uczesane i zadbane, za to Nicka sugeruje jego niechlujność. Lis nosi hawajską koszulę oraz luźne spodnie, co wskazuje na jego swobodny i bezstresowy tryb życia. Za to strój Judy podkreśla jej zaangażowanie, pewność siebie, gotowość do działania. Nasi bohaterowie to naturalni wrogowie posiadający przesądy na swój temat. Nick szydzi z Judy, że jest “głupiutkim króliczkiem”, Judy z Nicka, że jest “szczwanym lisem”. I jedno, i drugie zostało nauczone podobnego podejścia przez bliskich, przez skrajne doświadczenia tak pochopnych osądów. Weryfikuje je dopiero życie, w momencie, w którym ofiara i drapieżnik zaczynają się ze sobą poznawać oraz odkrywać prawdę o tym, kim naprawdę są.
Co ciekawe, sam Zwierzogród składa się z kilku stref. Skoro to miasto, w którym mieszkają wyłącznie zwierzęta, musiały one dostosować do swoich potrzeb całą infrastrukturę do potrzeb poszczególnych gatunków. Na dzielnice miasta składa się między innymi Stara Sahara, którą zamieszkują zwierzęta pustynne, Tundrówka, gdzie żyją łosie i niedźwiedzie polarne, Las Padas, czyli miejsce dla między innymi dla pum (lasy deszczowe, gdzie nawadnianie jest zaprojektowane tak, aby woda z rzeki była pobierana przez specjalne zraszacze, które następnie tworzą sztuczny deszcz), Chomiczówka – strefa zamieszkiwana przez najmniejsze gryzonie oraz Sawanna Główna, czyli samo centrum miasta. Wszystkie te miejsca różnią się od siebie kolorystyką i sprawiają wrażenie, jakby każde z nich było inspirowane inną aglomeracją.
Oczywiście nie mogło także zabraknąć odniesień do kultury popularnej oraz do klasycznych dzieł kinematografii. Trochę ekranowego czasu poświęcono “mysiemu” “Ojcu chrzestnemu”, a nawet zdarzały się uśmiechy w stronę “Brudnego Harry’ego”. Znalazło się nawet miejsce dla gwiazdy pop, celebrytki “z prawdziwego zdarzenia” – Gazelli, która śpiewa głosem Shakiry.
Ogromny świat Zwierzogrodu zachwyca swoim wizualnym dopracowaniem. Dwójka głównych bohaterów swoje emocje dostarcza przez… uszy. To one są wyrazem ich uczuć, w zależności od tego, czy są opanowani, spokojni, czy czegoś nasłuchują, czy są podekscytowani lub szczęśliwi. Wymagało to także ogromnego zaangażowania ze strony twórców, aby podejść tak skrupulatnie do tematu badając zachowania poszczególnych zwierząt. Z łatwością można zauważyć, że na ekranie oddano sposób bycia poszczególnych gatunków zwierząt, zaznaczono ich najbardziej charakterystyczne cechy. Można między innymi zwrócić uwagę jak skrupulatnie zaobserwowano kręcenie nosem u królików. Poza tym, są postacie, które rzucają się w oczy wraz ze swoją sierścią – jak burmistrz, którego bujna grzywa żyje własnym życiem czy Jakims będący hipisem uwielbiającym nudyzm (to również niezwykle zabawny pomysł twórców) lub trzęsący się przez cały seans brzuch policjanta Pazuriana. W dodatku twórcom udała się rzecz dość skomplikowana – czyli przedstawić postacie bardzo różniące się między sobą wielkością oraz oddać tę różnicę na ekranie, nie popadając w żaden absurd lub przesadyzm.
“Zwierzogród” powinien zachwycić widza w każdym wieku i o każdych wymaganiach, ponieważ każdy znajdzie w nim coś dla siebie – fan sensacji, komedii, animacji i “obyczajówki”. Szaleńczo zabawny, nie zwalnia tempa ani na chwilę niczym rasowy film akcji. Jednocześnie to obraz bardzo emocjonalny, wzruszający, który stara się zawalczyć ze stereotypami tkwiącymi przede wszystkim w nas, w dorosłych, a nie w najmłodszych. Ba, w dodatku najnowsza produkcja Disneya to jeszcze wizualne mistrzostwo. To jak, czy ktoś z Was nie pójdzie do kina?

Ocena: 9/10

99999

Recenzja filmu “Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”: powrót do dzieciństwa, czyli nie bądź mugolem!

7721260-3Moje pokolenie określane jest na wiele sposobów. Ale co z tego, jak o nas mówią socjologowie, badacze czy nasi rodzice, skoro każdy z nas przydzieliłby się do innej szufladki. Ja, od dłuższego czasu, twierdzę, że należę do pokolenia HP, Harry’ego Pottera. Pomimo czytania za młodych lat „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” czy „Władcy Pierścieni” to właśnie seria J.K.Rowling najbardziej rozbudziła moją wyobraźnię, pozwoliła na marzenia i ukształtowała system wartości. Dlatego powrót do tego świata magii, w którym wcale nie czuję się mugolem, był przeze mnie niezwykle wyczekiwany. A jednocześnie panikowałam, że może być tak źle lub niestrawnie jak z niektórymi ekranizacjami przygód Chłopca, Który Przeżył. Wobec tego jak sprawdził się suplement do znanego nam już uniwersum – niezbędny element dopełniający całości czy fiasko twórców, którzy mieli nadzieję po raz kolejny napełnić kieszenie?

Rok 1926, siedemdziesiąt lat przed tym, jak Harry Potter czytał podręcznik „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Newt Scamander (Eddie Redmayne) przybywa do Nowego Jorku z tajemniczą walizką. Wypełniają ją fantastyczne zwierzęta, które hoduje i pielęgnuje, aby nauczyć resztę czarodziejskiego świata, jak należy się z nimi obchodzić, aby ich nie przestraszyć. Jego pobyt na obcym lądzie mógłby pozostać niezauważony, gdyby nie zwyczajny pech. Przed siedzibą nowojorskiego banku wpada na niego niemag (czyli amerykański mugol), Jacob Kowalski (Dan Fogler), niosący, przypadkowo, tak samo wyglądającą walizkę. W wyniku serii niefortunnych wydarzeń kilkoro ze zwierząt wydostaje się na wolność, czego świadkiem zostaje Tina (Katherine Waterston), będąca jeszcze niedawno aurorem. Zaniepokojona całą sytuacją stara się poinformować o zaistniałej sytuacji zwierzchników i pomóc Newtowi w odnalezieniu zwierząt. A nie jest to w Stanach Zjednoczonych najlepszy czas na ujawnianie się czarodziejów – zbyt wiele incydentów zwróciło uwagę mugoli na świat magii, tym bardziej, że Grindelwald nadal nie zaprzestaje ataków na całym świecie… Czytaj dalej “Recenzja filmu “Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”: powrót do dzieciństwa, czyli nie bądź mugolem!”