Recenzja filmu “Avengers: Infinity War”: płacz, pot, krew, śmiech, strach, czyli jak stworzyć superbohaterski film doskonały

Nadszedł taki dzień w moim życiu jako recenzenta, że oniemiałam. Wiem, że czegokolwiek bym nie napisała nie oddam tych emocji, tego wszystkiego, czego doświadczyłam podczas przedpremierowego seansu “Avengers: Infinity War”. Jednocześnie wiem, że prywatnie, dla mnie, to jeden z najważniejszych tekstów, które napiszę. Dzisiejszy dzień, dzień premiery filmu braci Russo, przejdzie do historii kina z pewnością, ponieważ wyznaczyli oni nową ścieżkę w tworzeniu opowieści o superbohaterach i zrobili to bezbłędnie. (recenzja bez spoilerów)

Czytaj dalej “Recenzja filmu “Avengers: Infinity War”: płacz, pot, krew, śmiech, strach, czyli jak stworzyć superbohaterski film doskonały”

Recenzja filmu “W ułamku sekundy”: śmierć Europy

“Źle się dzieje w państwie duńskim…” – tak słowami klasyka można krótko streścić nastroje, jakie obecnie panują wśród Europejczyków. Nie sposób już ignorować podziału jaki wkradł się do, niby, zjednoczonej koalicji państw. Nie sposób nie przypatrywać się ze zgrozą na zamachy, morderstwa czy podżegania na tle rasowym. Mówimy o tak podstawowej wartości, jak poszanowanie ludzkiego życia, które powinno być oczywiste dla każdego oraz przestrzegane bezwzględnie. Łatwo zrozumieć, dlaczego Fatih Akin zrobił w dzisiejszych czasach nad wyraz mocny obraz o neonazizmie. Czytaj dalej “Recenzja filmu “W ułamku sekundy”: śmierć Europy”

Recenzja filmu “Jeszcze nie koniec”: za zamkniętymi drzwiami

Co się dzieje w domach ludzi, których mijamy na ulicy? Czy mąż bije żonę? A może ją zdradza? Czy dziecko codziennie zastaje na kanapie pijanego ojca? Czy córka za dużo imprezuje? Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami naszych sąsiadów, znajomych, rodziny? Czy naprawdę nasze osądy są prawidłowe czy może to tylko pozory i nie chcemy pewnych rzeczy widzieć? “Jeszcze nie koniec” opowiada między innymi właśnie o tym – o dramacie za zamkniętymi drzwiami, gdy państwo i społeczeństwo nie chcą dostrzec prawdy. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Jeszcze nie koniec”: za zamkniętymi drzwiami”

Recenzja filmu “The Place”: anioł i diabeł w jednej restauracji żyli

Poprzedni film Paolo Genovese “Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” podbił kinowe ekrany na całym świecie, a w szczególności w Polsce (to najdłużej wyświetlany film w historii Kina Charlie w Łodzi). Opowiadający o brutalnych sekretach codzienności ukrytych w telefonach i o imprezie niszczącej życie film miał w sobie sporą dozę komizmu, tworząc wokół siebie doskonałą aurę tzw. słodko-gorzkiego obrazu. Najnowsze dzieło Włocha, “The Place”, jest o wiele bardziej mroczne, choć osadzone w tematyce, którą artysta uwielbia – o naturze człowieka i jego determinacji. Czytaj dalej “Recenzja filmu “The Place”: anioł i diabeł w jednej restauracji żyli”

Recenzja filmu “Dzika droga”: w drodze do siebie

Jean-Marc Vallée uwielbia samotnych buntowników, ludzi, którzy zostali zepchnięci na dno przez swoje złe wybory i życiowe okoliczności. Postać Cheryl Strayed idealnie wpasowuje się w bohatera stworzonego dla Kanadyjczyka. Choć reżyser przyjmuje inną narrację, uderza w inne tony, ponownie udowadnia, że potrafi połączyć kino Hollywoodzkie z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, którym zostanie zarzucony każdy widz „Dzikiej drogi”. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Dzika droga”: w drodze do siebie”

Recenzja filmu “Czwarta władza”: The Washington Post vs USA, władza vs lud

Na tegorocznym rozdaniu Złotych Globów aktorki, nie tylko te nominowane do statuetek, przyprowadziły na czerwony dywan nie swoich mężów, partnerów czy rodziców, a aktywistki walczące o prawa kobiet. Od afery Weinsteina świat zaczął sobie coś uświadamiać. Niby żyjemy w XXI wieku, niby mężczyźni nas (nas, kobiet) szanują, niby możemy zostać głową państwa, a jednak wszystko pozostaje w sferze (NA) NIBY. Nowy film Spielberga nie tylko opowiada historię walki o wolną prasę, nie jest tylko dobrze skrojonym scenariuszem, w dodatku świetnie zrealizowanym. “Czwarta władza” także idealnie wpasowuje się w obecną walkę kobiet. O równość. O wolność. O bycie sobą i osiąganie wszystkiego.

Czytaj dalej “Recenzja filmu “Czwarta władza”: The Washington Post vs USA, władza vs lud”

Recenzja filmu “Dumni i wściekli”: solidarność, równość i braterstwo, czyli geje i lesbijki wspierają górników

Filmowe historie z życia wzięte, oparte na faktach, często chwytają za serce, czasem budzą śmiech, rzadko można przejść obok nich obojętnie. Jednak co jeśli owa opowieść wydaje się być zupełnie nieprawdopodobna i wyssana z palca? A o widmie tych wydarzeń nawet nie usłyszeliśmy? Fabuła „Dumnych i wściekłych” mogłaby się wydawać absurdalna, gdyby nie to, że przywołana historia wydarzyła się naprawdę. To opowieść o braku tolerancji, równości, współpracy, dojrzewaniu, o polityczno-społecznych problemach oraz konfliktach. Lecz w każdym z tych tematów jest niepowtarzalną lekcją życia dla każdego widza. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Dumni i wściekli”: solidarność, równość i braterstwo, czyli geje i lesbijki wspierają górników”

Recenzja filmu “Kamikaze”: amerykański rozmach, japońska umiejętność opowiadania

Większość z Was pewnie tego nie pamięta (albo po prostu nie wie), jednak nie tak dawno kinematografia japońska była uważana za jedną z najważniejszych na świecie. O ile nie najważniejszą. Czasy, w który Kurosawa tworzył swoje największe dzieła i rewolucjonizował kino, minęły jednak bezpowrotnie. Nadal to kino, które zaskakuje umiejętnością opowiadania historii, jednak nie ma już szans na przebicie się do mainstreamowego, europejskiego widza. Obecnie Hollywood zdeklasowało na wielkich ekranach wszystko inne, mimo, że bardzo często o wiele bardziej wartościowe.“Kamikaze” jest więc przykładem filmu, który został zrealizowany z niesamowitym rozmachem, który, gdyby tylko mógł, zdołałby zawładnąć ekranami kin na przynajmniej kilka tygodni. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Kamikaze”: amerykański rozmach, japońska umiejętność opowiadania”

Recenzja filmu “Gra o wszystko”: ze szczytu na szczyt

Gdy przeglądamy nazwiska twórców danej produkcji rzadko kiedy kojarzymy nazwisko scenarzysty. Jeśli nie jest to także reżyser-autor, raczej nie zwrócimy nawet uwagi na ten element filmu. Jednak istnieją wyjątki, a jednym z nich niewątpliwie jest Aaron Sorkin. Scenarzysta, który od kilkunastu lat tworzy teksty opowiadające biograficzne historie, wyróżnia się w swoim fachu znacząco. W tym roku dał się poznać z innej strony – jako reżyser. Po raz pierwszy. Czy odnalazł się w opowiadaniu nie tylko słowem, ale także obrazem? Czy udało mu się stworzyć postać, która budzi kontrowersje, zapada w pamięć będąc wyrazistą bohaterką?

Molly Bloom (Jessica Chainstain) w wieku dwudziestukilku lat była światowej klasy zawodniczką w jeżdżeniu na nartach po muldach. W trakcie decydującego zjazdu, który miał przesądzić o jej udziale na Olimpiadze, dziewczyna doznała kontuzji. Musiała całkowicie zrezygnować ze sportu. Przeprowadziła się, pracowała jako kelnerka w klubie, gdzie udało jej się poznać kogoś, kto włączył ją do świata hazardu. Szybko wystartowała z własną działalnością. Przez 10 lat prowadziła najbardziej ekskluzywny klub pokerowy w USA, goszcząc w nim biznesmenów, filantropów, sportowców i gwiazdy Hollywood. Niestety, jedną z konsekwencji stał się nalot FBI i aresztowanie Molly. Czy uda jej się wybronić opowiadając swoją wersję wydarzeń? Czytaj dalej “Recenzja filmu “Gra o wszystko”: ze szczytu na szczyt”

Recenzja filmu „Zacznijmy od nowa”: muzyka ratuje ludzkie życia

Jestem tym typem fana filmu “Once”, który nie dość, że kocha jego muzykę, atmosferę, magiczność, wykonawców, reżysera, to ma jeszcze z tym obrazem przepiękne wspomnienia. Trudno uniknąć porównywania “Zacznijmy od nowa” z wcześniejszym obrazem Johna Carneya, skoro fabularnie jest łudząco podobny, a także został stworzony na podobnej zasadzie. Jednak czy jego pierwszy film hollywoodzki wytrwał w przepięknym, idealistycznym przekazie bez skalania go omdlewającą słodkością amerykańskich komedii romantycznych? Zdecydowanie Carney nie ulega wobec klisz i banałów, przedstawiając swoją własną wizję cudowności muzyki, która potrafi ratować ludzkie życia.

Dan (Mark Ruffalo) w latach 90. był wziętym nowojorskim producentem muzycznym, lecz uzależnienie od alkoholu, natłok problemów z żoną sprawił, że całkowicie stracił kontrolę nad swoim życiem. Pomimo zapoznawania się z coraz to nowszymi wokalistami i zespołami, od 9 lat nie zakontraktował żadnego muzyka. Ostatniecznie traci pracę. W trakcie depresyjnej, alkoholowej podróży po barach trafia na występ Grety (Keira Knightley). Słyszy tylko jedną jej piosenkę, lecz w głowie już przygotowuje do niej aranżacje (swoją drogą, to genialna scena) i marzy o podpisaniu z nią kontraktu. Greta też nie przeżywa najlepszego okresu w swoim życiu – opuściła rodzinne miasto, aby być ze swoim chłopakiem w Nowym Jorku. Niestety, facet został popularnym muzykiem i szybko spotkał inną kobietę. Rozczarowana Greta ma już wracać do domu, lecz na jej drodze pojawia się Dan. To spotkanie odmieni życie ich obojga już na zawsze.

“Zacznijmy od nowa” to obraz niezwykle poruszający oraz autentyczny emocjonalnie. Z ekranu przebija szczerość reżysera, bo doskonale wiemy, że przez nastawienie stworzonych przez siebie bohaterów prezentuje swoje własną muzyczną ideologię. Film Irlandczyka wygrywa rozbrajającą wiarygodnością także z powodu umieszczenia pewnych utartych schematów w otoczce niezwykłej atmosfery. Brak w nim słodkości charakterystycznej dla podobnych hollywoodzkich produkcji, popularnych komedii romantycznych. Gdy rozpoczynamy seans nie myślimy o tym, że bardzo byśmy chcieli, aby główna para bohaterów się zeszła po burzliwej kłótni. Jeśli już – oglądamy ich poczynania z wielkim uśmiechem na ustach, zastanawiając się, czy możliwym jest, aby drogi takich wrażliwców się skrzyżowały (w przełomowych momentach życia). Carney tworząc swoich bohaterów, a także całą fabułę filmu,  unika kiczu, ckliwości czy emocjonalnego szantażu widza. Cieszę się, że ta produkcja jest tym, czym jest i nie udaje niczego innego.

Idealistyczny przekaz Irandczyka jest niezwykle prosty – muzyka istnieje ponad podziałami, leczy ludzkie dusze i jest niezastąpionym lirycznym środkiem komunikacji. Obok tak prostej ideologii, Carney analizuje również pewną przemianę rynku muzycznego, która zaszła w ciągu ostatnich dwóch, trzech dekad. Pojmowanie muzyki obecne w latach 90. się zdezaluowało. Dan, który niegdyś założył z przyjacielem niezależną wytwórnię i był wziętym producentem muzycznym, teraz nie może pojąć rzeczywistości, w której się znalazł. Połowa utworów brzmi tak samo, druga połowa jest po prostu zła – wokalnie i instrumentalnie. Dan, tak jak Carney, jest pasjonatem, który nie umie zaprzedać swojej duszy komercji (w przeciwieństwie do jego dawnego wspólnika). Wytwórnia, którą niegdyś stworzył nie ma już nic wspólnego ze słowem “niezależność”, a jego podejście do muzyki odeszło do lamusa. Na tym przykładzie widać także, że irlandzki reżyser stworzył film na zasadzie zestawiania przeciwieństw – komercja i alternatywa, kobieta i mężczyzna, młodość i dojrzałość, optymizm i rezygnacja.

Niestety, “Zacznijmy od nowa” muzycznie zdecydowanie odstaje od “Once”. Pomimo tego, że utwory skomponowane przez Gregga Alexandra są nośne, z chwytającymi za serce tekstami, nie udało się mu stworzyć żadnego utworu, który zostanie w naszych głowach po seansie. Jedynie “Lost Stars” ma potencjał, jednak przearanżowanie go na utwory filmu i jego wykorzystanie fabularne nieco do niego zniechęca. Zabrakło tutaj nie tylko muzycznej wyrazistości, ale także nieco bardziej charyzmatycznych, zapadających w pamięć charakterów. Mimo, że Keira Knightley okazała się przyzwoitą wokalistką, a pewne głosowe niedociągnięcia przytłumił jej urok, czegoś tutaj definitywnie zabrakło (a to, że Adam Levine dobrze śpiewa, wcale nie oznacza, że zakamufluje drewnianą grę aktorską).

Carney stworzył niezwykle uroczą parę z dwójki głównych bohaterów. Uzupełniają się oni na każdej płaszczyźnie, razem się ucząc, wspomagając, dzieląc doświadczeniem. Ich sympatyczność łączy się również z aktorskimi kreacjami Marka Ruffalo i Keiry Knightley. Dla mnie zagrali niezwykle równo, nie walcząc o zainteresowanie widza na ekranie. Stworzyli tandem, który być może szybko umknie naszej pamięci, lecz w trakcie trwania filmu zatrzyma dla nas czas, wywoła uśmiech (szczególnie Knightley rzuca przepełnione humorem kwestie) i zabierze w miejsce, gdzie spełniają się marzenia.

Być może brak tutaj tej magiczności, uniesienia, nieuchwytnego nastroju, ale z pewnością w “Zacznijmy od nowa” jest coś cudownego. Pewnie to głupio zabrzmi, lecz to film dający nadzieję na spełnianie marzeń, o możliwości przeformułowania swojego życia wyłącznie dzięki chęciom i pracy, o hierarchii wartości, o autentycznej pasji. Wyświechtane slogany w koncepcji Johna Carney’a nadal są banałami, lecz brzmiącymi niezwykle wiarygodnie.Warto sięgnąć po pierwszy hollywoodzki film Irlandczyka dla tego ułamka nienamacalności i nastrojowości.

Ocena: 8/10