Recenzja filmu “Deadpool 2”: dissy z DC w rytmie dubstepu

Deadpool to chyba jedna z najbardziej plastycznych postaci w całym Marvelu. Nie dość, że to przezabawny gość przekraczający regularnie granice czarnego humoru, superbohater często zmieniający fronty i charyzmatyczny facet mający dystans do wszystkiego, to w dodatku zdaje sobie sprawę z tego, że jest postacią komiksową i często zwraca się do odbiorcy. Wiemy, że filmowy “Deadpool” pokazał, że kino spod znaku adaptacji obrazkowych historii nie musi być ugrzecznione, a może być skierowane dla dorosłych. Wiemy, że okazał się jedną z lepszych produkcji o bohaterze Marvela. Czy sequel utrzymał poziom swojego poprzednika? A może poszedł o krok dalej? Czytaj dalej “Recenzja filmu “Deadpool 2”: dissy z DC w rytmie dubstepu”

Recenzja filmu “Avengers: Infinity War”: płacz, pot, krew, śmiech, strach, czyli jak stworzyć superbohaterski film doskonały

Nadszedł taki dzień w moim życiu jako recenzenta, że oniemiałam. Wiem, że czegokolwiek bym nie napisała nie oddam tych emocji, tego wszystkiego, czego doświadczyłam podczas przedpremierowego seansu “Avengers: Infinity War”. Jednocześnie wiem, że prywatnie, dla mnie, to jeden z najważniejszych tekstów, które napiszę. Dzisiejszy dzień, dzień premiery filmu braci Russo, przejdzie do historii kina z pewnością, ponieważ wyznaczyli oni nową ścieżkę w tworzeniu opowieści o superbohaterach i zrobili to bezbłędnie. (recenzja bez spoilerów)

Czytaj dalej “Recenzja filmu “Avengers: Infinity War”: płacz, pot, krew, śmiech, strach, czyli jak stworzyć superbohaterski film doskonały”

Recenzja filmu “Czarna Pantera”: niech żyje Wakanda!

Po tylu latach, tylu produkcjach wydaje się, że MCU niczym już nie może nas zaskoczyć. A jednak! Zaskoczyli nas “Strażnicy Galaktyki vol. 2” jako bardzo kreatywna space opera, trzecia odsłona “Thora” okazała się mistrzowską, przekomiczną zabawą gatunkiem, a “Doktor Strange” wydaje się wprowadzać do uniwersum postać o zupełnie innej skali możliwości. Nadszedł czas na “Czarną Panterę”. Tytuł, który nie był szalenie wyczekiwany przez fanów MCU, blaknący w cieniu nadchodzącego “Avengers: Infinity War”. Ku zaskoczeniu wielu to właśnie ta produkcja zatrząsnęła komiksowym światem. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Czarna Pantera”: niech żyje Wakanda!”

Recenzja filmu “X-Men: Apocalypse”: Fassbender śpiewa kołysankę, a Pruszków zostaje polską osadą hutniczą

“X-Men: Apocalypse” to najbardziej przeze mnie wyczekiwana premiera filmu o superbohaterach w pierwszej połowie tego roku. “Przeszłość, która nadejdzie” okazała się fantastycznie zrealizowaną produkcją, prawdopodobnie najlepszą w całej serii. Wobec tego oczekiwania względem najnowszego obrazu Singera były dość wysokie. Czy udało mu się podnieść poprzeczkę? Obrał tę samą czy inną koncepcję? I co z tym wszystkim wspólnego ma Pruszków i polskie akcenty?

Recenzja filmu “Thor: Ragnarok”: kwintesencja marvelowskiego komiksu

17 filmów, 9 lat, miliony fanów na całym świecie. Trzy liczby, które mogą się kojarzyć z Marvel Cinematic Universe. Nasz świat potrzebuje superbohaterów bardziej niż kiedykolwiek oraz bardziej niż kiedykolwiek filmowcy dysponują takimi środkami wyrazu, aby oddać im należyty hołd (oczywiście  mam na myśli głównie o CGI). Historie z komiksów doczekują się należytych adaptacji, których poziom wzrasta z każdym filmem. Lecz dopiero „Strażnicy Galaktyki” pokazali, jak zaczerpnąć całymi garściami z pierwowzoru i stworzyć coś, co na ekranie do złudzenia będzie przypominało komiks. A gdy nastał „Thor: Ragnarok”… no cóż, dostaliśmy w końcu Thora jakiego znamy, wszelkie błędy poprzedników zostały naprawione, a Taika Waititi przypomniał (a może pokazał?), jak MCU powinno robić filmy.

Asgardowi grozi niebezpieczeństwo. Nieznana dotąd siostra Thora (Chris Hemsworth) i Lokiego (Tom Hiddleston), bogini śmierci, postanawia wywołać Ragnarok – tzw. zmierzch bogów. Hela (Cate Blanchett) dąży do zagłady swojej cywilizacji. Thor nie zamierza jednak na to pozwolić. Tworzy drużynę, aby pokonać siostrę. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Thor: Ragnarok”: kwintesencja marvelowskiego komiksu”

Recenzja filmu “Strażnicy Galaktyki vol. 2”: galaktyczne dramaty rodzinne

7779933.3Gdy w 2014 roku na ekrany kin wchodzili „Strażnicy Galaktyki” niewielu widzów się tym faktem zainteresowało, a jeszcze mniej wybrało na seans. Nawet część fanów filmowego Iron Mana czy Thora przeszło obok tego tytułu obojętnie. Produkcja nie została szczególnie wypromowana, w porównaniu do wcześniejszych tworów MCU. Dlatego tak dużym zaskoczeniem okazała się jakość „Strażników Galaktyki” oraz to, jak szybko podbiła serca nie tylko miłośników komiksów. Dla dużej części widowni stali się oni najlepszym produktem MCU. Dlatego też oczekiwania wobec części drugiej były ogromne, mimo że nadzieję na znakomite kino podsycało nazwisko Jamesa Gunna.

Tym razem Strażnicy Galaktyki rozpoczynają swoją przygodę od obrony pewnej bogatej planety przed obślizgłym przybyszem z innego ciała niebieskiego. Niefortunnym zbiegiem okoliczności (nazywanym też bezmyślnością Rocketa) nasi najemnicy muszą uciekać przed atakiem władczyni Ayeshy. W trakcie ucieczki przychodzi im na pomoc nieznajomy, wyglądający jak człowiek. Okazuje się, że Peter Quill spotyka swojego ojca. Czy tatuś okaże się tym, za kogo się podaje i zostaną naprawione więzi rodzinne? Co ze Strażnikami Galaktyki, jeśli Star Lord będzie chciał pozostać na planecie swojego ojca?

„Strażnicy Galaktyki vol. 2” opowiadają o relacjach międzyludzkich oraz o radzeniu sobie z rodziną. Właściwie każdy z grupy w taki czy inny sposób mierzy się ze swoją przeszłością, popełnionymi błędami czy problemami z tatusiem. Jednak nie zaznacie tutaj patosu czy moralizatorskiego tonu. James Gunn tak prowadzi historię, aby nadać jej nieco poważniejszy, trochę mroczniejszy klimat, unikając pogrzebania tych elementów, które sprawiały, że „jedynka” była produkcją tak wyjątkową.

Reżyser zgrabnie łączy powagę, humor, groteskę czy ironię, nie popadając w zbędne eksploatowanie któregokolwiek z tych środków. Wszystko stanowi wspaniale skomponowaną całość w klimacie Kina Nowej Przygody, gdzie zarówno oprawa wizualna, jak i struktura fabularna są tak samo istotne. James Gunn, także jako autor scenariusza, dopracowuje elementy swojej opowieści w najdrobniejszych szczegółach, pokazując piękno swojej wizji galaktyki, również za pomocą wybitnie zrealizowanych efektów specjalnych. Nie zaniedbuje przy tym żadnego z bohaterów ani ich problemów.

Ilość popkulturowych odniesień wydaje się niemalże niezliczona. To seans, który każdy geek powinien powtarzać raz do roku, dlatego że za każdym razem wyłapie nowy smaczek. Istna uczta dla fana popkultury okraszona dużą ilością śmiechu będzie przyjemnym doświadczeniem przez lata. Wątpię, aby istnieli tacy fani MCU, którzy do produkcji nigdy nie powrócą.

Ciężko stwierdzić, kto tak naprawdę kradnie całe „show”. Drax i Groot wydają się przodować – pierwszy z nich za pomocą niewybrednych żartów, prostoty i zaraźliwego śmiechu, drugi – za sprawą swojej słodkości. Jednak niektóre sceny należą do Star Lorda i Gamory, którzy w uroczy, licealny sposób udają, że nic ich nie łączy. Nie można zapomnieć także o Rockecie wiecznie sprzeczającym się z Quillem, który jest „fajniejszy”, „lepszy” i bardziej „cool”. Yondu odgrywa o wiele większą rolę niż w poprzedniej części, potrafiąc tym razem rozmiękczyć serce widza i go wzruszyć.

„Strażnicy Galaktyki vol. 2” to także genialnie dobrany soundtrack, czyli „Awesome Mix vol. 2”. Nieprzypadkowy zbiór piosenek, gdzie każda z nich komentuje akcje, jest integralną częścią fabuły. Po raz kolejny spotkamy się ze smaczkami lat 80., czyli takimi artystami jak Cat Stevens czy Electric Light Orchestra.

Drugie spotkanie z bandą galaktycznych outsiderów okazało się tak wyśmienitą rozrywką jak odkrycie ich na kinowym ekranie po raz pierwszy. James Gunn wykorzystał to, co udało się w „jedynce”, jednak zapewnił widzom jeszcze więcej emocji, niekiedy bardzo skrajnych. Autonomiczna opowieść MCU powinna przypodobać się także tym, którzy z owym uniwersum nie mają zbyt wiele wspólnego. Duch kosmosu, luzu, Kina Nowej Przygody powinien zadowolić każdego widza szukającego przyzwoitej, blockbusterowej rozrywki. A o to obecnie coraz trudniej.

Ocena: 9/10

99999