Zapowiedź 9. Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja

To już dziś! O godzinie 19.00 rozpocznie się 9. edycja Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja wraz z przedpremierowym pokazem filmu “Córka trenera” oraz spotkaniem z twórcami produkcji. Dla mnie to wydarzenie to stałe miejsce w kalendarzu od ośmiu lat. Choć w tym roku mój przyjazd do Łodzi stał pod znakiem zapytania aż do wczoraj – z racji sytuacji zarówno zawodowej, jak i prywatnej. Lecz uff, udało się, jutro przybywam! Cieszę się nie tylko na ucztę filmową, lecz także ze względu na spotkanie z najciekawszymi blogerami filmowymi w Polsce.  Czytaj dalej “Zapowiedź 9. Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja”

Recenzja filmu Kim jest Michael?: ze skrajności w skrajność, czyli własnoręczne pranie mózgu

James Franco to istny fenomen w filmowym świecie. Potrafi wystąpić w ponad dziesięciu produkcjach rocznie, a trafi się w tym i jakaś oscarowa rola. Zdarza mu się być scenarzystą, reżyserem i producentem. Ostatnio nawet zagrał główną rolę w serialu opartym na powieści Stephena Kinga – „11.22.63”. Dość często wcielał się w kontrowersyjne postacie (należy przywołać tutaj chociażby telewizyjną kreację Jamesa Deana), a tytułowy bohater z debiutanckiego filmu Justina Kelly’ego z pewnością do takowych należy. Wystarczy sprowadzić fabułę „Kim jest Michael?” do jednego zdania – opowieść o homoseksualnym aktywiście, który za sprawą cudownego nawrócenia zostaje heteroseksualnym pastorem. Czytaj dalej “Recenzja filmu Kim jest Michael?: ze skrajności w skrajność, czyli własnoręczne pranie mózgu”

Recenzja serialu Peaky Blinders, sezonu drugiego: gangsterska krew jeszcze gęstsza, akcent jeszcze lepszy

Pierwszy sezon „Peaky Blinders” pokochałam od pilotażowego epizodu. Nie dość, że grał w nim Cillian Murphy, to od początku zaskakiwał niezwykłą wirtuozerią od strony formalnej i opowiadał historię pewnego gangu osadzając ją w kontekście pierwszej wojny światowej oraz wojennej traumy.Drugi sezon, pomimo, że obejrzałam ze sporym opóźnieniem, pochłonęłam w ciągu jednego wieczoru (jak zawsze żałuję, bo trzeba było tę przyjemność rozłożyć na kilka dni). Steven Knight pozostawia atuty swojej produkcji, okraszając ją jeszcze nowymi postaciami i znakomitym Tomem Hardy’m, który walczy o atencję na ekranie z Murphym. Czytaj dalej “Recenzja serialu Peaky Blinders, sezonu drugiego: gangsterska krew jeszcze gęstsza, akcent jeszcze lepszy”

Recenzja książki ,,Alkaliczne gotowanie przy zielonym stole” Beaty Sokołowskiej i Edyty Skorupskiej: Innowacyjne kompendium zdrowego odżywiania

Nie wiem czemu, ale słowo alkaliczne kojarzy mi się negatywnie. W sumie nawet nie znałam dokładnej definicji, dopóki nie sięgnęłam po książkę ,Alkaliczne gotowanie przy zielonym stole” autorstwa Beaty Sokołowskiej i Edyty Skorupskiej. Na swoim koncie mam już dużo przeczytanych książek dotyczących zdrowego odżywiania się, gotowania zgodnie z naturą, nie tylko fit, ale po prostu zdrowo, tak by dbać o organizm, a nie jedynie o wagę (która zmienia się przy okazji). Czy w dzisiejszych czasach, gdzie mamy niezliczoną masę produktów ,,fit”, ale przy okazji zawierające dużo cukrów, przy żywności główne przetworzonej, można wybrać rzeczy przede wszystkim zdrowe? Takie, które będą wpływały dobrze nie tylko na naszą sylwetkę, ale tez na samopoczucie, wygląd i ogólną energię do działania? Czytaj dalej “Recenzja książki ,,Alkaliczne gotowanie przy zielonym stole” Beaty Sokołowskiej i Edyty Skorupskiej: Innowacyjne kompendium zdrowego odżywiania”

Recenzja książki “Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” Amy Ahlers, Christine Arylo: czy zdefiniowanie siebie wystarczy, aby się uleczyć?

rozpraw-sie-ze-swoja-wewnetrzna-jedza1Gdy otrzymałam informację o premierze książki „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” skakałam z radości. Pomyślałam – w końcu pozbędziesz się toksycznego związku z samą sobą, zaakceptujesz siebie, ba, a nawet zdefiniujesz siebie na nowo. Tata, gdy tylko przyszedł egzemplarz poradnika, stwierdził, że to chyba jakaś nowa kobieca biblia. Przecież każda z nas zdaje sobie sprawę, że jesteśmy Paniami własnych ograniczeń i, bardzo często, nie bywamy władczyniami własnych wyborów. Czy określenie naszych problemów jest pierwszym krokiem do życiowej rewolucji? Czy istnieje jakiś skuteczny sposób, aby rozprawić się ze swoją zołzą, która skierowuje nasze życie na złe tory?

Amy Ahlers i Christine Arylo stworzyły poradnik, który ma za zadanie wytłumaczyć kobietom, jak zacząć kochać samą siebie i przestać się niszczyć. Autorki uczą, jak walczyć z własnymi demonami. Stworzyły trzynaście typów „wewnętrznych jędz” (WJ), które potrafią zawładnąć naszym życiem. Odkrycie, którym z nich jesteśmy pomagają liczne zadania oraz niebanalny test. Kolejne rozdziały ujawniają pełen program, dzięki któremu możemy ujarzmić nasze wewnętrzne zołzy. Autorki, trenerki personalne, uczą, jak pozbyć się autodestrukcyjnych nawyków i jak wyleczyć się na zawsze ze skłonności do niszczenia swojego życia.

Sięgałam po ten poradnik pełna nadziei oraz oczekiwań. W pierwszym rozdziale łykałam każde słowo, spisywałam złote myśli do kalendarza, starałam się czerpać z każdej strony pełnymi garściami. Zdefiniowałam samą siebie będąc w szoku, że Ahlers i Arylo tak dobrze poznały kobiecą psychikę i robią wszystko, aby pomóc wszystkim czytelniczkom. Pierwszy rozdział pokazał mi, że nigdy wcześniej nie miałam w rękach tak oryginalnej pozycji dla kobiet, która miałaby zrewolucjonizować nasze życia. Niestety, gdy doszłam do momentu, w którym autorki zaczynają prezentować, jak walczyć ze swoimi wewnętrznymi słabościami, jakość poradnika zaczęła drastycznie spadać.

Oczekiwałam, że innowacyjność w rozpoznaniu przełoży się także na porady, które wskażą, jak ponownie zacząć sterować swoim życiem. Na nieszczęście, okazało się, że pozostała część „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” to istny banał oraz powtarzanie porad, które znamy z większości wcześniejszych podobnych lektur. Powtarzanie mantr czy wiara w siebie nie wydają się po takim czasie skutecznym rozwiązaniem.

Recenzja książki “Sama się prosiła”: wszystkie odcienie szarości pokolenia Z, czyli czy kultura gwałtu istnieje?

sama-sie-prosila-u-iext47004030Moje pokolenie, pokolenie Z, dzisiejszych 20-latków kojarzone jest z głupotą, straconymi szansami, jednolitością, brakiem priorytetów i autorytetów. Tak chyba z grubsza odbierają nas w większości nasi rodzice, szczególnie ci, którzy mieli okazję wychowywać naszych starszych braci czy siostry. Oglądając wiadomości czy różnego rodzaju reportaże, czytając nagłówki gazet trudno się dziwić takiemu postrzeganiu. Ostatecznie okazuje się, że dajemy przyzwolenie na wiele rzeczy, ponieważ nic tak naprawdę nie ma dla nas większego znaczenia – ani wartości rodzinne, ani ambicje zawodowe. Istotne jest jedynie tu i teraz. Jednak czy doprowadziliśmy do tego, że kultura gwałtu ma szansę przestać być jedynie hipotezą, a stać się rzeczywistością? Czy możemy, jako pokolenie, na nowo odnaleźć szacunek do samych siebie?

Nastoletnia Emma jest typem imprezowiczki. Uwielbiana przez niemalże wszystkich w szkole dziewczyna sypia z wieloma facetami, mimo, że nigdy nie otrzymała określenia “puszczalska”. Wszystko się zmienia, gdy dochodzi do tej jednej, jedynej imprezy, na której Emmie całkowicie puszczają hamulce. Zbyt duża dawka narkotyków i alkoholu doprowadza do tego, że nastolatka traci przytomność. Na drugi dzień jej rodzice znajdują ją leżącą na werandzie domu. Emma nic nie pamięta. Dowiaduje się wszystkiego z Facebooka, gdy ogląda swoje zdjęcia i nie może dopuścić do siebie możliwości, że prawdopodobnie została zgwałcona…

“Sama się prosiła” mogłoby być źródłem niezwykle ważnej społecznej dyskusji. Od wielu lat wątpliwości poddawana jest kwestia uznania każdej zgwałconej kobiety jako ofiary. Brzmi brutalnie? Być może. Jednak warto się nad tym przez chwilę zastanowić, nawet jeśli uważamy, że takie rozważania prowadzić mogą tylko seksistowskie świnie. Młoda dziewczyna wychodzi na imprezę. Nieważne, czy na większą domówkę, czy do klubu. Zakłada wysokie szpilki, kusą sukienkę, która ledwo zasłania jej bieliznę (a może bielizny w ogóle na sobie nie ma?). Wychodzi z założeniem, że nie wróci sama do domu. A przynajmniej spotka swojego księcia z bajki na jedną noc i zabawi się z nim na imprezie w łazience. Bierze narkotyki, pije alkohol, nie bardzo ma ochotę wracać do domu, dopóki nie zwróci na siebie uwagi tego, którego obrała sobie za cel. Nadal brzmi brutalnie? Każdy z nas co najmniej raz w życiu miał do czynienia z podobną osobą, mocno wątpię, aby było inaczej. Pewnego dnia dochodzi do tego, że dziewczyna przeholowuje i staje jej się krzywda. Gwałt. Czy, mimo, że każdy z nas ma prawo popełniać błędy, możemy się dziwić, że część opinii publicznej lub chociażby najbliższego grona znajomych, osądza ją w taki, a nie inny sposób? Że ciężko niektórym z nich nazwać ją ofiarą? Jakkolwiek możemy się z takimi poglądami zgadzać lub nie, musimy przyjąć do wiadomości, że kultura gwałtu przestaje być tylko i wyłącznie hipotezą.

Powieść Louise O’Neill pokazuje także siłę i wpływ mediów społecznościowych na kreowanie opinii publicznej oraz na rozprzestrzenianie się informacji. O Emmie krążyłyby jedynie niepotwierdzone plotki, gdyby nie to, że chłopcy, którzy zbezcześcili ją i jej ciało, robili w trakcie aktów przemocy zdjęcia. Następnie wszystkie te materiały znalazły się na powszechnie dostępnej stronie na Facebooku. Trudno powstrzymać wprawioną raz w ruch machinę, tak jak trudno doprowadzić do skasowania zdjęć na platformach społecznościowych. O’Neill doskonale pokazała, jak z łatwością za sprawą “likeów” i komentarzy, pomijając już samo upublicznianie zdjęć, można zniszczyć czyjeś życie.

Trudno tak naprawdę ocenić Emmę. Nie jest to bohaterka wzbudzająca sympatię. Początkowo prezentuje się jako typowa “wredna dziewczyna”, której wolno na więcej niż innym. Często lekceważąco odnosi się do swoich przyjaciółek, traktuje mężczyzn przedmiotowo, ma zbyt duże ego i przed dorosłymi udaje kogoś, kim nie jest (czyli grzeczną dziewczynkę). Zresztą, nawet wraz z rozwojem wydarzeń ciężko jest zacząć nam jej współczuć czy w jakikolwiek sposób się z nią utożsamić. Ja postrzegałam ją jako dziewczynę ze szkoły, której nigdy nie znosiłam – obłudna, złośliwa, którą hołubili zarówno nauczyciele, jak i większość rodziców; a wszyscy uczniowie chcieli być tacy jak ona.

 “Sama się prosiła” to powieść zaskakująco dobra, podejmująca wiele kwestii moralno-etycznych, nad którymi na co dzień się nie zastanawiamy. Myślę, że może mieć ogromny wpływ na nastolatki, które po nią sięgną i sprawić, że kilka razy pomyślą, zanim podejmą jakąkolwiek decyzję. Żadna z nas przecież nie chciałaby zostać ofiarą lub zachowywać się tak, jakby chciała się nią stać. A o to, jak już wiemy, nietrudno.

Ocena: 8/10

 

Recenzja książki “Księga dżungli” (Wydawnictwo [ze słownikiem]): podróż do magicznego świata

ksiega-dzungli,,Księga dżungli” to moja druga pozycja z Wydawnictwa [ze słownikiem]. Od ,,Tajemniczego ogrodu”, który przeczytałam jako pierwszy, różni się tym, że nigdy nie miałam w swoich rękach zbioru opowiadań Rudyarda Kiplinga. A do niedawna żyłam nawet w przekonaniu, że ,,Księga dżungli’’ to jedynie historia indyjskiego chłopca wychowywanego przez zwierzęta. Jakże daleko byłam od prawdy i nie zdawałam sobie sprawy, że to zbiór opowiadań. Ale całe szczęście lepiej teraz zostać wyprowadzonym z błędu niż za na przykład dziesięć lat. ,,Księga dżungli”  to moje dzieciństwo – film animowany po stokroć przewijany i odtwarzany na kasecie VHS z  zapamiętanymi ulubionymi scenami. Dlatego stwierdziłam, że warto nadrobić zaległości i przeczytać ,,Księgę dżungli”, ale, tym razem, w oryginale. Czytaj dalej “Recenzja książki “Księga dżungli” (Wydawnictwo [ze słownikiem]): podróż do magicznego świata”

Recenzja książki “Zasada równowagi”: prawnicza moralność

zasada-rownowagi-b-iext43468857Rodzice odkąd skończyłam naście lat pozwalali mi oglądać niezliczone ilości kryminałów czy thrillerów. Królowały przede wszystkim seriale na Hallmarku, a z biegiem czasu zaczęłam jeszcze czytać powieści Agathy Christie. Początkowo brałam do ręki klasykę gatunku, później zaczynałam zapoznawać się z książkami Grishama czy Cobena. Właściwie gdyby nie Grisham (…i nie pamiętam, która jego powieść) prawdopodobnie nigdy nie przekonałabym się do tekstów kultury dotyczących tematyki stricte prawniczej. Bo cóż fascynującego może być w dochodzeniu do prawdy? Żmudnym śledztwie? Procesach na sali sądowej? Wszystko!

Guido Guerri to włoski mecenas, tuż przed pięćdziesiątką, który niemalże całe swoje życie oddaje pracy. Mieszka sam, nie ma bliższej rodziny, codziennie do późnych godzin wieczornych zostaje w kancelarii. Pewnego wiosennego dnia otrzymuje nietypowe zlecenie. Darzący go zaufaniem i wierzący w jego umiejętności dawny przyjaciel ze studiów, zwraca się z ogromną prośbą. Ten sędzia u szczytu kariery zostaje posądzony o najgorszą rzecz, o jaką można oskarżyć sędziego – o korupcję. Guido podejmuje się jego obrony, mimo, że targają nim wewnętrzne sprzeczności. Prowadzi własną walkę z prawnymi procedurami, własnym sumieniem a wiarą w wieloletniego przyjaciela. Czy sędzia naprawdę popełnił przestępstwo? Jak być w tej sprawie jak najbardziej obiektywnym? Czy wydarzenia w życiu prywatnym pomogą mu czy przeszkodzą w pracy? Jak Guerrieri ma się odnaleźć w tej sytuacji? Czytaj dalej “Recenzja książki “Zasada równowagi”: prawnicza moralność”

Recenzja filmu “Człowiek, który poznał nieskończoność”: matematyk-romantyk

cz_owiek-markusCoraz częściej okazuje się, że połową sukcesu dobrego filmu biograficznego to dramatyczna, chwytająca za serce historia. Jeszcze lepiej, gdy ta historia jednocześnie wywołuje u widza podziw oraz współczucie dla głównego bohatera. Potem zostaje tylko zatrudnienie obsady, której uda udźwignąć się jej ciężar i oddać najważniejsze elementy, czy stworzyć klimat za pomocą wiernie odwzorowanych kostiumów i scenografii. Niektóre z takich produkcji to dzieła wybitne, inne to po prostu dobrze nakręcone opowieści z doskonałą podstawą scenariuszową. A jaki w takim razie jest obraz przedstawiający losy Srinivasa Ramanujana? Co go wyróżnia, a co ociera się o sztampę?

Indie, 1913 rok. Srinivasa Ramanujan (Dev Patel), 25-letni hinduski samouk mieszka w Madrasie. To matematyczny geniusz, którego zapisów niemalże nikt nie potrafi zrozumieć, więc zmuszony jest do życia jako ubogi urzędnik. Pragnąc zapewnić lepszy żywot swojej żonie, za sprawą swojego zwierzchnika, udaje mu się wysłać pocztą fragmenty swoich matematycznych teorii kilku brytyjskim profesorom. Jeden z nich, Godfrey Harold Hardy (Jeremy Irons), dostrzega geniusz młodego geniusza i zaprasza Srinivasa do Anglii. Sceptycznie nastawieni profesorowie nie są zadowoleni z obecności hindusa bez wykształcenia na kampusie, lecz Ramanujan ciężko pracuje, aby zyskać ich uznanie. Niestety, będzie musiał stawić czoła nie tylko swoim przeciwnikom, ale także uprzedzeniom rasowym. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Człowiek, który poznał nieskończoność”: matematyk-romantyk”

Recenzja książki “Dziennik Bridget Jones. Dziecko” Helen Fielding: łzy śmiechu, łzy wzruszenia

dziennik-bridget-jones-dziecko-helen-fieldingDo tej pory pamiętam, jak wraz z moją najlepszą przyjaciółką odkryłyśmy w szkolnej bibliotece „Dziennik Bridget Jones”. Mając jakieś piętnaście, może szesnaście lat, zachwycałyśmy się tą postacią, która poniekąd stała się jedną z naszych literackich idolek. Niemniej, dopiero teraz, po kilku latach, dostrzegamy, jak niewiele rozumiałyśmy z tej kreacji, z jej sposobu postępowania, z problemów czy lęków. Gdy zaglądamy do jej życia po kilku latach, ku naszemu zdziwieniu, niewiele się zmienia. Jednak, czy bieg czasu mógł zmienić aktualność tej postaci? A może nadal to bohaterka, z którą wiele kobiet się utożsamia? A co najważniejsze – czy przekaz, który niesie proza Fielding nadal jest tak silny (a jednocześnie podany w przezabawnej formie), jak niegdyś?

Bridget Jones nadal jest singielką. Mark Darcy wziął ślub, Daniel ani trochę się nie zmienił. Jones zyskuje lepsze stanowisko w telewizji, lecz poza tym, jej życie toczy się wokół tych samych problemów, co kiedyś – cellulit, nadwaga, brak seksu, brak asertywności i samoakceptacji. Dochodzi do tego jęcząca matka, która ciągle dopytuje się o wnuki, a sama Bridget obawia się, że niebawem będzie na nie za późno. Seria nietypowych (choć typowych dla Bridget) zdarzeń doprowadza do upragnionej ciąży. Jednak przecież dla tej Brytyjki nie mogło ułożyć się wszystko normalnie. Wszystko dlatego, że przyszła matka nie wie, kto jest ojcem. Dwóch kandydatów, których każda czytelniczka „Dzienników” dobrze zna, nie zachowuje się jak wzór do naśladowania. Czy Bridget uda się być dzielną w tym „okresie próby”? Czy uda jej się dojść do prawdy? A może materiał genetyczny nie ma żadnego znaczenia i powinna iść za głosem serca, wybierając tego, którego kocha? Czytaj dalej “Recenzja książki “Dziennik Bridget Jones. Dziecko” Helen Fielding: łzy śmiechu, łzy wzruszenia”