Recenzja książki “Story of Bad Boys II”, drugiego tomu serii “Story of Bad Boys” Mathilde Aloha: miłość ci wszystko wybaczy

Recenzja pierwszego tomu “Story of Bad Boys” być może nie była w pełni peanem pochwalnym, jednak opis pozytywnych wrażeń bił z każdego akapitu. Starałam się wtedy być w miarę zachowawcza, będąc pełna obaw, że druga część historii nie dorówna jej początkowi. Ależ się zaskoczyłam! Kolejna odsłona serii, nie dość, że utrzymuje poziom, to zachowuje wrażenie “serialowości”, budząc nowe emocje, przygotowując czytelnika na wielki finał. Lecz czy cukierkowości nie jest w niej zbyt wiele? Czy da się czytać cały czas o prawdziwej miłości, którą los co chwila wystawia na próbę? Czytaj dalej “Recenzja książki “Story of Bad Boys II”, drugiego tomu serii “Story of Bad Boys” Mathilde Aloha: miłość ci wszystko wybaczy”

Recenzja książki “Dziewczyna, która wybrała swój los”, pierwszego tomu “Pivot Point” (Kasie West): oszukać przeznaczenie

Kasie West zasłynęła ze słodkich powieści young adult, które, choć poprawnie napisane i podnoszące na duchu, nie bardzo mnie przekonywały za sprawą swojej infantylności. Jednak na początku drogi literackiej autorka obrała zupełnie inny, lecz o wiele, o wiele, o wiele ciekawszy oraz mniej oczywisty kurs. Stworzyła opowieść o nastolatce, jednak w tym przypadku zdecydowała się na dodanie wątku paranormalnego i postawienie na poważniejszy ton. Jak wyszło jej to w porównaniu z pozostałymi jej powieściami? Czy wydanie ‘Dziewczyny, która wybrała swój los” może być początkiem nowej drogi twórczości autorki, początkowo zdecydowanie idącej w kierunku paranormal romansu? Czytaj dalej “Recenzja książki “Dziewczyna, która wybrała swój los”, pierwszego tomu “Pivot Point” (Kasie West): oszukać przeznaczenie”

Recenzja książki “99 dni lata” (Katie Cotugno): najdłuższe lato w życiu

Pamiętacie to najdłuższe lato w swoim życiu? To między zakończeniem szkoły średniej a studiami? A może te upragnione wakacje są jeszcze przed Wami? Mając tyle lat, ile mam, wydaje mi się, że to jeden z najpiękniejszych okresów w młodym życiu – gdy jeszcze nie musicie być do końca odpowiedzialni, a jednocześnie możecie decydować o sobie. Gdy macie jeszcze prawo do błędów, jednak musicie znosić ich konsekwencje dotkliwiej niż parę lat wcześniej. Nie każdy musi mieć te najdłuższe wakacje w swoim życiu, ale każdy przechodzi etap między nastolatkiem a młodym dorosłym. Gdy decyduje kim się stanie i jakie decyzje będzie podejmować. Ale przedtem niemalże każdy może trochę nagiąć reguły, żeby dowiedzieć się, czego w dalszej drodze potrzebuje. Czytaj dalej “Recenzja książki “99 dni lata” (Katie Cotugno): najdłuższe lato w życiu”

Recenzja książki “Piękne samobójczynie” Lynn Weingarten: długo wyczekiwany efekt “wow”

Rzadko kiedy narzekam na literaturę young adult. Dlaczego? Ponieważ nawet, jeśli nie jest najwyższych lotów, zazwyczaj staje się idealnym odmóżdżaczem bądź lekturą podnoszącą na duchu w kontekście prawdziwej miłości lub szansy na ułożenie rodzinnych problemów. W kontrze – coraz częściej także gatunek porusza poważne problemy społeczne, nie bawiąc się w sztuczce happy-endy, co też najczęściej tworzy lekturę wartościową i silną w wymowie, nie tylko w potencjale. Trudno znaleźć pozycję, która nie spełnia ani jednego, ani drugiego warunku dobrej literatury young adult. Niestety, “Piękne samobójczynie” znajdują się w gdzieś w odmętach obu tych kategorii. Czytaj dalej “Recenzja książki “Piękne samobójczynie” Lynn Weingarten: długo wyczekiwany efekt “wow””

Recenzja książki “Uwięzione” Natashy Preston: cienka linia bezpieczeństwa

Należę do tych paskudnych, upartych dziewczyn, które uwielbiają same siedzieć w parku w ciągu nocy, chodzić na spacery w godzinach przeznaczonych raczej do snu, a w szczególności uwielbiam sama wracać do domu. Niejednokrotnie kłócę się o to z moimi przyjaciółmi, którzy mówią „nigdy nie wiesz, co się może stać”, na co odpowiadam „przecież w tym mieście się nic nie dzieje!”. No właśnie – to, że gazety nie trąbią o przestępstwach, ani nie są one wykrywane przez policję, nie oznacza, że złe rzeczy się nie zdarzają. Zwłaszcza młodym kobietom, które wracają wieczorem, nocą czy nad ranem same do domu. Dzięki Natashy Preston i „Uwięzionych” od dzisiaj będę grzecznie podróżować do domu taksówkami, bo nigdy nie chciałabym przeżyć tego, co Summer.

Summer jest prawdopodobnie dość szczęśliwą nastolatką. Ma kochającego chłopaka, rodziców, brata, przyjaciół. W jednej chwili traci wszystko. Zostaje porwana przez psychopatę, który od momentu, gdy ją zobaczył mówi do niej „Lily”. Summer, zamknięta w piwnicy Clovera, poznaje jego pozostałe „kwiatuszki” – Poppy, Rose i Violet. Mężczyzna pragnie stworzyć swoją idealną rodzinę, na którą składać się będą cztery młode dziewczyny oraz on sam. Lily zaczyna walkę o przetrwanie, codziennie poznając nowe zasady życia w piwnicy…

Natasha Preston nie pieści się z czytelnikiem. Od razu wrzuca go w wir akcji i dochodzi do momentu, w którym Summer zostaje porwana. Nie dowiadujemy się o głównej bohaterce zbyt wiele, oprócz tego, że prowadzi w miarę normalne życie. Jednak czy to błąd? Ależ nie. Nawet, gdy śledzimy poszukiwania jakiejś zaginionej osoby w telewizji, czy interesujemy się przebiegiem danego śledztwa, nie zastanawiamy się, kim jest dana osoba. Znamy jej imię, nazwisko, wiemy, że prawdopodobnie posiada kochającą rodzinę, chcemy dowiedzieć się, co ją spotkało, jednak nie interesuje nas, co robiła po lekcjach czy była pracowita, leniwa, ambitna, skromna czy butna. Chcemy znać jej losy. W ten właśnie sposób swoich bohaterów prowadzi Natasha Preston, nie wciągając czytelnika w ich psychologię. Dla mnie w żaden sposób nie umniejsza to wartości książki, a być może – staje się wręcz miłą odmianą.

Pomimo tego, że autorka nie rozbudowuje postaci psychologicznie, „Uwięzionych” trudno nie pochłonąć w całości. Rozłożenie akcentów jest idealne – w ani jednej scenie nie spada poziom napięcia, a gdy rośnie – bieleją nam kłykcie od zbyt mocnego trzymania książki w ręku. Porywająca w swej brutalności oraz przekonująca na wielu poziomach historia opowiadana jest z trzech perspektyw – Colina/Clovera (porywacza), Summer (porwanej dziewczyny) i Lewisa (chłopaka porwanej). Dodatkowo, nie zabrakło miejsca na retrospektywy z życia dwóch pierwszych bohaterów. Pomimo, że nie tłumaczą one do końca (oprócz zaznaczenia niezdrowej relacji z matką), czemu Colin stał się psychopatą Cloverem, to zostawiają wiele w sferze domysłów. Fragmenty dotyczące przeszłości porywacza wydają się zdecydowanie ciekawsze od, niekiedy przesłodzonych, wspomnień Summer, które mają być wyznacznikiem tego, co nastolatkę trzyma przy życiu.

Być może „Uwięzione” nie zawierają bardzo krwawych opisów zbrodni, jednak mrok, który wyziera się z powieści jest wyczuwalny od pierwszej strony. Brutalność Clovera pojawia się w niemalże każdej scenie, w której on występuje, a obserwowanie jego posuwającej się psychozy wprawia czytelnika w coraz większe przerażenie. Pozytywnie zaskoczyło mnie niejednoznaczne zakończenie, któremu daleko do oklepanych schematów – czy to literatury kobiecej, czy thrillera.

„Uwięzione” to także powieść-przestroga, która, być może, pomoże niektórym czytelniczkom w zaprzestaniu uskuteczniania samotnych, nocnych wędrówek. Nawet po 20-tysięcznym mieście. Mnie na pewno sprowokowała do tego, aby trzy razy zastanowić się, zanim kolejny raz wyjdę po północy samotnie na spacer (konsekwencja bezsenności). Pomimo, że prawdopodobnie nie utożsamicie się z bohaterkami, poczujecie grozę sytuacji, w jakiej się znajdują oraz strach, który zawładnął ich życiem. Zrozumiecie, że pewne doświadczenia zmienią człowieka na zawsze i odbiorą mu jego poczucie bezpieczeństwa, którego prawdopodobnie nigdy nie odzyska. A tutaj nie trzeba zagłębiać się w psychologię – człowiek pozbawiony wolnej woli przestaje być człowiekiem. To dla mnie najważniejszy przekaz Preston, który pozostanie ze mną na lata.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję:

Recenzja książki “Utrata” Rachel Van Dyken, pierwszego tomu serii “Zatraceni”: schematy, które dobrze się czyta

utrata-b-iext28103245

Uważam, że po literaturę młodzieżową można sięgać w każdym wieku. Wybieramy tylko gatunek, a w dobrze napisanej książce nie przeszkadza pewna doza infantylności. Ostatnimi czasy dobrze się mają powieści New Adult (czyli tzw. literatura dla młodych dorosłych). Wystarczy spojrzeć na niemały sukces Colleen Hoover i jej „Hopeless”. Tak wielu czytelników (a raczej czytelniczek) pokochało jej twórczość w dość krótkim czasie. Choć nowy trend zdecydowanie zyskuje coraz to większą przychylność odbiorców, mnie niekoniecznie przekonuje. Jednak „Utrata” Rachel Van Dyken wciągnęła mnie bezmiernie, pomimo stosowania schematów, które znane są nie od dziś.

Kiersten to niewinna, nieśmiała dziewczyna zaczynająca pierwszy rok nauki w college’u. Jednak ciągną się za nią demony przeszłości, które nie pozwalają jej spać oraz cieszyć się życiem. W nowym miejscu od razu zaprzyjaźnia się z przydzieloną jej współlokatorką – Lisą, która okazuje się być jej zupełnym przeciwieństwem. Kiersten nigdy się nie całowała, a Lisa nie kryje się z tym, że miała facetów na pęczki. Jednak najważniejsza znajomość to ta z opiekunem roku, Westonem. Iskry błyskają między nimi od pierwszego dotyku, pierwszego spotkania. Jednak starszy od Kiersten Wes też ma sekrety, którymi nie chce dzielić się ze światem. Czy uda im się pomóc sobie nawzajem? Czy powoli wyjawiane tajemnice zbliżą ich do siebie czy raczej oddalą? Czy będą razem szczęśliwi?

Pierwszy tom „Zatraconych” to przede wszystkim opowieść o radzeniu sobie z tytułową „Utratą”. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, jeśli powiem, że zarówno Kiersten, jak i Wes starają się uporać ze śmiercią bliskich osób. Oboje są zamknięci w sobie, jednak reagują na stratę w inny sposób. Wes stara się dostrzec pozytywne aspekty w swoim życiu, kieruje się pozytywnym myśleniem, robi co może, aby cieszyć się każdą chwilą. To właśnie on uczy Kiersten pogodzenia się ze swoimi demonami, a także spojrzenia na przeszłość i teraźniejszość z innej, lepszej perspektywy. Czytaj dalej “Recenzja książki “Utrata” Rachel Van Dyken, pierwszego tomu serii “Zatraceni”: schematy, które dobrze się czyta”