Recenzja filmu “Sergio i Siergiej” (reż. Ernesto Daranas): kubański marksista na ratunek radzieckiemu kosmonaucie

Ponoć pierwszy seans kinowy w danym roku ma dla kinofila duże znaczenie. Mówi się, że wyznacza on trend na cały przyszły rok. Nie zrodziło się we mnie nigdy takie przekonanie, jednak jeśli tak rzeczywiście jest, to anno domini 2019 w sali kinowej mi nie straszny. Bowiem “Sergio i Siergiej” to przyjemna, mocno ironiczna historia, która wprawiła mnie w pozytywny nastrój, choć nie zatrzęsła moim pojmowaniem świata.

Ernesto Daranas scenariusz filmu luźno oparł na prawdziwej historii radzieckiego kosmonauty i jego komunikacji z pewnym Kubańczykiem. Sergio (Tomas Cao), profesor filozofii marksistowskiej i samotny ojciec, stara się związać koniec z końcem, gdy rozpada się ZSRR. Siergiej (Hector Noas) jest w jeszcze gorszym położeniu, ponieważ został ostatnim radzieckim kosmonautą w kosmosie, lecz aktualnie jego rząd ma ważniejsze sprawy na głowie niż ściąganie na Ziemię jednego z ostatnich symboli dawnego ustroju. Sergio nocami przez radio komunikuje się ze swoim przyjacielem z USA, Peterem (Ron Perlman), jednak przypadkowo nawiązuje kontakt także z Siergiejem. Kubańczyk i Amerykanin opracowują plan, jak ściągnąć kosmonautę z orbity.

Całą historię poznajemy z perspektywy, dorosłej już, córki Sergio, której głos z offu komentuje wydarzenia z przeszłości. To niezwykle ważne, aby nie zapominać o tym podczas seansu, ponieważ wtedy łatwiej jest zrozumieć świat przedstawiony. Daranas podkreśla nastroje społeczne oraz sytuację polityczną, która nie stanowi tylko tła dla filmowej akcji. Sergio musi łamać przepisy (pędząc w domu bimber), aby wyżywić rodzinę, jego sąsiad-przyjaciel buduje nocami łodzie dla Kubańczyków, którzy pragną znaleźć się w lepszym, amerykańskim świecie, rodzina Siergieja po zmianie ustroju zaczyna głodować. Jednak nie opowiada o tym w mroczny, poważny sposób. Dziewczyna pamięta, że tak wyglądał świat, gdy była dzieckiem, pamięta, że mleko było na wagę złota, że w domu pojawiał się kontroler węszący spisek. Jednak, jak to dziecko, oplata te złe wspomnienia w kolorowe obrazy oraz stara się zapamiętać też to, co było dobre.

Hawana w obrazie reżysera jest przepiękna, słoneczna, pełna uśmiechu. Budynki sprawiają wrażenie podniszczonych, lecz ludzie w nich żyjący zdają się być optymistycznie nastawieni wbrew politycznym rewolucjom. Ilość zakazów rośnie, liczba kontroli również, choć nikt nie sprawia wrażenia, aby zbyt tym się przejmował. Być może to kwestia życia w trudnych czasach od dłuższego czasu, być może zmiany nie robią już na Kubańczykach wrażenia. Być może dziecięca wyobraźnia pragnęła jakoś uporać się ze złymi wspomnieniami, wyostrzając te pozytywne i je jeszcze mocniej koloryzując.

“Segio i Siergiej” to przede wszystkim ujmująca historia o przyjaźni, w której nie liczą się odległość, narodowość czy język (w filmie bohaterowie posługują się aż trzema językami). Ważna jest wzajemna pomoc, troska, zainteresowanie, wspólne szukanie rozwiązania. Łączą ich także polityczne nastroje (także Petera, który szuka amerykańskiego spisku w lądowaniu na księżycu), mimo, że czasem nie do końca zgadzają się w swoich poglądach.

Wiadomo, że widok kosmosu czy wszelkie sceny dziejące się na Mirze bolą oczy. Wszystko to spowodowane jest niskim budżetem filmu, dlatego nie warto przykuwać do nich uwagi. Jednak wszelkie sceny okraszone są po trosze dozą fantazji narratorki, przez co spoglądamy na wszystko jej oczami, a nie naszymi, dorosłymi, oczekującymi bezwzględnego realizmu.

Jest kilka dialogów, kilka scen w produkcji Daranasa, które drażnią ucho lub oko, które wydają się być nieco nie na miejscu. Jak ta, w której Peter stara się opowiedzieć o drugiej wojnie światowej i rodzinnej przeszłości czy ta, w której urzędnik wchodzi niezapowiedzianie do mieszkania Sergia. Jednak ostatecznie to przyjemna, nieco satyryczna (na pewno mniej satyryczna niż twórcy chcieliby, aby była) opowieść, która wprawia w dobry humor, choć nie zapadnie na dłużej w pamięci widza.

Ocena: 6/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *