Recenzja nowego wydania książki “Mały Książę” (Antoine de Saint-Exupéry): ilustracja znaczy pogłębienie

Któż z nas nie zna “Małego księcia”? Nawet, jeśli, w jakiś magiczny sposób, udało się komuś nie przeczytać tej powiastki filozoficznej, to z pewnością o niej słyszał lub kojarzy choć jeden cytat. Na najsłynniejszym utworze Antoine de Saint-Exupery’ego wychowały się całe pokolenia Europejczyków, w tym także Polaków (w Polsce po raz pierwszy została wydana zaledwie dwa lata po II wojnie światowej). Uczyła tego, czym jest przyjaźń, dorosłość, dorastanie, odpowiedzialność. Dla wielu czytelników to lektura, która w jakiś sposób ukształtowała ich wrażliwość a równie wielu często do niej wraca. Dla mnie – ciężko byłoby sobie wyobrazić rok bez przeczytania “Małego księcia”.

Uważam, że recenzowanie tak ważnej publikacji w historii literatury (ważnej chociażby ze względu na jej zasięg i ilość czytelników przez kilkadziesiąt lat) byłoby wręcz nie na miejscu. To jedna z książek, które dedykowane są nie tylko dla dzieci, ale przez swoją wymowę – także dla dorosłych. Ba, sam Saint-Exupery dedykuje ją właśnie dorosłemu czytelnikowi. W końcu Mały Książę szuka odpowiedzi na pytania, które nurtują nie dzieci a nas – dorosłych, którzy czytają tę historię swoim dzieciom, bratankom, bratanicom, siostrzeńcom czy siostrzenicom przed snem.

Ostatnio Wydawnictwo Znak Emotikon postanowiło wznowić ten utwór w Polsce i wydać go na nowo. Tłumaczenie Henryka Woźniakowskiego jest wielce zbliżone do tłumaczenia Ewy Łozińskiej-Małkiewicz z lat 90. XX wieku, na którym to się wychowałam. Uważam, że to ogromny plus, ponieważ to właśnie z tego tłumaczenia pamiętamy najwięcej cytatów. Nadal najważniejsze maksymy zostaną z łatwością zapamiętane przez młodszego odbiorcy, a także przywołają falę wspomnień i sentymentu temu dorosłemu, który mu ją czyta.

W tym wydaniu jednak nie tłumaczenie jest jednak najważniejsze, a oprawa graficzna Pawła Pawlaka. Ilustracje, którymi wypełnił “Małego księcia” nie są podobne do tych, które znamy z poprzednich wydań. Tym razem jest nieco bardziej abstrakcyjnie, innowacyjnie, a przede wszystkim – to właśnie one sprawiają, że zauważamy właściwego czytelnika powiastki. Króluje tutaj geometria – kanciaste, jak i owalne kształty, również w budowie postaci. Zarówno Mały Książę, jak i Król czy Lis, składają się bardziej z elementów tworzących całość niż od razu przywodzą na myśl spójny wygląd. Gwiazdy to kolorowe, pastelowe kółka, na które składa się wiele barw, szczególnie takich, z którymi obecnie stykamy się w wielu miejscach. Prezentując taką złożoność łatwiej dostrzec, przynajmniej podświadomie, wielowymiarość tekstu, jak i jego wymowy. Pawlak wydobywa pewnego rodzaju głębię z treści, którą ilustruje, podkreślając złożoność historii, zmuszając podświadomie “malucha” do poważniejszego, wrażliwszego spojrzenia na lekturę.

Uważam, że każdy rodzic swojemu dziecku powinien na pewnym etapie rozwoju przeczytać “Małego księcia”. Później, to samo dziecko, wróci do tej powieści bardziej świadomie, będąc już na etapie poszukiwań odpowiedzi na ważne pytania. Być może to dziecko stanie się dorosłym, który, co jakiś czas, będzie sobie przypominał, co jest ważne w życiu – ot, tak, aby przypadkiem się nie zagubić. Każdy z nas powinien czasem narysować Małemu Księciu baranka, może nawet takiego, jakiego rysuje Paweł Pawlak, aby wiedzieć, że nadal jest empatyczną, szukającą w sobie dobroci osobą.

Ocena: 8/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *