Recenzja serialu “Great News”, sezonu pierwszego: jaka córka, taka matka

Na “Great News” natrafiłam zupełnym przypadkiem, jadąc przez kilka godzin jako pasażer w aucie. Akurat Netflix podpowiedział mi, że to może mi się spodobać. Serial komediowy, dziesięć odcinków, stosunkowo krótkich. Pochłonęłam go w tej trasie jak zahipnotyzowana. Dlaczego? Ponieważ coraz rzadziej zdarza się natrafić na serial komediowy, który naprawdę bawi i nie przedstawia swoich bohaterów w stereotypowy sposób.

Katie (Briga Heelan) pracuje jako producentka serwisu informacyjnego. Na razie przydzielane jej są błahe, zabawne tematy emitowane na końcu każdego programu. Jednak to pracowita dziewczyna, ambitna, marząca o pięciu się po szczeblach kariery i całkiem dobrze rokująca w oczach swojego szefa. Pewnego dnia jej matka informuje ją, że marzy o studiach producenckich i pracy w telewizji. Carol (Andrea Martin), dość apodyktyczny rodzic, zostaje zatrudniona jako stażystka w tej samej stacji co Katie. Obie kobiety próbują odnaleźć się w nowej sytuacji i odkryć, jak razem spełniać własne marzenia.

Seriali o telewizji i programach informacyjnych już trochę powstało – wystarczy przypomnieć sobie “Rockefeller Plaza 30”, który swego czasu podbijał serca nawet polskich widzów. Nie można zatem powiedzieć, że pomysł na taką fabułę jest szczególnie oryginalny, jednak ma swój największy atut – wprowadzenie relacji matka-córka. To najmocniejsza strona serialu w bardzo wielu aspektach – grze aktorskiej, kreacji bohaterek, jak i przełożeniu wagi na stosunki rodzinne. Katie i Carol są ze sobą niezwykle zżyte, polegają na sobie nawzajem, wspierają się w trudnych chwilach, a przy tym mocno się przy sobie irytują, bo, jak z łatwością można przyznać (choć one to mocno wypierają), mają nad wyraz zbliżone charaktery. Przy czym Briga Heelan i Andrea Martin wytwarzają na ekranie niesamowitą naturalność, którą “kupuje się od razu”. Żadna z nich nie zawłaszcza dla siebie przestrzeni, współgrając ze swoją partnerką.

Sama Carol to wyjątkowa postać. Pojawia się jak burza w studiu i wywraca życie wszystkich do góry nogami. W związku z tym, że całe życie miała zawód “żona i matka”, teraz odzywają się jej instynkty macierzyńskie wobec całej grupy ludzi. Pragnie, aby wszyscy się przyjaźnili, aby każdy był szczęśliwy i traktował współpracowników jako drugą rodzinę. Jest coś niesamowicie rozczulającego w tej jednoczącej postaci, co sprawia, że chcielibyśmy, aby przytuliła także nas.

Bohaterowie drugoplanowi to też swego rodzaju “petardy”, które, gdyby je rozwinąć i dać im parę epizodów więcej, mogłyby podbić serca odbiorców. Szef Katie (Adam Campbell), z boskim brytyjskim akcentem, to mieszanka tchórza, człowieka walczącego o własne poczucie wartości, wielkiego serca i ogromnego talentu. Od początku można podejrzewać, że jeśli Katie będzie miała jakiegoś wybranka serca, świadomie czy nie, będzie to właśnie Greg. Cudowna parę tworzy też duet prezenterów (John Michael Higgins oraz Nicole Richie), reprezentujących zupełnie inne pokolenie, ale oboje cechuje narcyzm najwyższej próby. Przez różnicę wieku nie mogą zupełnie się porozumieć, znaleźć wspólnych tematów do rozmowy i oboje mocno chcą postawić zawsze na swoim. Nie muszę chyba mówić, że rodzi to całe mnóstwo komicznych sytuacji, a w szczególności słownych nieporozumień. W tle pojawia się także pogodynka Beth (Tracey Wigfield) czy nerd-siedzący za reżyserką Justin (Horantio Sanz), którzy są tak wdzięcznymi dziwakami, że nie wiadomo, czy lepiej się z nimi utożsamiać, kibicować czy się z nich śmiać.

Przeważa tutaj komizm typowy dla sitcomu – lekki, lecz nieobraźliwy i akceptowalny przez każdego rodzaju odbiorcę. Nie uświadczymy humoru rodem z nieśmiesznych komedii hollywoodzkich, a raczej z pociesznych filmów indie. Najwięcej śmiechu dostarczają relacje i kryzysy między poszczególnymi parami bohaterów, zestawionych w najdziwniejszy sposób, jak np. Chuck i Carol, która jest tą osobą, której mu brakowało w pracy.

“Great News” nie jest w żaden sposób wybitny czy nowatorski. Absolutnie to nie ten rodzaj produkcji, nad którym się zachwycicie i będziecie z niecierpliwością oczekiwać kolejnego sezonu. To po prostu dobry serial komediowy, który Was rozśmieszy, który nie traktuje swoich odbiorców jak półmózgów, który ma świetnie napisane i zagrane postaci. Gdyby dostał szansę na rozwinięcie skrzydeł mógłby stać się serialem, który wpisze się w stałą ramówkę niektórych widzów. Ponieważ to, co można było zobaczyć w pierwszym sezonie jest co najmniej zadowalające i ukierunkowane we właściwą stronę.

Ocena: 6/10

 

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

2 przemyślenia nt. „Recenzja serialu “Great News”, sezonu pierwszego: jaka córka, taka matka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *