Recenzja książki “Dietoland” Sarai Walker: manifest kobiecości

Walka o prawa kobiet trwa nieustannie. Walczymy o swoje miejsce w świecie wytrwale, z coraz większą determinacją, coraz mocniej zaznaczając, że też mamy głos, nie jesteśmy przedmiotami i nie można samowolnie decydować o naszym losie. Sarai Walker wraz ze swoją powieścią idealnie wpasowuje się w podobne hasła dążące do równouprawnienia. To manifest kobiecości, rozprawiający się ze stereotypami piękna, które zaczęły kontrolować naszymi przekonaniami od pojawienia się supermodelek i czasopism o modzie. Jednak czy ten manifest jest w każdym celu słuszny? Czy w którymś momencie autorka nie zaczyna przesadzać?

Plum Kettle odkąd pamięta walczy z swoją wagą. Kolejne diety, programy odchudzające nie przynoszą jednak upragnionego efektu. Podejmuje więc decyzję o przeprowadzeniu operacji zmniejszania żołądka. Czeka na rozpoczęcie życia, tego prawdziwego, gdy już, po utracie niemalże 100 kilogramów, zacznie być Alicia – szczupła, pewna siebie kobieta, która może mieć wszystko, czego zapragnie. W związku z nieoczekiwanym ciągiem zdarzeń trafia na swojej drodze na Verenę, która proponuje Plum układ – w zamian za wykonanie kilku zadań (mających na celu zrezygnowanie z operacji) dostanie od niej dwadzieścia tysięcy dolarów. Czy Nowy Program Baptism sprawi, że dziewczyna zmieni decyzję o zmniejszeniu żołądka?

Pierwsza część powieści to świetnie poprowadzona historia o młodej kobiecie codziennie walczącej z wyśmiewającym się z niej światem. Wszystko w życiu Plum zdefiniowane jest przez jej wagę. Uważa, że jej niemalże trzydzieści lat egzystencji to tylko bolesny wstęp do stania się Alice, wymarzonym alter ego. Pracując w czasopiśmie dla młodzieży odpowiada na pytania czytelniczek w imieniu redaktor naczelnej. Na szczęście nie musi siedzieć w wielkim biurowcu wielkiej korporacji, gdzie pracują tylko perfekcyjni ludzie z gładką cerą i noszący rozmiar “zero”. Plum nie wychodzi na randki, nie wychodzi do baru, nie spotyka się z przyjaciółmi wśród innych ludzi. Ba, właściwie to nawet nie bardzo ma przyjaciół.

Świat nauczył ją postrzegania siebie w ten sposób – jako otyłą osobę, która nie ma prawa żyć wśród innych. W wieku dwudziestu kilku lat należy do Strażników Wagi, czyli liczy nieustannie kalorie i stara się maksymalnie zmniejszać ich spożycie. Gdy była nastolatką stosowała Program Baptism, który polegał właściwie na jedzeniu niejadalnych, gotowych potraw, picie obrzydliwych koktajli oraz szybkim wzbogaceniu się pomysłodawczyni tej diety cud. Teraz, czekając na operację żołądką, w końcu spełni swoje marzenia o nowym, szczupłym życiu. Codzienne słuchanie przytyków, wyśmiewania przez obcych, godzenia się na ludzką podłość, branie od lat antydepresantów i brak czułego, intymnego kontaktu z drugim człowiekiem doprowadza ją na skraj wytrzymałości.

Niestety, druga część książki mocno epatuje feminizmem, który zdecydowanie zmierza w złą stronę. Co kilka rozdziałów dowiadujemy się nowych szczegółów o istnieniu tajnej organizacji – Jennifer – która wbrew prawu ściga gwałcicieli, morderców i wszelkich mężczyzn, którzy krzywdzą kobiety lub żerują na ich słabościach. Trudno nie kibicować takim działaniom, lecz w ostatecznym rozrachunku wiemy, że to jest złe. Moralny dysonans odczuwamy nie tylko my, czytelnicy, ale także bohaterki (ponieważ bohaterowie, rodzaj męski, występują tylko w postaci bandytów i najgorszych zwyroli), które zastanawiają się, do którego momentu można walczyć z systemem, a w którym przekraczamy granicę stając się tymi złymi.

W ostatecznym rozrachunku Sarai Walker próbuje rozliczyć się z dzisiejszym światem, który mówi kobiecie “musisz mieć rozmiar “0”, nosić sukienki i używać rozświetlacza – w innym wydaniu w miejscach publicznych się nie pokazuj” i chwała jej za to. “Dietoland” doskonale się czyta… do pewnego momentu, dopóki nie wkracza irytujący radykalny feminizm, fantatyzm oraz palenie czarowników na stosach. Postaci ostatecznie przestają być sympatyczne, a główna bohaterka pała nienawiścią do całego świata (choć przynajmniej już nie do siebie). Wydaje mi się, że gdyby autorka nie starała się wszystkiego wyolbrzymić, stawiając patriarchalny świat mężczyzn za wzór piekła, robiąc ze swoich bohaterek kolejne Xeny Wojowniczki, a pozostała przy krytycznym podejściu świata do osób niewymiarowych czy po prostu takich, które nie wpisują się w kanon piękna Vogue, efekt byłby piorunujący. Niestety, przedobrzyć jest też niedobrze.

Ocena: 6/10

 

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *