Recenzja książki “99 dni lata” (Katie Cotugno): najdłuższe lato w życiu

Pamiętacie to najdłuższe lato w swoim życiu? To między zakończeniem szkoły średniej a studiami? A może te upragnione wakacje są jeszcze przed Wami? Mając tyle lat, ile mam, wydaje mi się, że to jeden z najpiękniejszych okresów w młodym życiu – gdy jeszcze nie musicie być do końca odpowiedzialni, a jednocześnie możecie decydować o sobie. Gdy macie jeszcze prawo do błędów, jednak musicie znosić ich konsekwencje dotkliwiej niż parę lat wcześniej. Nie każdy musi mieć te najdłuższe wakacje w swoim życiu, ale każdy przechodzi etap między nastolatkiem a młodym dorosłym. Gdy decyduje kim się stanie i jakie decyzje będzie podejmować. Ale przedtem niemalże każdy może trochę nagiąć reguły, żeby dowiedzieć się, czego w dalszej drodze potrzebuje.

Molly ostatnią klasę liceum spędziła w szkole z internatem w innym mieście. Teraz wraca do rodzinnego miasteczka na lato. Czeka ją 99 dni w domu, w miejscu, w którym wszyscy ją nienawidzą. Każdy popełnia błędy, lecz jej poznało pół kraju – jej matka przerodziła jej sekrety w powieść, która stała się bestsellerem. A przede wszystkim poznał je Patrick, jej ówczesny chłopak, jej pierwsza miłość. Czy powrót do domu oznacza ponad trzy miesiące piętnowania przez rówieśników w miasteczku? Czy jest możliwe znalezienie wspólnego języka z trójką rodzeństwa Donnelly’ch? Czy jej druga rodzina, ta, którą zdradziła, może jej jeszcze wybaczyć?

Początkowo powieść Katie Cotugno niezmiernie mnie irytowała. Co i rusz myślałam – “o czym ja, do kurzej nóżki, czytam? O dziewczynie, która nie potrafi uszanować siebie i swoich przyjaciół? Która ma pstro w głowie i nie umie podejmować decyzji?”. Jednak po kilkudziesięciu stronach zrozumiałam, że podeszłam do tej powieści z całkowicie złej strony. Przypomniałam sobie, kim byłam i jak się zachowywałam, gdy skończyłam liceum a jeszcze czekałam na rozpoczęcie studiów. Jak wiele wątpliwości we mnie się rodziło w związku z wyborem kierunku czy pożegnaniem się z pewnymi znajomościami. Wtedy można było trochę więcej wybaczyć, trochę bardziej zaszaleć, nauczyć się wiele na swoich błędach.

Gdy przestał mnie męczyć relatywizm moralny powieści okazało się, że mocno utożsamiam się z Molly. Jej niezdecydowanie, egocentryzm, uciekanie od problemów niejednokrotnie potrafi wyprowadzić czytelnika z równowagi. Jednak, jeśli jeszcze niedawno przechodziliśmy podobne rozterki bądź dość dobrze pamiętamy życie na progu nastoletniości i dorosłości, szybko zaczniemy rozumieć główną bohaterkę, żądną porywów serca. Molly długo dźwiga ciężar swej zbrodni, odbywa zasłużoną karę, aby dojść do zaskakujących wniosków – nie wszystkie przyjaźnie licealne powinny przetrwać poza liceum. A to jest najpiękniejsza puenta, jaką z tej historii mogłam jako czytelnik wyciągnąć.

Autorka może nie potępia radykalnie poczynań głównej bohaterki, lecz zwraca uwagę na powszechny schemat, który utkwił w społeczeństwie. W momencie zdrady lub społecznie nieakceptowalnego zachowania potępiana jest przede wszystkim kobieta, a poczynania mężczyzny schodzą gdzieś na bok. Molly za swój błąd o wiele mocniej “oberwała od życia” niż jej partner w zbrodni. Także autorka postaci chłopaków potraktowała po macoszemu, podchodząc do nich z pewną niechęcią. Patrick to najbardziej infantylna z postaci, skupiona na sobie oraz na swoim postrzeganiu świata; Gabe może trochę się broni za sprawą opiekuńczości, ale ostatecznie w moich oczach wypadł jako przechwalający się brat walczący z młodszym rodzeństwem. Zabrakło mi głębszego pogłębienia psychologicznego tych dwóch postaci, jednak rozumiem zamysł autorki – po prostu nie było czego zgłębiać.

Napisana lekkim językiem książka jest idealną lekturą na lato. Rozdziały podzielone na dni wraz z pierwszoosobową narracją prowadzoną przez Molly umożliwiają czytelnikowi jeszcze łatwiejsze wczucie się w rolę nastolatki w jednym z pierwszych granicznych momentów jej życia, a jednocześnie przyspieszają instynktowną lekturę.

“99 dni lata” to przyjemna książka na letni wieczór, jednak nie taka beztroska, jak mogłoby się z początku wydawać. Doświadczycie kilka zwrotów akcji, miłosnych uniesień, gniewu na przyzwolenia bohaterki na przemoc wobec niej, kilka razy zatęsknicie za tym przepięknym najdłuższym latem w życiu, a kilka razy zwątpicie w to, że mogliście czasem zachowywać się podobnie. Zależnie od wieku odbiorcy będzie wywoływać inne emocje, jednak na pewno jakieś wywoła. Dla mnie powtórzyła te wnioski, do których doszłam kilka miesięcy temu – niektóre przyjaźnie muszą odejść w niepamięć po pięknym lecie, ponieważ ludzie dorastają, często w innych kierunkach i czasem już nie znajdziemy wspólnego języka z najlepszym kumplem z dzieciństwa.

Ocena: 7/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

2 przemyślenia nt. „Recenzja książki “99 dni lata” (Katie Cotugno): najdłuższe lato w życiu

  1. Doskonała recenzja. Ja już po lekturze i jestem nią zauroczona. Czas kiedy miałam te 18-19 lat dawno za mną a dzięki tej książce wzięło mnie na wspominki 😉

    1. Dziękuję za miłe słowa! 🙂 Miałam dokładnie te same odczucia, dlatego ciężko było negatywnie osądzać niektóre wybory bohaterów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *