Recenzja filmu “Deadpool 2”: dissy z DC w rytmie dubstepu

Deadpool to chyba jedna z najbardziej plastycznych postaci w całym Marvelu. Nie dość, że to przezabawny gość przekraczający regularnie granice czarnego humoru, superbohater często zmieniający fronty i charyzmatyczny facet mający dystans do wszystkiego, to w dodatku zdaje sobie sprawę z tego, że jest postacią komiksową i często zwraca się do odbiorcy. Wiemy, że filmowy “Deadpool” pokazał, że kino spod znaku adaptacji obrazkowych historii nie musi być ugrzecznione, a może być skierowane dla dorosłych. Wiemy, że okazał się jedną z lepszych produkcji o bohaterze Marvela. Czy sequel utrzymał poziom swojego poprzednika? A może poszedł o krok dalej?

“Deadpool 2” to kolejny film, w którym recenzentowi nie wolno wręcz zdradzać fabuły. Więc w jednym zdaniu: na Ziemię przybywa z przyszłości niejaki Cable (Josh Brolin), aby zabić mutanta Russella (Julian Dennison) a Wade Wilson (Ryan Reynolds) stara się chłopaka ochronić.

Największym zagrożeniem filmu wydawał mi się ciężar żartów. Obawiałam się, że skoro “jedynka” szokowała niewybrednym humorem, to sequel może powiewać nudą albo niezbyt wyczerpującą kreatywnością. Na szczęście mocno się myliłam. “Deadpool 2” przekracza wręcz kolejne granice, twórcy pozwalają sobie na posuwanie się o krok dalej w gagach, które mimo to nigdy nawet nie ocierają się o kloaczne. Chociaż duża część rozśmieszania publiczności połączona jest z easter eggami ukrytymi w filmie (“Deadpool 2″ to ich prawdziwa kopalnia dostarczająca mnóstwo frajdy!). Znalazło się miejsce na dissowanie DC, wymienianie numerów komiksów, a najwspanialsza scena rozgrywa się tuż po wstępnych napisach końcowych. Ba, samo intro filmu pogrywa z pewnym znanym popkulturze bohaterem oraz pewną, do niedawna bardzo znaną, piosenkarką.

Nie zabrakło również pojawienia się kilkukrotnie Wolverine’a, chociaż sam Hugh Jackman w filmie nie występuje. Scenarzyści, Rhett Reese i Paul Wernick, mocno się postarali w swojej inwencji, tym bardziej, że pewne żarty nawet po pierwszej części “Deadpoola” widzom absolutnie się nie znudziły. A wystarczyło podkręcić lekko pokrętło i dostaliśmy bardziej pikantny sequel.

Trzeba przyznać, że produkcja reżysera “Johna Wicka” to także świetne wybory castingowe. Josh Brolin w roli Cable’a łączy wrażliwość postaci z jej determinacją, Zazie Beetz jako Domino cieszy przede wszystkim oko, ale dostarcza sporo radości w roli badass woman, przed którą ciężarówki łamią się w pół. Brianna Hildebrand hipnotyzuje zabójczym spojrzeniem i założę się, że cała sala zaczęłaby klaskać, gdyby w końcu kopnęła “Czerwonego” w jaja.

Co ciekawe, ostatecznie trudno znaleźć tutaj wyraźnego złola. Zdecydowanie kino komiksowe zmienia swoje spojrzenie na szwarccharaktery, zmęczone tym, że brak im zazwyczaj było logicznej motywacji. Formuła się zmienia, co powinno nas, widzów, mocno cieszyć. “Deadpool 2” w tym kontekście to także po prostu fajna historia, którą dobrze się ogląda, a nawet może lekko na koniec zaskoczyć. 

Już pojawienie się teledysku Celine Dion z tańczącym Wade’m wydawało się podejrzanym zagraniem reklamowym, dlatego nie powinno dziwić, że obraz Leitcha wyróżnia się ścieżką dźwiękową. Znane ballady przy scenach walki? Czemu nie! Dubstep, gdy Deadpool tego zażąda? No jasne! Szydzenie z Iron Mana przez muzykę? Strzał w dziesiątkę.

“Deadpool 2” to rozrywka nie tylko dla fanów komiksów Marvela, ale także dla postronnego odbiorcy. Oczywiście, większość easter eggów znajdzie lub zrozumie jedynie część widowni, która zaznajomiona jest z popkulturą dość mocno i na bieżąco śledzi nowości kinowe, książkowe, komiksowe bądź serialowe. Jednak ostatecznie to film, który po prostu bawi na każdym poziomie, w którym ewentualne przestoje nie są odczuwalne, który ma dystans do siebie i do widzów. Nie zdążycie wykrzesać z siebie innych emocji niż śmiech i rozczulenie (chociaż nadrabia za Was Wade, który w tej części jest bardziej otwarty… emocjonalnie), a po seansie będziecie naładowani pozytywną energią. Frajda jak drugie skorzystanie z kolejki górskiej za dzieciaka – niby wiecie o co chodzi, niby temat już znany, ale bicie serca z przejęcia pozostaje tak samo silne.

Ocena: 8/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *