Recenzja filmu “Nie jestem łatwy”: emancypacja mężczyzn

Ileż to filmów o zamianie ról oglądaliście? Trzy, cztery czy dziesięć? Co jakiś czas powstają głośne hollywoodzkie komedie, które traktują o tym, jak to bohaterowie – przyjaźniący się lub będący rodziną – o kompletnie różnych stylach bycia i charakterach przez przypadek wpadają na słup, trafia ich piorun czy inny niefortunny dar od losu. Wtedy zamieniają się swoimi życiami, wchodzą w czyjeś buty i dostają olśnienia, dlaczego im przez cały czas nie wychodziło. Niekiedy takie produkcje są bardziej śmieszne od innych. Niekiedy wydają się nieco świeższe. A niekiedy nawet nie pochodzą z fabryki snów, a z Francji.

Damien (Vincent Elbaz) nie jest zbyt przyjaznym mężczyznom wobec kobiet. Każda noc to nowa przygoda, raczej nie zapamiętuje imion, a o oddzwanianiu tym bardziej nie ma mowy. Pewnego dnia idąc z przyjacielem ulicą wpada na słup. Po wypadku dociera do domu, idzie spać, a gdy się budzi… w jego szafie nie ma już męskich dżinsów, tylko ubrania, które pstrzą się kolorami i daleko im do garnituru. Gdy dociera do pracy i wychodzi na miasto jest w szoku. Świat się zmienił nie do poznania. Teraz to mężczyźni są kurami domowymi, a kobiety zdradzają i zarabiają na życie dla całej rodziny. Czy uda mu się wydostać z takiej rzeczywistości? Czego się nauczy po drodze?

Sam koncept filmu od początku wydaje się być trafieniem w dziesiątkę. Świat, w którym to kobiety mają władzę, chodzą w garniturach, piastują wyższe stanowiska, wykorzystują facetów do seksu, a ci za to siedzą w domach opiekując się dziećmi, wykonując obowiązki domowe i chodząc przed południem na pilates, wydaje się, co najmniej, intrygujący. Z jednej strony – to pouczające, jak obie płcie potrafią reprezentować skrajną hipokryzję, z drugiej – jak mocno momentami są do siebie podobne. Gdyby nie była to tylko komedia, prawdopodobnie to nośny temat do stworzenia filmu zaangażowanego w walkę płci i nierówności z niej wynikające.

Przez cały seans odnosiłam wrażenie, że oglądam film, który powinien być czymś więcej niż jest w rzeczywistości. Chociaż to komedia – nie bardzo było mi do śmiechu, nie znajdywałam żadnych gagów, które wywoływałyby mój uśmiech wyłącznie z rozbawienia (a nie dlatego, że oglądam bardzo uroczą scenę). Cóż, może jedynymi scenami, które ratowały tę sytuację, były te wygrywane przez męsko wyglądającego Elbaza, a przedstawiającego jego narcyzm i zniewieścienie. Gdyby przeformułować nieco ciężar samej historii, efekt mógłby być o wiele lepszy, choć skrajny. Albo dostalibyśmy prześmieszną komedię w stylu “zamiana ról”, albo gorzko-smutną historię o tym, jak to obie płcie uzmysławiają sobie swoje grzechy i niekoniecznie przechodzą transformację.

W filmie Eleonore Pourriat zabrakło mi głębszego przedstawienia bohaterów przed przemianą. Chciałabym bardziej poznać Damiena i jego grzeszki niż tylko kilka szybkich scen wprowadzających widza w sytuację (dość zresztą sztampową). Mocniej wnikamy w psychikę kobiety w “drugim wymiarze”, ponieważ to właśnie na te aspekty położono największy nacisk. To kobiety są uciśnione, kobiety są biedne, kobiety nie mają siły – przedstawienie ich nastawienia przez pryzmat zniewieściałego faceta intensyfikuje ten problem wraz ich częste niskie poczucie własnej wartości.

Najbardziej spodobały mi się smaczki kpiące ze stereotypów kulturowych. Scena, w której Alexandra (Marie-Sophie Ferdane) otwiera po raz pierwszy drzwi Damienowi w rozpiętej, białej koszuli i dość opiętych garniturowych spodniach, uzmysławia nam, że “halo, coś tu jest nie tak!”. Dlaczego to kobieta zatrudnia mężczyznę? Dlaczego ma rozpiętą koszulę? Dlaczego w ogóle nosi coś a la garnitur?! Okazuje się, że nasz mózg wolno przetwarza tę zamianę ról, ponieważ odkąd oglądamy filmy, wiemy, że to facet przyjmuje nowe sekretarki w rozpiętej koszuli. Absolutnie, nigdy, nie na odwrót.

Jednocześnie, w nienachalny sposób, “Nie jestem łatwy”, to film uzmysławiający w jak bardzo patriarchalnym społeczeństwie żyjemy. Nie oszukujmy się, większość rzeczy przedstawionych w produkcji (choć odwróconych rolami) to coś, co wydaje nam się oczywiste. Każdy wie, jak nierówno jesteśmy traktowani jako kobiety i jako mężczyźni. Zarówno społecznie, jak i w relacjach bardzo intymnych. Szkoda, że twórcy nie odpowiadają na pytanie “jak wyglądałby świat, gdybyśmy wszyscy byli równi?”.

“Nie jestem łatwy” to film nieco zagubiony gatunkowo. Pomysł na scenariusz sugerowałby mocniejszą formułę, która zapewniłaby mu większy wydźwięk. Jednak trudno dać się porwać tej historii, której ostatecznie zabrakło werwy. Cieszy jednak odejście od sztampowego rozwiązania historii, która sprawia, że widz dostaje całkiem zaskakujące zaskoczenie. Nawet jeśli całość ma źle rozłożone akcenty, to właśnie finałowa scena podnosi widza na duchu. Da się zakończyć taki typ filmu w inny sposób? Da! Czy film z takim scenariuszem powinien na pewno być komedią? To już zupełnie inna sprawa.

Ocena: 6/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *