Recenzja filmu “Kształt wody”: (nieprzekonująca) uczuciowa baśń

Guillermo del Toro nie pokochałam ani trochę za “Labirynt Fauna”. Próbowałam kilka razy – film mnie nie ujął, nie obudził żadnych emocji, choć doceniam jego kunszt. Za to wielbię reżysera za bardziej rozrywkowe produkcje, takie jak “Blade II” czy “Hellboy”. “Kształtowi wody” bliżej jednak do tytułu, który trudno mi ubóstwiać. Opowieść łącząca w sobie elementy baśni i realizmu, społecznego przystosowania i całkowitego niedopasowania, dobra i zła, moralności i jej braku, na pewno jest opowieścią szlachetną oraz hołdującą najpiękniejszym ludzkim odruchom. Jednak czy to wystarcza, aby utrzymać widza przed ekranem? Czy doznamy porywów serca, czy przejdziemy obok romansu z charakterystyką fantasy obojętnie? Czy czegoś w najnowszym obrazie del Toro zabrakło, czy statuetka Oscara to nagroda w pełni zasłużona?

Zimna wojna, Stany Zjednoczone, lata 60. XX wieku. Eliza (Sally Hawkins) jest niema i pracuje w ośrodku badawczym. Nie jest zbyt towarzyska, więc swoje życie ogranicza do przyjaźni z Zeldą (Octavią Spencer), czarnoskórą koleżanką z pracy, i kontaktów z Gilesem (Richard Jenkins), który mieszka tuż obok niej. Życie całej trójki się zmienia, gdy Eliza odkrywa, że w laboratorium znajduje się, otoczony ścisłą tajemnicą, przypominająca człowieka istota zamieszkała w wodzie…

Meksykański reżyser jest mistrzem w zestawianiu ze sobą przeciwieństw i na tej zasadzie buduje cały świat przedstawiony. W “Kształcie wody” baśniowość łączy się z realizmem. Niby mamy do czynienia z wodnym stworem o ludzkich uczuciach, a z drugiej strony tkwimy w USA w latach 60., gdzie rasizm i nietolerancja są wiecznie żywe. Pozornie to nieprawdopodobna opowieść o miłości między człowiekiem a całkowitą aberracją, a w innym kontekście – o moralności, na jaką powinno być stać każdego człowieka.

W takim samym tonie zbudowane zostały postacie. Większość głównych bohaterów to społecznie nieakceptowalne jednostki, których istnienie jest spychanie na margines. Eliza przez to, że jest niema, Giles za sprawą bycia homoseksualistą i alkoholikiem, a Zelda – bycia czarnoskórą. Nie są oni tolerowani przez te grupy społeczne, które przez ogół są najmocniej szanowane oraz doceniane. Strickland (Michael Shannon) reprezentuje właśnie tę drugą grupę. To człowiek z określoną pozycją, który teoretycznie może więcej, lecz którego potknięcie jest bardziej wstydliwe oraz przynosi o wiele groźniejsze konsekwencje.

Del Toro ewidentnie staje po stronie tych nieco ułomnych bohaterów, przekazując w prosty sposób, że bycie nieprzystosowanym jest w porządku. Jednocześnie przedstawia swoich bohaterów jako nad wyraz szlachetnych, kierujących się jedyną prawidłową moralnością. Mimo, że sam przekaz wydaje się bardzo cnotliwy oraz czysty, pojawia się w nim pewien fałsz. Rozumiem, że mamy do czynienia z baśnią, z historią o niepełnosprawnej księżniczce o wielkim sercu i bestii, która nauczyła się kochać, ale zabrakło mi w tym wszystkim jakiejś poruszającej wszystkie uczucia prawdy, którą miały chociażby “Tamte dni, tamte noce”.

Pomimo tych kontrastów, łączenia przeciwieństw, gatunków filmowych, wątku romantycznego, który silnie wybrzmiewa, wydaje mi się, że najnowszy film Meksykanina kuleje pod względem fabularnym. W którymś momencie seansu zaczął się on niemiłosiernie ciągnąć, przez co także rozciągać pozytywne emocje, czyniąc z nich ledwo letnią breję, która nie pozostanie z widzem po seansie. Del Toro mógłby uczynić swoją opowieść bardziej skondensowaną, tym bardziej, że jej wymowa jest nad zwyczaj prosta (choć cnotliwa) i schematyczna.

Aktorsko “Kształt wody” wypada niemalże doskonale. Sally Hawkins świetnie gra samą mimiką, a najbardziej uroczo wygląda, gdy jej bohaterka jest radosna. Te sceny wypadają najlepiej, bo najmocniej wygrywa te pozytywne emocje. Trzeba przyznać, że zawsze granie niemej postaci to dla aktora ogromne wyzwanie, z którym Hawkins radzi sobie wybitnie (chociaż nadal wolę jej rolę w “Maudie”). Michael Shannon po raz kolejny wciela się w podobny typ bohatera i chyba trudno, aby się z tej klasyfikacji uwolnił (wystarczy przypomnieć sobie “Zakazane imperium”). Richard Strickland to bohater mocno kontrowersyjny – wierzący, pragnący szacunku, hołdu i pieniędzy, w perwersyjny sposób zainteresowany innością. Shannon już wie, jak wygrywać te mroczne elementy postaci, której nikt nie ma prawa polubić. Richard Jenkins i Octavia Spencer również postarali się o emocjonalne popisy aktorskie, mocno akcentując wrażliwość granych przez siebie bohaterów. Ujmuje mnie Michael Stuhlbarg, który wciela się w naukowca-agenta, znajdującego się pomiędzy dwoma światami – prestiżowym i idealnym, cenionym przez społeczeństwo, a tym, w którym rządzi cnota i inność.

Pod względem muzyki, scenografii i kostiumów najnowszy obraz del Toro prezentuje się nadzwyczajnie. Alexandre Desplat świetnie wyczuł klimat opowieści, a przede wszystkim – dźwięki duszy Elizy (cudowna scena, w której Hawkins tańczy). Scenografia, jak wszystkie elementy mis-en-scene, łączy w sobie ową baśniowość z realizmem, tworząc świat, który jest nie do podrobienia.

Nie potrafię do końca wyjaśnić, czego zabrakło mi w “Kształcie wody”, ponieważ to produkcja dobrze zrealizowana, prosta w wymowie, o uczuciach, o przekraczaniu granic, o moralności, a jednak… nie poruszyło we mnie żadnej struny głębokich emocji. To film ponadprzeciętny, choć del Toro zrobił co najmniej trzy lub cztery o wiele lepsze, a w walce o Oscara miał mocniejszych konkurentów. “Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, “Tamte dni, tamte noce” czy “Lady Bird” to obrazy pozostające z widzem na dłużej, będące również autorskimi dziełami, a mające o wiele silniejszy pierwiastek emocjonalny i bardziej uniwersalną wymową, do tej pory niespotykaną w kinie w takiej formie.

Ocena: 7/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *