Recenzja książki “Chłopak, który bał się być sam” Marieke Nijkamp: ku pamięci Columbine, przestroga dla świata

Wszystko zaczęło się od masakry w Columbine High School w 1999 roku. Dwoje uczniów zabiło 13 osób i raniło 24 innych. Dylan i Eric przyszli do szkoły z bronią z postanowieniem strzelania do wszystkich, których znajdą na swojej drodze. Dziesięć lat później podobna zbrodnia miała miejsce w Winennden w Niemczech. W 2012 roku – w Newtown, Connecticut. To są fakty, o których nie sposób nie myśleć czytając powieść Marieke Nijkamp. “Chłopak, który bał się być sam” to nie tylko fabularyzowana historia o tragedii, która mogłaby się wydarzyć. To próba dociekania, co może się wydarzyć w życiu nastolatka, że znajdzie się on w takim punkcie, w którym jedynym rozwiązaniem staje się namacalna nienawiść do świata.

Opportunity to małe miasteczko w Alabamie, w którym wszyscy chodzą do jednego liceum. Pierwszego dnia nowego semestru dyrektorka szkoły wygłasza w auli do wszystkich uczniów motywującą przemową. Wszystko się zmienia, gdy apel się kończy, a zgromadzeni chcą wyjść na korytarz. Drzwi są zamknięte. Jeden z uczniów zabija dyrektorkę. A potem strzałom i monologom nie ma końca.

Przez kilkadziesiąt pierwszych stron książki przed oczami widziałam kadry z filmu “Słoń” Gusa van Santa. Jeden z moich ulubionych reżyserów stworzył historię na podstawie wydarzeń w Columbine, jednak nie to powoduje uczucie inspiracji autorki. Nijkamp pochyla się nad historią kilku jednostek, którzy mają związek ze sprawcą. Pierwszoosobowa perspektywa zapewnia emocjonalne podejście do lektury, a także pozwala wniknąć w szkolną hierarchię, układ sił czy relację uwięzionych w szkole bohaterów z Tylerem, głównym protagonistą. Gdzieś podczas tej masakry Sylv, Autumn czy Tomas, przechodzą prawdziwą próbę osobowości. Wspominają swoje błędy, przeszłe wydarzenia, to, co ich ukształtowało, wybierają na nowo priorytety oraz zaczynają sobie zdawać sprawę z własnych emocji. W końcu to tylko nastolatkowie, których spotkała tragedia, której nigdy nie mogli przewidzieć.

Książka ponad to wciąga od pierwszego akapitu. Pochłania czytelnika doszczętnie, choć w którymś momencie ta fascynacja budzi niepokój. W końcu jak może nas interesować opis masakry w liceum dokonany przez jednego z uczniów? Jak z tym czujemy się moralnie? Czy to znaczy, że poszukujemy taniej sensacji, tak samo, gdy spowalniamy samochód na drodze przejeżdżając obok auta po wypadku? Ten dysonans moralny, choć okrutny, wynosi powieść Nijkamp na kolejny poziom prestiżu.

Dylan Klebold, jeden że strzelców w Columbine, przed strzelanina w pamiętniku napisał tak: „Samotny człowiek uderza z bezwzględną furią”. Brzmi jak idealny cytat mogący poprzedzać lekturę “Chłopaka…”. Może to kontrowersyjne, lecz nie dość, że ujmuje sens pytania, na które Nijkamp pragnie znaleźć odpowiedź, to jeszcze zmusi wielu młodych czytelników do sprawdzenia kim był Klebold i dlaczego należy zapamiętać to nazwisko – aby nigdy więcej nic podobnego się już nie wydarzyło. Czytając fragmenty akt Klebolda i Harrisa można z łatwością dojść do wniosku, że autorka zrobiła porządny, solidny research przed napisaniem powieści. To ogromny atut, który często pozostaje niedoceniony przez czytelników, a uwiarygadnia wymowę powieści.

Tyler, jako protagonista i ofiara zarazem, doznał w życiu wielu krzywd, niesprawiedliości czy odniósł całkiem sporo porażek. Uważa, że miasto go zawiodło i pozostawiło samego. Nijkamp ostatecznie nie tyle stara się dociec, co może kierować człowiekiem tak mocno załamanym i niezrównoważonym, co przedstawia całą paletę dysfunkcji, która może do takiego momentu doprowadzić. W końcu nigdy nie dowiemy się, który moment stał się punktem zapalnym dla podjęcia decyzji o unicestwieniu siebie oraz swojego małego świata. Czy to w przypadku powieści Holenderki, czy w przypadku szeregu innych osób, które dokonały podobnego czynu.

Akcja “Chłopaka, który bał się być sam” rozgrywa się jedynie w ciągu godziny. Godziny, w trakcie której uczniowie szkoły średniej przechodzą największy życiowy horror i w której życie mieszkańców całego miasteczka się zmienia. Każdy rozdział opowiada o kilku konkretnych minutach, a autorka udziela głosu każdemu z bohaterów, których perspektywę wybrała. O ile jeszcze żyją. Znajdziemy w ich myślach całkiem sporo wspomnień, które pomagają dowiedzieć się, czego doświadczył Tyler oraz oni sami.

Cholernie dobrze, że ta książka powstała. Jeszcze lepiej – że właśnie teraz. Podobnych historii, tych prawdziwych, dziejących się w naszym świecie, jest coraz więcej. Może jako dorośli nie będziemy nigdy mogli przewidzieć nadchodzącej tragedii, bo jesteśmy zbyt daleko od dorastających młodych ludzi, którzy walczą każdego dnia sami ze sobą. W końcu muszą zdecydować się, kim chcą być, jacy chcą być. Jednak “Chłopak, który bał się być sam”, skierowany do młodzieży, może wywołać mały huragan i skłonić do dyskusji. Z pewnością to właśnie rówieśnicy najszybciej dostrzegają, że coś nie tak. Nie bądźmy obojętni, nie bądźmy emocjonalnymi amebami – spójrzmy na siebie jak na ludzi sobie podobnych i szukajmy więzi – przecież samotność jest zapalnikiem agresji. Bo cóż innego, przed taką, czy inną tragedią, może nas uchronić?

Ocena: 8/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *