Recenzja książki “Piękne samobójczynie” Lynn Weingarten: długo wyczekiwany efekt “wow”

Rzadko kiedy narzekam na literaturę young adult. Dlaczego? Ponieważ nawet, jeśli nie jest najwyższych lotów, zazwyczaj staje się idealnym odmóżdżaczem bądź lekturą podnoszącą na duchu w kontekście prawdziwej miłości lub szansy na ułożenie rodzinnych problemów. W kontrze – coraz częściej także gatunek porusza poważne problemy społeczne, nie bawiąc się w sztuczce happy-endy, co też najczęściej tworzy lekturę wartościową i silną w wymowie, nie tylko w potencjale. Trudno znaleźć pozycję, która nie spełnia ani jednego, ani drugiego warunku dobrej literatury young adult. Niestety, “Piękne samobójczynie” znajdują się w gdzieś w odmętach obu tych kategorii.

Jeszcze rok temu Delia i Julie były najlepszymi przyjaciółkami. Niestety, w ich życiu wydarzyło się coś złego, co sprawiło, że ich drogi się rozeszły. Wspólny wieczór z Ryanem, chłopakiem Julie, doprowadził do rozłamu relacji, która wydawała się mocniejsza niż miłość. Rok po tych wydarzeniach Delia odbiera sobie życie. Podpala się żywcem. Jednak czy na pewno? Przecież Delia panicznie bała się ognia… Może za jej śmiercią skrywa się coś więcej? Julie robi wszystko, aby odpowiedzieć na wszystkie dręczące ją pytania.

Na początku powieść jest nudna jak flaki z olejem – akcja rozkręca się w ślimaczym tempie, a czytelnik nie do końca wie, z jakim gatunkiem powieści ma styczność (nie jest to z pewnością celowy zabieg). Jednak nawet to nie jest aż tak irytujące, jak męczący, mocno zdystansowany, kanciasty styl autorki. Wiem, że ten fragment recenzji powinien znaleźć się raczej przy jej zakończeniu, a nie na początku, lecz to istotny aspekt, który lekturę pierwszych stu stron znacząco mi wydłużył. Z kolejnymi rozdziałami zdecydowanie się on polepsza, lecz wstępnie to droga przez mękę – nic w słowach narratora nie brzmi prawdziwie czy naturalnie, kryje się za tym wymuszona sztuczność, oddając poczucie znalezienia się na kiepskim spektaklu amatorskiego teatru, z aktorami, którzy wykonują w ten sposób prace społeczne a nie robią to z pasji.

Dlaczego potem poprawia się forma powieści? Ponieważ Weingarten ją urozmaica. O ile początkowo o wydarzeniach informuje nas wszechwiedzący, trzecioosobowy narrator, potem ta perspektywa przeplata się z pierwszoosobową narracją bohaterów. Ciekawie wkomponowują się także retrospekcje, pomagające zrozumieć uczucia, jakimi kierują się postacie, wyjaśniając genezę relacji Delii i Junie oraz przedstawiają, dlaczego właściwie się ona rozpadła. Szczególnie rozdziały pisane z perspektywy bohaterów są intrygujące oraz stylistycznie o wiele lepsze od pozostałych. Można w nich (w końcu!) wyczuć prawdziwe emocje, których początkowo w książce brakuje.

Powieść Lynn Weingarten jest szalenie nierówna. Jak na thriller psychologiczny (który obiecuje nam blurb) – z którym notabene nie ma nic wspólnego – napięcie zbudowane jest wręcz nieodpowiednio. Przez kilka długich rozdziałów nic konkretnego się nie dzieje, wyjawiane są sekrety, których prawdziwość raz po raz stawiana jest pod znakiem zapytania, lecz, co najważniejsze, dla czytelnika nie stają się one wcale interesujące. Gdy akcja się rozkręca – większość wydarzeń dzieje się na kilkudziesięciu ostatnich stronach powieści. Trzeba przyznać, że rozwiązania fabularne są zaskakujące, co pozwala na częściowe zatarcie w pamięci fatalnego początku powieści.

Na pochwałę zasługują kreacje dwóch głównych bohaterek. To postacie z pewnością niejednowymiarowe, w których tli się pragnienie pozostania dzieckiem. Z pozoru marzą o byciu dorosłymi, jednak podświadomie wiedzą, że otaczająca je rzeczywistość je przerasta, doprowadza do szaleństwa. Ich dorastanie nie jest proste, nie jest schematyczne, nie mają wsparcia rodziców, mają tylko siebie. Chociaż zdaje się, że relacja między nimi nie jest oparta na pociągu seksualnym, łączy je miłość, którą nie sposób nazwać przyjacielską. To właśnie ich związek jest najlepszym elementem powieści – ich emocjonalność, czułość, to, co przeżywają wzajemnie, to, jak bardzo się różnią i to, jak bardzo są do siebie podobne.

Filarem “Pięknych samobójczyń” są główne bohaterki oraz ich emocjonalny związek. Opowiedziany głównie w formie retrospektywy, a także częściowo przez narrację pierwszoosobową, staje się najbardziej wiarygodnym i porywającym elementem powieści. Choć linia fabularna początkowo zawodzi, to trudno nie zadowolić się szokującymi wydarzeniami pojawiającymi się mniej więcej od połowy lektury. Od tego momentu nic nie jest pewne, nic nie jest oczywiste, co podsyca ciekawość czytelnika. Ostatecznie powieść Lynn Weingarten jest jak utwór w wykonaniu początkującego DJ-a – za długo się rozkręca i dochodzi do wielkiego “bum” za długo, choć “bum” samo w sobie robi efekt “wow”.

Ocena: 5/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *