Recenzja filmu “Jeszcze nie koniec”: za zamkniętymi drzwiami

Co się dzieje w domach ludzi, których mijamy na ulicy? Czy mąż bije żonę? A może ją zdradza? Czy dziecko codziennie zastaje na kanapie pijanego ojca? Czy córka za dużo imprezuje? Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami naszych sąsiadów, znajomych, rodziny? Czy naprawdę nasze osądy są prawidłowe czy może to tylko pozory i nie chcemy pewnych rzeczy widzieć? “Jeszcze nie koniec” opowiada między innymi właśnie o tym – o dramacie za zamkniętymi drzwiami, gdy państwo i społeczeństwo nie chcą dostrzec prawdy.

Miriam (Lea Drucker) i Antoine (Denis Menochet) są w trakcie rozwodu. Niestety, nie mogą się dogadać, co do opieki nad dziećmi. Miriam chce sama opiekować się dziećmi, lecz Antoine się na to nie zgadza. Sędzia ustala, że Julien (Thomas Gioria) będzie pod kuratelą obojga rodziców. Czy chłopiec został narażony na ryzyko, czy Miriam wszystko zmyśla?

Pełnometrażowy debiut Xaviera Legranda rozpoczyna się od dwudziestominutowej sceny z prawnikami. Początkowo wydaje się, że ojciec to potulna jak baranek ofiara własnej żony, jej egoizmu oraz chęci zawładnięcia części majątku. Jednak w trakcie rozmowy nasze emocje stają się zmienne, rozchwiane, nabieramy coraz więcej wątpliwości – która strona mówi prawdę? Obok tego pytania pojawia się większa zgroza, która z kolejnymi minutami rośnie – prawo nie chroni dziecka, lecz ma zapewnić równość między małżonkami. Niby dlaczego? Ponieważ chcemy być aż nadto tolerancyjni? Czy system nie chce dostrzegać zła, aby nie narażać się na późniejsze pozwy?

“Jeszcze nie koniec” to rodzaj najsilniejszego dramatu rodzinnego. Cichy, spokojny Julien wędruje między dwoma domami. Nietrudno jednak dostrzec strach w oczach chłopca, obawę, meandrowanie między prawdą a kłamstwem tak, aby nie narazić się rodzicowi. Wiemy, że prawdopodobnie nie tylko on jest ofiarą, skoro w pierwszych minutach filmu dowiadujemy się, że jego siostra nie chce widywać ojca. Wszystko rozgrywa się na naszych oczach, jak i oczach rodziny, niespiesznie, ślamazarnie, potęgując jednak odczucie zbliżającej się tragedii, jakiegoś wybuchu, do którego dojść po prostu musi.

Antoine nie może się pogodzić z porażką – z tym, że stracił rodzinę, że nie potrafi się zmienić, że zaprzepaścił wszystkie szanse. Pogłębiające się uczucie straconej dumy staje się niebezpiecznym zapalnikiem, które, podsycane przez innych uczestników dramatu, doprowadzić może do katastrofy. Nie wiemy, czy Antoine był kiedyś dobrym ojcem i mężem, czy zawsze miał temperament, czy kiedyś kierowały nim inne emocje niż żal i złość. Możemy się domyślać przyczyny rozwodu, jak i przeszłości związku. Możemy się domyślać, co kto w tej rodzinie przeszedł, co działo się do tej pory za zamkniętymi drzwiami.

Moment, w którym Antoine wybucha płaczem przy żonie perfekcyjnie pokazuje syndrom sztokholmski, jakiego nabywa kobieta udręczona. Miriam się nie cofa, Miriam ma odruch, który miała zawsze – pogodzenia się. Ta scena pokazuje, jak ogromną walkę musiała stoczyć sama ze sobą, aby podjąć decyzję o rozwodzie oraz ochronie swojej rodziny przed kimś, kto kiedyś był jej częścią.

Kameralny, wielce wymowny film Legranda to dobry drugi punkt wyjścia w karierze. Jeśli Francuz zacznie tworzyć właśnie takie kino społecznie zaangażowane może zajść bardzo daleko, ponieważ umiejętnie buduje klimat grozy, upadku i ludzkiej bezsilności. Dla reżysera system to zło, przez który wielu kończy marnie, bo urzędnicy zamiast być empatycznymi ludźmi starają się być równymi rozrządcami przestrzegającymi każdego prawnego kruczku. Mimo to, dla mnie siła “Jeszcze nie koniec” tkwi w jego pozornej cichości rodzinnego dramatu. Tak pozornej, że krzyku, który definiuje zakończenie, nie sposób zignorować, a dzwonienie w uszach pozostanie na długo.

Ocena: 8/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

4 przemyślenia nt. „Recenzja filmu “Jeszcze nie koniec”: za zamkniętymi drzwiami

    1. Och, “Custody” męczy psychicznie bardzo. I uzmysławia wiele. Recenzja “Cudownego chłopaka” jeszcze przede mną, ponieważ… niestety, w ogóle mnie nie poruszył i mam z nim sporo problemów. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *