Recenzja filmu “Czarna Pantera”: niech żyje Wakanda!

Po tylu latach, tylu produkcjach wydaje się, że MCU niczym już nie może nas zaskoczyć. A jednak! Zaskoczyli nas “Strażnicy Galaktyki vol. 2” jako bardzo kreatywna space opera, trzecia odsłona “Thora” okazała się mistrzowską, przekomiczną zabawą gatunkiem, a “Doktor Strange” wydaje się wprowadzać do uniwersum postać o zupełnie innej skali możliwości. Nadszedł czas na “Czarną Panterę”. Tytuł, który nie był szalenie wyczekiwany przez fanów MCU, blaknący w cieniu nadchodzącego “Avengers: Infinity War”. Ku zaskoczeniu wielu to właśnie ta produkcja zatrząsnęła komiksowym światem.

“Czarna pantera” poniekąd łączy się z wydarzeniami z “Avengers: Czas Ultrona”. Akcja filmu dzieje się niebawem po ataku w Sokowii oraz śmierci króla Wakandy – T’Chaki. Tron w afrykańskim kraju, który przez świat uważany jest za skrajnie ubogi, musi przejąć jego syn – T’Challa (Chadwick Boseman). Tak naprawdę Wakanda to kraina bardzo zaawansowana technologicznie, będąca w posiadaniu ogromnych ilość bardzo cennego surowca. Mieszkańcy oraz rządzący krajem bronią, aby świat nie dowiedział się o jego dobrobycie oraz potencjale. Jednak, ku zdziwieniu obywateli, chętnych do objęcia tronu i zmiany polityki Wakandy, jest nieco więcej…

To, co rzuca się w oczy po pierwszej czy drugiej sekwencji, to zejście na drugi plan schematu filmu z uniwersum MCU. Mimo, że po raz kolejny dostajemy te same zagrania (szczególnie jeśli chodzi o podobny punkt wyjścia filmu, którego doznaliśmy także w ostatniej części “Thora”) – superbohater, superzłol, walka, to jednak to inna walka niż do tej pory. Dlaczego? Heros nie walczy o uratowanie całego świata, jak miało to miejsce do tej pory. Czy on w ogóle walczy o uratowanie czegoś? Jeśli już to pokoju i ładu w swoim kraju. Jednak superzłol, czyli Killmonger (Michael B. Jordan), nie jest superzłolem z prawdziwego zdarzenia. Nie posiada maniakalnej żądzy zawładnięcia światem, a wręcz przeciwnie – dostrzega pewne wady w polityce prowadzonej przez Wakandę, tylko jego poglądy są nieco zbyt skrajne. Dzięki niemu dostrzega je także T’Challa, który widzi pewną niesprawiedliwość – dlaczego Wakanda nie dzieli się ze światem swoją technologią? Ponieważ tak bardzo boi się ingerencji Zachodu?

“Czarną Panterę” można więc oglądać nawet jako zupełnie oderwany od MCU film, który po prostu jest o walce o tron, o polityce, o priorytetach rządzących, a przy czym jest świeży nie tylko, jeśli chodzi o kino superbohaterskie. Doskonale prezentuje się sama Wakanda, która dla widza okazuje się bardzo egzotycznym miejscem, w którym, swoją drogą, bardzo atrakcyjni ludzie ubierają się elegancko i ekstrawagancko jednocześnie. Trochę żałuję, że zabrakło czasu na zwiedzenie Wakandy dokładniej, lecz nie wątpię, że twórcy zadbają o to następnym razem. Jednak świetnie zostało oddane połączenie technologii oraz siły natury, które muszą żyć w zgodzie i zajmować równe miejsce w świecie tego afrykańskiego kraju.

Dlaczego jeszcze film Ryana Cooglera wydaje się taki innowacyjny? Dzięki bohaterom, a w zasadzie – bohaterkom. Po raz pierwszy w filmie superbohaterskim dostajemy taką damską drużynę, która wydaje się ciekawsza niż tytułowa postać. Nakia (Lupita Nyong’o) to przepiękna kobieta, zakochana w nowym władcy, która uosabia uczuciowe podejście do całego konfliktu. Okoye (Danai Gurira) to kobieta-generał prezentująca siłę, lojalność, oddanie, a jednocześnie będąca jedną z najzabawniejszych postaci w filmie. Shuri (Letitia Wright), siostra T’Challi, łączy w sobie zarówno niewinność, jak i geniusz. Dużo do charakteru tych postaci wnosi obsada aktorska, szczególnie jeśli chodzi o ostatnią z wymienionych, w której grze dostrzec można lekkość i umiejętność wyważenia emocji. Można powiedzieć, że “Czarna Pantera” to film o superkobietach, które super wyglądają.

Nie zapominajmy także o męskiej części obsady. Chadwick Boseman świetnie pasuje do roli opanowanego, logicznie działającego, spokojnego władcy. Jest w nim jakaś estyma, jakieś wyważenie, które powoduje, że jego bohater staje się jeszcze bardziej wiarygodny. Michael B. Jordan za to znakomicie pasuje do roli bohatera niespokojnego, odczuwającego niesprawiedliwość świata, własnego losu, historii, która go spotkała. Mam pewien problem z Martinem Freemanem. Gdy tylko ujrzałam go na ekranie zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest Doktor Strange? Benedict Cumberbatch towarzyszył mu zarówno w “Hobbicie”, jak i w “Sherlocku”, a Freeman nieodzownie kojarzy się z oboma tytułami.

Nie dość, że film jest przepiękny wizualnie dzięki strojom oraz ogólnego klimatu Wakandy, to został obdarzony wybitnie dobrym soundtrackiem. Stworzony między innymi przez Kendricka Lamara oddaje ducha krainy, w której rozgrywa się akcja, głównie przez folkowe akcenty połączone z elektronicznym brzmieniem. Ciężko się z nim rozstać, podobnie jak ze ścieżkami dźwiękowymi z ostatnich filmów MCU – to kolejne pole, na którym radzą się perfekcyjnie.

Nie można nie odebrać tego filmu politycznie. Komentarz do obecnej sytuacji świata, Afryki, sytuacji czarnoskórych, nawiązanie do niewolniczej historii, odnaleźć można na każdym kroku. Jednak to film, który szerszy przekaz będzie miał dla afroamerykańskiego widza niż do Europejczyka czy białego Amerykanina. Słusznie, że taki film powstał i pokazał, że można umiejętnie połączyć kino wykorzystujące akcję czy CGI z wymową polityczno-historyczną.

“Czarna Pantera” to, podobnie jak “Thor: Ragnarok”, film zupełnie inny od pozostałych stworzonych w rodzinie Marvela. Zarówno w kwestii wymowy, stylistyki, jak i fabularnego schematu. W mojej głowie zapamiętam go jako pierwszy z perfekcyjnie stworzonymi oraz zagranymi postaciami kobiecymi i jako jeden z najbardziej klimatycznych filmów superbohaterskich. Oby w tym kierunku właśnie szło MCU. Tymczasem – oddalam się rezerwować bilety na kolejny seans!

Ocena: 9/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *