Recenzja książki “Kobieta w oknie” A.J. Finn: Hitchcock by się nie powstydził

O “Kobiecie w oknie” zrobiło się głośno za sprawą komentarza Stephena Kinga, który powieścią był zachwycony i nazwał ją “nieodkładalną”. W dodatku, rzadko który tytuł otrzymuje takie wsparcie promocyjne oraz tak szybko sprzedaje prawa do adaptacji. Debiutujący na rynku czytelniczym A.J. Finn zdobył więc z miejsca ogromne poparcie zarówno kolegów po fachu, jak i wydawnictw. Dlaczego? Czy to rzeczywiście tak świeża powieść? A może klimatyczna i wciągająca? Czy jednak machina promocyjna miała za zadanie z wydmuszki zrobić bestseller?

Anna Fox mieszka sama w wielkim domu w Nowym Jorku. Spędza dni na oglądaniu czarno-białych filmów, rozmawianiu na czacie, piciu wina i podglądaniu sąsiadów ze swojego okna. Niestety, cierpi na agorafobię, więc od dziesięciu miesięcy nie wychodzi z domu. Jej jedyne kontakty ze światem zewnętrznym ograniczają się do psychoterapeuty, fizjoterapeutki, lokatorka, który wynajmuje u niej pokój w piwnicy oraz nauczyciela francuskiego. Pewnego dnia zza okna widzi, jak ktoś morduje kobietę w sąsiednim budynku. Jednak czy wydarzyło się to naprawdę? Czy wyobraźnia płata jej figle z powodu dramatycznych wydarzeń sprzed dziesięciu miesięcy? Czy ktoś uwierzy w jej wersję wydarzeń?

“Kobieta w oknie” charakteryzuje się przede wszystkim bardzo charakterystycznym klimatem. Już sam tytuł przywołuje na myśl “Okno na podwórze” Alfreda Hitchocka, jak i sam punkt wyjściowy fabuły – morderstwo zobaczone przez okno przez osobę, która jest unieruchomiona we własnym mieszkaniu. Do tego główna bohaterka cały czas ogląda klasyczne filmy czarno-białe z lat 30., 40. i 50. należące do klasyki złotej ery hollywood. Często cytaty z oglądanych przez Doktor Annę produkcji służą jej za komentarz do jej obecnej sytuacji życiowej. Tę książkę czyta się właśnie w takim duchu Hitchocka – czarno-białego thrillera, w którym od początku nie wiadomo, co jest prawdą, a co kłamstwem.

Powieść trzyma w napięciu od samego początku, mimo, że fabuła wcale nie zaczyna się od trzęsienia ziemi. Do samego ujrzenia morderstwa czytelnik dość długo jest wprowadzany w meandry życia Doktor Anny, choć mamy przeczucie, że kryje się w nim o wiele więcej sekretów niż dowiadujemy się na pierwszych stronach (o tym za chwilę). Wydaje mi się, że rozwiązania fabularne, które wykorzystuje Finn, są nie tylko zaskakujące, ale także nawiązują do konkretnych produkcji filmowych z lat 30-50. XX wieku.

Doktor Anna Fox to wybornie napisana postać. Po pierwsze, odbiór jej przez czytelnika zmienia się w trakcie poznawania kolejnych faktów na temat jej życia. Raz bardzo jej współczujemy, aby po kilku scenach zacząć ją osądzać. Lubimy ją oraz cenimy podejście do dzieci, by potem dostrzec, że potrafi być egoistyczna. To dowodzi złożoności postaci oraz odpowiedniej, nienachalnej manipulacji czytelnikiem stawiając ciągle jego założenia pod znakiem zapytania. Podobna rzecz ma się z pozostałymi postaciami – David, lokator Anny, choć pomocny dla kobiety, to były skazaniec. O innych wspominać chyba nie powinnam, aby nie narazić Was na spoiler.

Debiutancka powieść A.J. Finna to także przejmujące studium choroby oraz rodzinnego dramatu. Opis dnia głównej bohaterki, jej uzależnienie od alkoholu, izolacja przerażają, a jednocześnie jesteśmy w stanie je zrozumieć. Umiejętnie zostają wyjaśnione konsekwencje łączenia leków z używkami, nie dostosowania się do zaleceń lekarza. Dojmująca samotność, którą dopada Anna, pogłębia się z każdym dniem, a mimo to trudno zrozumieć, co doprowadziło ją do tego stanu (przynajmniej do czasu).

Wydaje mi się, że bardzo trudno napisać rzetelną recenzję “Kobiety w oknie” bez spoilerów. Wszystko jest tutaj istotne, wszystko ma znaczenie, każda rozmowa i każdy gest. Może też dlatego to taka dobra powieść, zaskakująca, “nieodkładalna”, którą się czyta jednym tchem. Mnie najbardziej ujął klimat tej powieści oraz sztuka, którą posiada niewielu pisarzy – pisanie thrillera, w którym nic wielkiego się nie dzieje, a gęsia skórka przechodzi czytelnika co kilka stron. A.J. Finn może osiągnąć sławę na miarę Cobena lub Koontza i przyciągnąć do siebie rzeszę odbiorców.

Ocena: 8/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *