Recenzja książki “Silence”, pierwszego tomu serii “Silence” Natashy Preston: za zamkniętymi ustami

Co może skłonić kilkuletnie dziecko do milczenia na całe lata? Co może sprawić, że to dziecko stanie się nastolatką, w której buzują hormony, a nadal będzie trwać wytrwale w swoim postanowieniu pozostania niemą? Jedno jest pewne – za tak radykalnym krokiem kryje się wielka tragedia. Pytanie tylko, czy nadal trwa? Czy już dawno się zakończyła, choć nadal zbiera swoje żniwo? Najnowsza książka Natashy Preston “Silence”, rozpoczynająca serię o tym samym tytule, dotyka problemów, które autorkę interesują najbardziej – toczącego się dramatu wewnątrz i na zewnątrz ciała i duszy młodej kobiety.

Oakley nie mówi. Nie wypowiedziała ani słowa od jedenastu lat. Przez ten czas nie napisała nawet SMS-a. Nikt nie wie, co doprowadziło do tego, że dziewczyna postanowiła milczeć. Jednak większość jest pewna, że to jej decyzja, a nie powód zdrowotny. Oakley sądzi, że nikt jej nie uwierzy, gdy opowie, co ją spotkało. Ratuje ją jej najlepszy przyjaciel, z którym się właściwie nie rozstaje od kilkunastu lat. Skrycie go kocha, nie mając pojęcia, że on też darzy ją silnym uczuciem. Czy zbliżenie do Cole’a sprawi, że Oakley zacznie mówić? Czy dziewczyna ujawni, co zniszczyło ją i jej życiem?

Od początku, od pierwszych stron, czytelnik ma nad głową wielki znak zapytania – “dlaczego?”. Rozdziały pisane z perspektywy Oakley (niektóre, choć znikoma część, z perspektywy Cole’a) przedstawiają codzienność dziewczyny, to jak, radzi sobie z życiem, na kim może polegać, jak wyglądają jej relacje z innymi. Odbiorca wie, że Cole i Oakley chcą czegoś więcej, chociaż zaskakuje w jak szybkim tempie ich relacja zaczyna dojrzewać. Wstępnie “Silence” czyta się jak romansidlo z dreszczykiem, nieco przeslodzone, trochę wyśnione, lecz pada na nie cień niepewności, gdzie w tej historii czai się szwarcharakter i bezwzględny oprawca (bądź oprawcy…).

Choć strach przenika z kart książki od pierwszego starcia ze szkolnym prześladowcą, od pierwszych upiornych myśli, które zdają się być drugim najważniejszym bohaterem “Silence”, od pierwszych konfrontacji ze sobą samą, to powolne elementy układanki, pierwsze sygnały dla czytelnika od Oakley, pojawiają się dopiero po przeczytaniu ponad 100 stron powieści. Od tego momentu zaczyna być coraz mroczniej, mimo, że może się wydawać, że miłość nastolatków jest na pierwszym planie.

Cieszy mnie dość dobre scharakteryzowanie bohaterów, jednak zdecydowanie niektórych z nich autorka potraktowała po macoszemu. Wiemy, jaka jest Oakley – posiada trochę nad wyraz nieskazitelny charakter, który niektórych czytelników może mierzić, tym bardziej, że ocieka ona nieprawdopodobnym altruizmem. Cole to podobny typ postaci. Nie przeszkadza mu w Oakley nic, stara się zrozumieć jej decyzję o takiej, a nie innej komunikacji. Jednak na tym plejada nieskazitelnych osobowości się kończy (przy czym jestem w stanie zrozumieć ogrom ich ciepła w stosunku do innych, ponieważ uczucie do drugiej osoby potrafi uczynić człowieka dobrym czy cierpliwym). Jej matka to postać wręcz negatywna (a przynajmniej mocno zagubiona), która nie może pogodzić się z tym, że jej córka nie jest normalną nastolatką. Chciałaby za wszelką cenę posiadać “standardową”, “stereotypową” rodzinę, więc mimo troski, jaką otacza swoją córkę, nie dostrzega jej jako swojego dziecka, lecz jako niemowę. Nie potrafi nawet scharakteryzować do końca jej zainteresowań czy cech osobowości, ponieważ skupia się zupełnie na czymś innym. To doskonały przykład tego, jak Natasha Preston potrafi w subtelny sposób przemycić sedno problematyki, której dotyka. Uderza to w czytelnika najmocniej pod koniec lektury, gdy bohaterowie dowiadują się tej samej prawdy, co odbiorca.

Muszę przyznać, że rzadko która książka wciąga aż tak mocno. Gdy dochodzimy do pierwszej wzmianki o tragedii, jakiej ofiarą stała się Oakley, nie możemy oderwać się od lektury (sama czytałam ją do piątej rano, gdy wstawałam do pracy na siódmą), ponieważ z każdym kolejnym odkryciem okazuje się, że poprzednie nasze przypuszczenia były błędne. Bardzo dobrze autorce “Uwięzionych” wychodzi budowanie napięcia czy zaakcentowanie wagi problemu, który opisuje. Natasha Preston nie potrafi chyba pisać o prostych tematach, powszechnej codzienności państwa Kowalskich. Stworzona została do poruszania problemów, o których nikt nie chce mówić – o dramatach, które dzieją się za zamkniętymi drzwiami. Tworzy wokół nich otoczkę wspaniałości, beztroski i nadziei, aby czytelnika powoli wyprowadzać z błędu i co rusz go szokować, przekonywać, że pozornie piękne życie to dobrze ukryte kłamstwo. Jednak, podobnie, jak w “Uwięzionych”, w “Silence” kryje się diagnoza – nie ma szans na ucieczkę od przeszłości, a nadzieja jest jedynie ułudą. To gorzka puenta, która sprowadza nas brutalnie na Ziemię, mimo przeczytanej idyllicznej historii miłosnej Cole’a i Oakley. Nawet miłość nie jest w stanie wymazać doznanych krzywd, lecz może zapobiec tragedii. Ale czy to wystarczy?

Ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Feeria

 

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Jedno przemyślenie nt. „Recenzja książki “Silence”, pierwszego tomu serii “Silence” Natashy Preston: za zamkniętymi ustami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *