Recenzja filmu “Nie ma tego złego…”: pisarz-pomywacz walczy o bojową księżniczkę

Obraz Jeremiah S. Chechik prezentuje poziom typowy dla przeciętnej komedii romantycznej. Nie można w nim odnaleźć chociażby delikatnego podmuchu świeżości, wszystko jest realizowane według topornej konwencji gatunku. „Nie ma tego złego…” to film, o którym się zapomina w godzinę po jego obejrzeniu.

Stworzony na postawie powieści Tima Sandlina „Sex & Sunsets” film opowiada historię Leo Palamino (Ryan Kwanten). Mężczyznę zostawia żona Julie (Sara Canning) w wyjątkowo okrutny sposób. Zakłada bloga „why you suck.com”, czyli „dlaczego jesteś kretynem”, na którym opisuje wszystkie przywary swojego męża. Po półtora roku Leo dowiaduje się, że na domiar złego na podstawie strony internetowej ma powstać książka, o nim, jako o nieudaczniku. Dla mężczyzny to cios poniżej pasa, ponieważ od lat marzy o tym, by zostać pisarzem. Jednak jedyna napisana przez niego książka została wydana przez jego przyjaciela i to w niskim nakładzie. Będąc w totalnej depresji, pracując jako pomywacz, spędzając wolne dni w piżamie, siedząc przed telewizorem, poznaje Colette (Sara Canning). Niestety, niefortunnie się zdarza, że poznaje ją w dniu jej ślubu… Jednak Leo wierząc w miłość od pierwszego wejrzenia, jest zdeterminowany, aby przekonać dziewczynę, że są sobie przeznaczeni.

Najsmutniejsze jest to, że ta produkcja miała potencjał. Mogła nie zostać kolejną typową komedią romantyczną. Nadawały się do tego i okoliczności przyrody, i bohaterowie. Gdyby tylko pod sam koniec twórcy obrali nieco inny kierunek mogliby podnieść swój obraz o przynajmniej jeden poziom w górę.

W „Nie ma tego złego…” zabrakło chociażby powierzchowniej analizy związków, rozstań czy uczuć. Choć dwójka głównych bohaterów wcale nie jest płaska, a wręcz ma całkiem sprawnie zbudowaną psychologię (jak na komedię romantyczną), w ich decyzjach podejmowanych w trakcie poprzednich relacji nie ma za krzty logiki. Podryw Leo raczej przypomina prześladowanie niż właściwe romantyczne rozkochiwanie w sobie nieznajomej. Przezwycięża dla niej strach, lecz oczywiście kończy się to pobytem w szpitalu. Niby suma zdarzeń się zgadza, lecz wydaje się, że gdzieś już to wszystko widzieliśmy.

Ani za bardzo nie można się pośmiać, ani powzruszać. Słabe żarty, nawet te sytuacyjne, ratuje jedynie postać Leo Palamino (co jest zasługą aktora Kwantena). Pomiędzy bohaterami nie iskrzy, trudno wyczuć jakieś głębsze emocje, a cała atmosfera filmu jest co najwyżej letnia. Choć całość ma uroczą otoczkę, szczególnie dzięki przepięknym widoczkom, dzieciom przyjaciela Leo, które pomagają mu rozkochać w sobie Colette, czy dzięki jedynemu elementowi fantastycznemu, czyli niedźwiedziowi, nie potęguje to w widzu żadnych większych emocji.

Sara Canning była jedyną aktorką, którą rozpoznawałam przed seansem. Lecz jedna z początkowych gwiazd „Pamiętników Wampirów”, gdzieś straciła swoje resztki charyzmy oraz wdzięku. Ostatecznie pozostawiła w filmowej produkcji jedynie ładną figurę i mocny prawy sierpowy. James A. Woods jako Troy Cooper bawi swoim sztucznym wyglądem, prezentując się jako wizytówka operacji plastycznych i solarium (w końcu taką właśnie postać dane mu było zagrać). Aktorsko wybija się jedynie Ryan Kwanten, który swoim naturalnym urokiem chwyta za serce. Kibicujemy mu od początku w pokonywaniu całego szeregu przeszkód, które stoją mu na drodze do zdobycia księżniczki i przeklinamy w głowie jego rywali.

„Nie ma tego złego…”jest filmem, który w desperacji można obejrzeć w niedzielny poranek lub mając dość wysoką gorączkę, która uniemożliwia myślenie. Miałam nadzieję na odrobinę humoru oraz chociaż trochę bajkowej atmosfery. Niestety, przeciętność okazała się nad wyraz rozczarowująca.

Ocena: 4/10

 

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *