Recenzja serialu “Galavant”, sezonu pierwszego: średniowieczny musical w sosie Disneya

W obecnym natłoku serialowych produkcji, niekiedy trudno znaleźć serial, który byłby innowacyjny na wielu płaszczyznach. Mnóstwo jest obrazów genialnych, doskonałych, których nie sposób nie pokochać, lecz coraz ciężej znaleźć coś, co biłoby po oczach (i uszach) swoją innością. W styczniu 2016 roku zostaje zaprezentowany przez stację ABC „Galavant” – ośmioodcinkowa produkcja, której każdy epizod trwa około 20 minut. To obraz świeży, dowcipny, w którym twórcy bawią się konwencją musicalu, bajki, serialu komediowego, że zdoła podzielić publiczność na dwa obozy. Albo „Galavanta” pokochacie (jak ja), albo z miejsca znienawidzicie.

Fabuła serialu jest niezwykle prosta. Średniowieczny rycerz Galavant (Joshua Sasse) zakochany jest po uszy w uroczej Madalenie (Mallory Jansen). Pewnego dnia dziewczę zostaje porwane przez złowrogiego Króla Richarda (Timothy Omundson). Władca poślubia Madalenę, a Galavant nie może pogodzić się z takim obrotem sprawy. Po roku czasu odwiedza go Księżniczka Isabella (Karen David), prosząc o pomoc w odbiciu jej królestwa – Walencji – oraz uratowanie jej poddanych. Galavant nie jest w najlepszej formie, lecz wiadomość, że za mordami w kraju Księżniczki stoi Król Richard, a Madalena być może potrzebuje ratunku, pobudza go do działania.

Świat przedstawiony to bajkowe średniowiecze, jakie znamy z dzieciństwa czy opowieści Disney’a. Jednak twórcy pozwolili sobie, aby nic nie było w tym obrazie jednoznaczne. Skoro to bajka, to wszystko może się zdarzyć, prawda? Zabawa różnymi konwencjami pozwoliła na stworzenie serialu nieco przypominającego Monty Pythona, a jednocześnie będącego czystym musicalem. Widać tu pewne powinowactwa z Disney’em. Lecz trochę tak, jakby disney’owskim twórcom pozwolić robić, na co tylko mają ochotę. Dlatego bohaterowie mówią wprost do kamery, zwracają się do widza, piosenki opowiadają o samym serialu, o świecie przedstawionym, jak i potrafią relacjonować, co wydarzyło się w poprzednich odcinkach.

Co ciekawe, musicalowa forma została tutaj bardzo dobrze wykorzystana. Przede wszystkim bohaterowie mają świadomość tego, że śpiewają. Piosenki nie są jedynie wtrętami, które mają zaistnieć wyłącznie po to, abyśmy mogli nazwać produkcję musicalem. Wszystkie utwory z miejsca trafiają w ucho. Piosenki wyjaśniają fabułę, są dowcipne, niektóre zwracają się wprost do widza, a ponad to zostały obdarzone niezwykle trafnymi tekstami. Nie dość, że mają logiczny sens, to w dodatku znakomicie bawią. Pozbawione politycznej poprawności, stworzone

W „Galavancie” (gdy się już go pokocha) wszystkich bohaterów się lubi. Tytułowy bohater to niby idealny rycerz jak z bajki, a jednocześnie pierdoła. Wcale nie jest bystry czy inteligentny, nie zachwyca swoją walecznością. Madalenie daleko do niewinnej, uroczej niewiasty z przeciętnej wioski, Isabella za to przedstawiona jest nieco jak Merida Waleczna, bojowo nastawiona do świata niezależna księżniczka, która umie o siebie zadbać. Obie dziewczyny nie są typowymi pięknościami, nie przypominają Królewny Śnieżki w swojej nieskazitelnej urodzie. Król Ryszard na pierwszy rzut oka to złowrogi władca, rabujący i mordujący całe krainy. Jednak trudno go nie polubić, gdy jest życiową niezdarą. To postać skrajnie przerysowana w każdym swoim aspekcie, przez to właśnie dostarczała mi najwięcej śmiechu. Pozostaje jeszcze Sid (Luke Youngblood) jako zwariowany giermek, Gareth (Vinnie Jones) w roli pomocnika Króla Ryszarda czy nadworny kucharz (Darren Evans), który skradnie serce każdemu swoim niewymuszonym urokiem i naturalnym humorem.

Cudownie prezentują się także aktorzy, bo – co najważniejsze w musicalu – potrafią śpiewać. Nie dość, że trafiają w nuty, a ich głosy są czyste, to każdy z nich posiada wokal warty zapamiętania. Choć na pierwszy rzut oka, nazwiska znajdujące się w obsadzie nic nam nie mówią, szybko przekonamy się, że co najmniej trzech aktorów doskonale znamy z ról drugo- czy trzecioplanowych. Zagwozdką jest Joshua Sasse, do tej pory niegrający w prawie żadnej produkcji, lecz na w roli Galavanta prezentuje się jak stary wyjadacz.

Jeszcze raz podkreślę, że „Galavant” nie jest serialem dla każdego. Dla mnie to produkcja, która sprawiła, że śmiałam się do łez, choć niekiedy nie było dla mnie do końca jasne czemu. Serialowe piosenki nuciłam sobie idąc tanecznym krokiem do kuchni, po obejrzeniu już całego sezonu, a zabawa konwencją nie przestała mnie zadziwiać aż do ostatniego odcinka.

Ocena: 9/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *