Recenzja książki “Krwawa wyliczanka” Tony’ego Parsonsa: zemsta w kolorze “red”

Przyznaję się, że do momentu ukazania się na polskim rynku najnowszej powieści Parsonsa, nie miałam pojęcia o istnieniu tego pisarza. Prawdopodobnie dlatego, że do tej pory obracał się w gatunku literatury obyczajowej, współczesnej, psychologicznej. Zaciekawiło mnie więc tym bardziej, jak autor, który kilka książek już wydał (i stały się one bestsellerami) może odnaleźć się w typie powieści, z którą do tej pory nie miał do czynienia. Czy ktoś, kto być może i wiele kryminałów przeczytał, lecz żadnego nie napisał, raczej wykorzysta utarte schematy i zbuduje suspens na bazie sprawdzonych składników? Czy może jednak tego rodzaju autor może wprowadzić powiew świeżości do powieści gatunkowej?

Okładka powieści należy z pewnością do tych, które krzyczą stojąc na półkach z nowościami. Wszystko za sprawą użycia czerwonej, “krwawej” czcionki do napisania tytułu książki. Pojawia się także informacja, że to pierwszy tom przygód detektywa Maxa Wolfe’a. Projekt okładki obejmuje mężczyznę stojącego tyłem, wpatrującego się w jakąś dal. Zdaje się, że stoi na wzgórzu lub na jakimś dachu i patrzy się na miasto spowite mgłą. O ile popularny ostatnio rodzaj napisów, który znalazł się na okładce (“Spektakularna powieść! Intensywna, wartka, autentyczna.”) zupełnie do mnie nie przemawia, to inaczej przedstawia się sprawa z drugim, o wiele bardziej zachęcającym napisem “Czy są ludzie, którzy zasługują na śmierć?”.Uwielbiam kryminały z takim dysonansem moralnym, więc już tym zostałam kupiona.

“Krwawa wyliczanka” to pierwszy tom trylogii z detektywem Maxem Wolf’em, a zarazem debiut Tony’ego Parsonsa w gatunku kryminału. Siedmiu bogatych, wyróżniających się uczniów elitarnej angielskiej szkoły Potter’s Field zaprzyjaźnia się w wieku dorastania i jakaś nierozerwalna więź łączy ich przez kolejne dekady. Dwadzieścia lat po ukończeniu edukacji dorośli już mężczyźni po kolei giną, mordowani w okrutny, acz ten sam sposób – za pomocą przecięcia gardła. Detektyw Max Wolfe jest nowym nabytkiem londyńskiego wydziały zabójstw. To on najbardziej angażuje się w sprawę i  stara się odnaleźć mordercę, jednocześnie robiąc wszystko, aby nie zaniedbać swoich relacji z córką.

Pierwszym skojarzeniem, gdy zaczęłam zapoznawać się z fabułą (wyłączając prolog) to “I nie było już nikogo…” Agathy Christie. Trudno nie dostrzec pewnych schematów, które funkcjonują w gatunku kryminału od wielu lat i paradoksalnie, nadal świetnie się sprawdzają. Stworzenie historii, która polega na eliminowaniu osób z danej grupy, jest dość powszechne. Odbiorca zastanawia się, kto będzie następny, a z każdą kolejną ofiarą krąg podejrzanych się zawęża. W przypadku “Krwawej wyliczanki” trudno się domyśleć, czy sprawcą jest ten, kto razem z przyjaciółmi przed laty dokonał okropnej zbrodni, czy może ktoś spokrewniony z ofiarą albo zdesperowany policjant, który wciąż szuka sprawiedliwości. Nie ma wielu możliwości wyboru, jednak nadal zakończenie pozostało dla mnie pewnym zaskoczeniem.

Drugim skojarzeniem, gdy poznałam głównego bohatera i jego rodzinę stała się postać Harry’ego Boscha stworzonego przez Michaela Connelly’ego. Max Wolfe jest nieco bardziej emocjonalny, wrażliwy, ale również może wynikać to z tego, że jego staż w policji jest o wiele krótszy. Polegający na intuicji, ojciec wychowujący kilkuletnią córkę, stoi wciąż przed wyzwaniem rodzicielstwa. Jego żona pozostawiła go dla innego i postanowiła założyć nową rodzinę, w której nie znalazła miejsca dla osób z przeszłości. Max wciąż martwi się, że nie spełnia oczekiwań córki, że mieszkanie w trójkę (z pociesznym, niewielkim psem Stanem) nie oznacza bycia prawdziwą rodziną. Na szczęście spotka na swojej drodze osobę, która sprawi, że chociaż trochę bardziej w siebie uwierzy.

Intryga trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Niejednokrotnie Parsons serwuje twisty z prawdziwego zdarzenia, które wywracają wszystkie nasze podejrzenia do góry nogami. Pozostawia przy tym także miejsce dla wzruszeń i chwilę (choć niezbyt długą) dla emocji swojego głównego bohatera, szczególnie gdy ginie ktoś, kogo śmierć szokuje zarówno czytelnika, jak i większość bohaterów powieści. Pomimo pewnej brutalności świat wykreowany przez Parsonsa nie jest bardzo mroczny, nie mrozi krwi w żyłach, co również może wynikać z tego, że to pierwsze spotkanie autora z gatunkiem.

Przy czym pisarz wplata w swoją powieść pewien dysonans etyczny, do którego odnosi się już napis na okładce – “Czy są ludzie, którzy zasługują na śmierć?”. Wiemy, że każde morderstwo jest złe i to pewien aksjomat. Jednak to nie sprawca, nie ten, który eliminuje byłych uczniów Potter’s Field , wydaje się być prawdziwym potworem w ludzkiej skórze. To ci chłopcy, którzy wyrośli na bezwzględnych dorosłych, przerażają swoim okrucieństwem, brakiem poszanowania dla ludzkiego życia i zdeterminowanych, aby osiągnąć sukces.

“Krwawą wyliczankę” czyta się z zapartym tchem, tym bardziej, jeśli lubimy obrany przez autora schemat. Nie jest prosto domyśleć się, kim jest sprawca zbrodni, a przy tym nie jesteśmy pewni, czy morderca jest tylko jeden. Dodatkowo bardzo umiejętnie Parsons łączy kryminał z elementami powieści obyczajowej, tak, że żaden z wątków nie nudzi i dobrze komponuje się z pozostałymi. Widać w konstrukcji fabuły pewne niedociągnięcia, jednak nie wątpię, że drugi tom będzie konsekwentną kontynuacją życia rodzinnego Maxa, a zagadka kryminalna okaże się nieco bardziej oryginalna.

Ocena: 7/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *