Recenzja serialu “Limitless”, sezonu pierwszego: zostać bogiem na sterydach

W zeszłym sezonie miały miejsce co najmniej dwie premiery seriali, które bazowały na popularnych, hollywoodzkich filmach. Jednym z nich jest “Raport mniejszości” (którego recenzję też zamierzam popełnić), a drugim – “Limitless”. Filmowa opowieść o narkotyku, który powoduje, że każdy, kto go weźmie staje się geniuszem i wykorzystuje w pełni, w 100% potencjał swojego mózgu, być może nie porwała rzeszy odbiorców, jednak sama koncepcja przyciągnęła przed ekran niejednego widza. Jej serialowa kontynuacja, bowiem tak można ją nazwać za sprawą pojawienia się postaci występującej w filmie z Bradleyem Cooperem, bazuje na historii “pigułki” z zupełnie innej strony. Czy taka forma sequela ma prawo się sprawdzić? Czy ci widzowie, którzy polubili “Jestem bogiem” sięgną po serial? Czy raczej liczy się sam plot, czyli to, co się stanie, gdy życiowy nieudacznik, ale dobry człowiek otrzyma od życia szansę stać się kolejnym Einsteinem (tyle, że pracującym dla FBI)?

Brian Finch (Jake McDorman) nie jest z pewnością człowiekiem sukcesu. A właściwie bardzo mu do niego daleko. Przez przypadek, za sprawą dawnego przyjaciela, trafia na narkotyk, który sprawia, że człowiek jest w stanie przez kilka godzin używać w 100% potencjału swojego mózgu. Słyszy rozmowy z odległości, jest w stanie przewidzieć następstwa wydarzeń, w ciągu sekundy dokonuje obliczeń, które normalnemu człowiekowi zajęłyby godziny. Jest niezwyciężony. Jednak narkotyk ma jeden skutek uboczny – gdy zażywa się go zbyt wiele, organizm wyniszcza się w bardzo szybkim tempie. Na pomoc Brianowi przychodzi jednak senator Morra (Bradley Cooper), który daje mu zastrzyk niwelujący efekty uboczne. Nic nie jest jednak za darmo. Finch ma zostać jego wtyką w FBI. Gdy agencja dowiaduje się, że mężczyzna jest odporny na negatywne działanie narkotyku, postanawia go zatrudnić jako konsultanta. Po której stronie tak naprawdę jest Brian? Czy będzie okłamywał swoich przełożonych i partnerów w FBI, czy nie będzie lojalny wobec senatora? Czy jest jakiś złoty środek, który pozwoli mu funkcjonować?

Sam pomysł stworzenia takiego serialu od początku mnie zahipnotyzował.Jednak twórcy musieli pamiętać, że ważna jest intryga, która spaja ze sobą wszystkie odcinki, szybka akcja, a także takie zbudowanie linii fabularnej, które połączy jednorazowe sprawy kryminalne z życiem prywatnym bohaterów i samymi skutkami zażycia narkotyku. O dziwo, wszystko im się udało! Już od pilotażowego odcinka nie możemy narzekać na wolne tempo akcji lub niedomiar wątków. Plot budowany jest należycie od samego początku i pomimo, że gdzieś w połowie sezonu koncepcja nieco ulega zmianie, to zmiana ta wcale nie okazuje się ostatecznie złym pomysłem.

Jak na procedural, “Limitless” jest serialem niezwykle zabawnym oraz zdystansowanym do pewnych problemów. Należy wspomnieć chociażby to, że Brian nadaje ksywki opiekującym się nim agentom (których w którymś odcinku oczywiście przestaje traktować przedmiotowo), wymyśla codziennie inny sposób na przyjęcie pigułki czy po każdej wizycie w naukowym centrum CRAFT wypożycza jedną z zabawek, które przypominają raczej deskę z “Powrotu do przyszłości”.

“Limitless” nie mogłoby stać się prawdziwym sukcesem, gdyby nie sympatyczni i psychologicznie pogłębieni bohaterowie. Brian Finch został przedstawiony jednocześnie jako nieudacznik, ale także jako bohater o wielkim sercu. Troszczy się o swoją rodzinę, o bliskich, jego “komiczna” strona często, przynajmniej na chwilę, się chowa, aby stać się przejmującym, poważnym mężczyzną, który nigdy nie potrafił dorosnąć. Rebecca (Jennifer Carpenter) to za to postać, która jednocześnie potrafi drażnić swoją odpowiedzialnością, ale ujmuje jej pobłażliwość w stosunku do Fincha. Widać, że ich przyjaźń jest szczera, pomimo okoliczności, w których przyszło im razem pracować. Niektóre z postaci mogą wydać się dwuznaczne, nawet te pracujące dla FBI, jak i te będące “sprzątaczami” senatora Morry. Ten ostatni jako jedyny jest całkowicie złym bohaterem, szwarcharakterem, który chce uratować świat fałszywo się do niego uśmiechając.

Oczywiście do takiej, a nie innej kreacji postaci, przyczyniają się także aktorzy. Finch jest tym, kim jest i zyskuje sympatię widza głównie za sprawą McDormana (który notabene w niektórych ekstrawaganckich strojach bosko wygląda). Jennifer Carpenter wyłamuje się nieco z postaci, z której jest kojarzona przez większość odbiorców – czyli policjantki Deb, siostry seryjnego mordercy z “Dextera”. W “Limitless” nie jest już oschłą, wulgarną, chłopięcą agentką. Dodano jej więcej delikatności i subtelności, mimo, że nadal to postać, która ma symbolizować konsekwencję i odpowiedzialność.

Świetnym rozwiązaniem formalnym okazało się zmienianie nasycenia barw oraz oświetlenia, gdy któryś z bohaterów zażywa pigułkę NZT. Cała perspektywa zmienia się więc nie tylko dla danej postaci, ale także dla widza. Często też, gdy główny bohater się uczy lub przyswaja informacje, wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie. Lub, aby nie nudzić widza, pojawiają się zdjęcia lub filmiki dotyczące psów. Z tym również się łączy bardzo umiejętny sposób łamania czwartej ściany, przede wszystkim w scenach z Finchem. Także na pochwałę zasługuje sposób prezentacji myślenia Briana – gdy w jego głowie pojawiają się skomplikowane obliczenia czy też rysunki, przemykają one też często nie tylko przed jego oczami, ale także przed naszymi.

“Limitless” to udana kontynuacja hollywoodzkiego filmu “Jestem bogiem”. Sama koncepcja wciąga, a serial nadaje się zarówno dla tych, którzy zdołali zapoznać się z produkcją długometrażową, jak i dla tych, którzy po prostu lubią procedurale czy serie kryminalne podane w bardziej zabawny niż poważny sposób. W drugiej części sezonu obie te strony się równoważą i przestaje być tak lekko, jak na jego początku. Dajcie “Limitless” szansę, a nóż pokochacie Fincha i McDormana tak, jak ja.

Ocena: 8/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *