Recenzja książki Anne B.Ragde ,,Na pastwiska zielone”: Podróż przez norweskie serca.

To już trzecia część Sagi rodziny Neshov i przyznaję czekałam na nią z niecierpliwością, ponieważ bardzo polubiłam historię tej rodziny i z zaciekawieniem chciałam wiedzieć, co dalej wymyśli Anne B. Ragde  i jak poprowadzi wątki, które tak świetnie zostały rozwinięte i niedokończone w ,,Rakach pustelnikach”.

Jak dobrze pamiętamy z zakończenia drugiej części, ojciec Torunn popełnił samobójstwo wśród świń, którymi się zajmował. Torunn została sama z całą tą sprawą – po pierwsze nie mogła sobie wybaczyć, że to przez nią jej ojciec postanowił odebrać sobie życie, ponieważ nie chciała przejąć po nim gospodarstwa. Nie może pozbyć się tego poczucia odpowiedzialności i wpływu na to, że Tor postanowił zakończyć swój żywot. Po drugie szokująca była dla niej taka bliskość śmierci i tego, w jakim stanie znalazła jego zwłoki. Zostając z gospodarstwem, świniami i dziadkiem musi sobie radzić. Jednak na pomoc przychodzi jej Kaj Rodger – zmiennik, który powoli się w niej zakochuje i pragnie spędzać z nią jak najwięcej czasu, bezinteresownie pomagać i doradzać w sprawach związanych z prowadzeniem gospodarstwa. Jej wuj Margido prężnie rozwija prowadzony przez siebie biznes, jakim jest dom pogrzebowy i nie za bardzo ma czas na to, żeby zająć się siostrzenicą. Brakuje mu rąk do pracy i musi sprostać wszelakim wymaganiom. Z kolei para – Erland i Krumme – będą mieli dzieci z parą lesbijek, które zaszły z nimi w ciążę w tym samym czasie – Lizzy i Jutte. Wątek ten jest kontrastem w porównaniu z życiem Torunn – dużo tu śmiesznych wpadek, obaw przed poradzeniem sobie z wychowaniem dzieci, jak to będzie wyglądało pomiędzy parą gejowską i lesbijską. Mają nadzieję, że wybudują w silosach, w gospodarstwie, ośrodek wypoczynkowy, natomiast Madrigo chciałby tam mieć swoje biuro i zakład pogrzebowy. W tym właśnie momencie rodzina znowu się spotyka. W całym tym zamieszaniu zapominają o Torunn i dziadku, nie pytają ich o zdanie, a to własnie prowadzenie działalności gospodarczej jest kluczowe do podjęcia jakichkolwiek dalej kroków związanych z zagospodarowaniem terenu.

Kolejny raz jesteśmy zabrani przez autorkę w świetne miejsce, do chłodnego i zimnego świata pełnego kontrastów. Bohaterowie w tej części zmienili się bardzo w porównaniu do tego, jakimi ich zastaliśmy w pierwszej części. Ich życie zmieniło się diametralnie, odkrycie prawdy rodzinnej, jak i śmierć Tora, miały znaczący wpływ na dalszy rozwój wypadków i miejsca, w którym się obecnie znajdują. Kreacja pary Krumme i Erland może drażnić, może być przerysowana, jednak jest dość kontrowersyjna – chodzi mi o cały pomysł zapłodnienia pary lesbijek w tym samym momencie – pokazuje to, jak wielką chęć posiadania dzieci mają ci dwaj mężczyźni i z jakim problemom muszą stawić czoła. Dla kontrastu mamy Torunn, której życie jest smutne i nieciekawe – rozstała się z poprzednim mężczyzną i całe swoje życie poświęca obecnie gospodarstwu – nie dba o siebie, nie robi nic poza siedzeniem w domu i oporządzaniem świń – staje się powoli typową chłopką, którą targają wyrzuty sumienia zapijane alkoholem.

,,Na pastwiska zielone” to świetna kontynuacja poprzednich części – pokazuje nam, jak bardzo decyzje jednostki wpływają na życie innych i jak wywracają ich dotychczasowy spokój do góry nogami. Chociaż postać Torunn może czasami drażnić, możemy jej nie rozumieć, tego jak bardzo wmawia sobie, że to jej wina, że ojciec się zabił, to trochę jej współczujemy. Ponadto życie Krumme’a też może nas irytować, w szczególności jego podejście do posiadania pieniędzy – ale właśnie o to chodzi w kreacji bohaterów, żeby wywoływały w nas skrajne emocje, żebyśmy nie przechodzili obojętnie. A zakończenie powala na łopatki!

 

Ocena: 9/10

 

Karolina Rybińska

Karolina Rybińska

Zostałam wychowywana w miłości i szacunku do książek, pałam tym uczuciem do dziś. Ciągle boję się, że nie staczy mi życia na wszystko, co chciałabym przeczytać, dlatego chłonę książki jak gąbka. Thrillery, horrory, kryminały i literaturę współczesną, fantastykę – lubię przeplatać rodzaje, żeby nie popaść w monotonię. Prywatnie dążę do własnej biblioteki. Skończyłam dziennikarstwo i po dwóch latach przerwy od studiów postanowiłam wrócić na zupełnie inny kierunek – logistykę. Po intelektualnych wojażach przelewam siódme poty na siłowni, a to crossfit, a to sztangi albo sztuki walki.
Karolina Rybińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *