Recenzja filmu “Gra o wszystko”: ze szczytu na szczyt

Gdy przeglądamy nazwiska twórców danej produkcji rzadko kiedy kojarzymy nazwisko scenarzysty. Jeśli nie jest to także reżyser-autor, raczej nie zwrócimy nawet uwagi na ten element filmu. Jednak istnieją wyjątki, a jednym z nich niewątpliwie jest Aaron Sorkin. Scenarzysta, który od kilkunastu lat tworzy teksty opowiadające biograficzne historie, wyróżnia się w swoim fachu znacząco. W tym roku dał się poznać z innej strony – jako reżyser. Po raz pierwszy. Czy odnalazł się w opowiadaniu nie tylko słowem, ale także obrazem? Czy udało mu się stworzyć postać, która budzi kontrowersje, zapada w pamięć będąc wyrazistą bohaterką?

Molly Bloom (Jessica Chainstain) w wieku dwudziestukilku lat była światowej klasy zawodniczką w jeżdżeniu na nartach po muldach. W trakcie decydującego zjazdu, który miał przesądzić o jej udziale na Olimpiadze, dziewczyna doznała kontuzji. Musiała całkowicie zrezygnować ze sportu. Przeprowadziła się, pracowała jako kelnerka w klubie, gdzie udało jej się poznać kogoś, kto włączył ją do świata hazardu. Szybko wystartowała z własną działalnością. Przez 10 lat prowadziła najbardziej ekskluzywny klub pokerowy w USA, goszcząc w nim biznesmenów, filantropów, sportowców i gwiazdy Hollywood. Niestety, jedną z konsekwencji stał się nalot FBI i aresztowanie Molly. Czy uda jej się wybronić opowiadając swoją wersję wydarzeń?

“Grę o wszystko” (ang. Molly’s Game) warto początkowo rozpatrzeć jako film przedstawiający silną postać kobiecą. Inteligentna, złożona, odważna, zdolna Molly uznaje, że ciężką pracą może osiągnąć wszystko. Oczywiście początkowo wszystko idzie po jej myśli, a ewentualne sytuacje kryzysowe udaje jej się dość szybko rozwiązać. Jednak zapomina o jednym – potrafi nie być większej rzeczy na świecie niż męskie ego. Jej praca dotyka poczucia własnej wartości wpływowych, bogatych dżentelmenów czy gwiazd, którzy przez nią mogą czuć się gorzej we własnej skórze, a nawet zacząć postrzegać siebie jako nieudaczników. To nie tylko ona sama, ale także otaczający ją mężczyźni stają się przyczyną jej upadku. Zgubne złudzenie bycia niezniszczalną doprowadziło ją na krawędź. Tym bardziej, że Molly nie chciała sobie uświadomić, że jednocześnie potrzebuje wokół siebie mężczyzn, aby utwierdzali ją w przekonaniu o jej sile oraz atutach. Aby wiedziała, że jej problemy to nie do końca jej wina.

Sorkin, opierając się na prawdziwej historii, opowiedział o kobiecie pełnej sprzeczności. Szczególnie druga część filmu udowadnia, że to mężczyźni zdefiniowali Molly, jej życie oraz wszelkie wybory. Też dlatego kobieta, podświadomie, tak mocno chce przejąć kontrolę nad ich światem. Molly uczy się wszystkiego o wysoko postawionych mężczyznach sukcesu, aby móc stworzyć pociągający ich świat – pełen klasy, lecz na jej warunkach. Bez brutalności, bez mięśni, bez fizyczności, ale stworzony ze stylem, bez przepychu, ze smakiem.

“Gra o wszystko” to także wyraziste role aktorskie. Wspaniała kreacja Jessici Chaistain plasuje ją po raz kolejny w gronie charakterystycznych kobiecych bohaterek, tym bardziej, że odtwórczyni potrafi wykorzystać grą podkreślić kostiumy oraz charakteryzację. Także dzięki niej postać Molly wydaje się być nieco sprzeczna. W kontrze ustawiono postać prawnika, w którego wciela się Idris Elba. Stoicki, rozsądny, wyważony bohater wiele zyskuje dzięki talentowi aktora.

Intensywność dialogów, typowa dla Sorkina, napędza produkcję prawie tak samo, jak grający w niej aktorzy. Rzeczowy, zdystansowany, chłodny głos z offu nastraja historię, elektryzując widza swoimi konkretami. Nie dostrzeżemy tutaj nadmiaru emocji. Raczej pewną analizę kobiecości oraz wpływu ojca na jej determinację. Niestety, wątek rodzica wydał mi się nieco niedookreślony, opowiedziany zbyt szybko, kliszą, która mogłaby zostać mocniej rozbudowana.

“Gra o wszystko” doskonale prezentuje także zasady gry w pokera, cały proceder oraz klimat, jaki towarzyszy temu rodzajowi hazardu. Sorkin postawił na szybki montaż w trakcie scen podczas gry, co okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem przez odwzorowanie emocji, jakie towarzyszą rozgrywce. Jednak, gdy przechodzimy do „teraźniejszości”, do spotkań z prawnikiem, kamera staje się statyczna, poważna. Podobnie jak głos z offu nabiera pewnej zachowawczości, zmieniając ton historii – z blichtru sukcesu i chwilowych emocji przy pokerowym stole przenosimy się do konsekwencji działań Molly.

Oglądając “Grę o wszystko” trudno dostrzec, że to reżyserski debiut Sorkina. Scenariuszowo bezbłędna produkcja, dobrze zagrana i poprawnie nakręcona ma szansę otworzyć drugą karierę scenarzysty. Wydaje mi się jedynie, że autor mógł nieco ją skrócić, ponieważ w tym formacie zdaje się nieco za długa, przez co momentami zwyczajnie męcząca. Dotykający kwestii znaczenia płci w zamkniętymi świecie stylu, pieniędzy i sukcesu obraz może nie jest idealny psychologicznie, lecz na pewno daje szansę w wyścigu o Oscara Sorkinowi za scenariusz, a Chaistain za rolę pierwszoplanową.

Ocena: 8/10

 

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *