Recenzja serialu “Mr. Robot”, sezonu pierwszego: hakowanie rzeczywistości

„Mr. Robot” okazał się jedną z najlepszych premier roku 2015. Niektórzy wręcz porównują serial do „Detektywa”, który zdobywał niemalże wyłącznie pozytywne opinie. Z oboma produkcjami jest także podobna sytuacja – na pozór fabuła wydaje się być dość sztampowa, banalna, z której, w teorii, nie da się wycisnąć już zbyt wiele. Jednak w obu przypadkach udało się stworzyć coś nowego, świeżego, z charakterem. Sam Esmail opowiedział po raz kolejny historię zniszczonego świata, który został owładnięty przez korporacje rządzące życiem maluczkich, lecz w inaczej niż robiono to dotychczas. Na czym więc polega ta świeżość? Na czym polega ta inność?

Elliot Alderson (Rami Malek) jest antyspołecznym, mającym zaburzenia psychiczne hakerem. Za dnia pracuje w firmie zajmującej się zabezpieczeniami w sieci, w nocy robi to, co nielegalne. Hakuje ludzi, odkrywając ich mroczne sekrety, co jest również dla niego najłatwiejszą drogą do kontaktu z nimi. Za sprawą swoich umiejętności zostaje dostrzeżony przez grupę anarchistycznych hakerów – Fsociety.Nienawidzący korporacji Elliot zamierza pomóc w zaburzeniu światowego stanu gospodarki i podjąć jawną walkę z tym, co zniewala społeczeństwo.

Jedną z pierwszych cech, jakie rzucają się odbiorcy w oczy, to rzeczywistość, która do bólu (zamierzone określenie) przypomina naszą. Niby akcja dzieje się w Nowym Jorku, lecz równie dobrze mogłoby to być każde inne miasto, w którym jest dużo miejsca na bilbordy i mało miejsca na oryginalność. Być może w naszej rzeczywistości nie jest to jedna korporacja, która nas zniewala, lecz kilkanaście, ale odwzorowanie wnikania w sferę prywatną w produkcji  Esmaila wypada naprawdę świetnie.

Kolejnym atutem stają się monologi wewnętrzne Elliota, które prowadzi niby ze sobą, niby z wyimaginowanym przyjacielem, a widz odbiera je tak, jakby główny bohater mówił wprost do niego. Co ważne, kreując tę postać, Esmail nie posłużył się schematami. Cieszy to, że nie mamy po raz kolejny do czynienia z bohaterem-narcyzem, który ma nad wyraz wybujałe ego (taki typ postaci jest ostatnio niezwykle modny). Z autystycznymi cechami, lecz nie można nazwać go autystycznym. Z jednej strony nie lubi dotyku obcych ludzi, z drugiej strony zakochuje się i w jakiś sposób pragnie miłości oraz normalnego związku. Posiada przyjaciół, rozmawia z ludźmi (gdy musi), lecz jego samotność dosłownie wywołuje w nim płacz oraz rozpacz.Jest narkomanem-morfinistą, lecz bierze tylko dlatego że nie umie sobie poradzić ze swoją pustką, a nie dlatego że jego mózg po niej lepiej funkcjonuje.

Elliot chodzi na terapię do psychologa. Od początku wiemy, że ma zaburzenia psychiczne, lecz nie wiemy do końca, jak te zaburzenia wyglądają. Nie zdradza swojej terapeutce wszystkiego. Lecz tak, jak wszystkich innych, także ją hakuje. Szuka informacji o obcych ludziach, znajdując ich demony (co również przeraża jako dowód na to, że teraz wszystko można o nas znaleźć w sieci, że prywatność przestaje istnieć), co w pewien sposób czyni jedną z niewielu dróg kontaktu z nimi.

„Mr. Robot” prezentuje także drabinę hierarchii w korporacji. Jakie są różnice pomiędzy kolejnymi szczeblami, jak zachowuje się człowiek, który dąży do tego, aby uzyskać kolejną ekstra premię czy chce przejąć stanowisko przyjaciela od golfa. Jak Tyrell (Martin Wallström), którego można po prostu nazwać moralnie niepoprawną lub nad wyraz niepokojącą. Jednak pokazuje także, że nie każdy w tej machinie korporacyjnej musi być złym człowiekiem. Przykładem jest postać dyrektora AllSafe, który jest po prostu dobrym facetem chcącym wykonywać swoją pracę.

W produkcji możemy znaleźć tylko jedno wielkie nazwisko – Christiana Slatera. O ile znany aktor poprawnie odgrywa swoją rolę, to nie kradnie każdej sceny, w której się pojawia. Co innego Rami Malek. To także  w nim tkwi ogromna siła serialu. Wciela się w końcu w postać, której charakter pozwala na pokazanie wszelkich umiejętności aktorskich. Z jednej strony nieco autystyczny, z drugiej wściekły na rzeczywistość, a także okropnie samotny.

Od strony wizualnej zachwycił mnie przede wszystkim sposób kadrowania. Nawet mniej wprawne oko zauważy, że daleko twórcom do kina zerowego, jeśli chodzi o zdjęcia. Zwraca uwagę również użycie kolorów – wszystko zdaje się mieć odcień szarości, barwom brak intensywności, poza niektórymi lokalizacjami (jak ta, w której Fsociety pracuje i hakuje cały świat, po dawnym salonie gier). Całości dopełnia klimatyczna muzyka, na którą składają się między innymi utwory zespołów takich, jak M83, FKA Twigs czy Sonic Youth.

Właściwie każdy odcinek prezentuje niezwykle wysoki poziom, wliczając to w fenomenalnie zrealizowanego pilota, dlatego sam finał pierwszego sezonu nieco rozczarowuje. Zabrakło mi w nim potężnego tąpnięcia, nie tyle rozwiązania, co porządnego zwrotu akcji, jakiegoś zaskoczenia. Niestety, niespodzianki okazały się nieco… letnie.

„Mr. Robot” to antysystemowy serial, który opowiadając historię niszczenia świata przez korporację, jednocześnie skupia się na jednostce, która nie umie się odnaleźć w takiej rzeczywistości (a przy tym, oczywiście, „chce uratować świat”). Śmiało mogę głosić opinię, że to w moim mniemaniu, najlepsza zeszłoroczna premiera serialowa. Ciężko w tej produkcji znaleźć jakąś wadę, a zalety mnożą się od pierwszego odcinka. Tutaj żadna scena nie jest zbędna, każdy kadr jest przemyślany niczym w filmie krótkometrażowym.Idźcie i oglądajcie.

Ocena: 9/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *