Recenzja filmu “Magia w blasku księżyca”: gdzie ten nowojorski neurotyk?

Kocham Woody’ego Allena miłością wieczną. Nieważne, jakiego filmu by nie popełnił, moje uczucia wobec niego oraz jego twórczości nie ulegną zmianie. Wobec tego ta recenzja pozostaje dla mnie pewnym wyzwaniem. Prawdopodobnie żaden film Allena nie wywołał we mnie tak mieszanych emocji, zmuszając mnie do zastanowienia się, jak go w ogóle ocenić. Bo przecież to już nie ten sam nowojorski neurotyk, którego pamiętamy jako twórcę “Annie Hall”, ale nadal geniusz dialogu. Ten tekst będzie próbą odpowiedzi na pytanie, czy wielkiej fance Woody’ego film się podobał, czy raczej nie.

  Akcja “Magii w blasku księżyca” rozgrywa się w latach 20. XX wieku w Europie. Na początku przenosimy się do Berlina, gdzie swój występ prezentuje Wei Ling Soo, czyli Anglik – iluzjonista przebierający się za Chińczyka (Colin Firth). Stanley Crawford to arogancki, napuszony bufon, w dodatku perfekcjonista. Jednak swoją sławę zawdzięcza nie tylko iluzjonistycznym prezentacjom. Świat poznał go również jako demaskatora wszelkich spirytystów, telepatów, wróżek, etc. Na prośbę przyjaciela Stanley udaje się do Francji, aby uratować przed takową oszustką rodzinę Catledge’ów. Po przybyciu na miejsce, Anglik poznaje piękną Sophie Baker (Emma Stone), kobietę-medium, która rzekomo potrafi czytać w myślach oraz kontaktować się z duchami. Stanley zaczyna mieć coraz więcej wątpliwości, czy dziewczyna rzeczywiście jest oszustką. Powoli zaczyna wierzyć, że może irracjonalny świat również istnieje, tuż obok naszego…

  W obrazie Allena najbardziej kuleje fabuła. Dla niemalże z każdego widzów przebieg wydarzeń będzie oczywisty od pierwszej sceny filmu. Naprawdę zaskoczeń fabularnych tutaj nie ma żadnych. Dodatkowo, pojawia się zbyt dużo “dłużyzn”, gdzie akcja zdecydowanie zbyt spowalnia. Na przykład scena w obserwatorium. Z samej koncepcji kipi romantyzm, ale czegoś jej zabrakło, przez co zamiast się zachwycać, zaczynamy ziewać. Jednak nie ma to aż tak wielkiego znaczenia przy całkowitej atmosferze filmu – miłej, ciepłej, budującej, nastrajającej optymistycznie.

  “Magia w blasku księżyca” to zdecydowanie film autotematyczny. Allen od początku swojej twórczości lubował się w tworzeniu fabuł o pisarzach, komikach czy reżyserach (ba, iluzjonista też już był! Pamiętacie “Scoop-gorący temat”?). Stanley zaczyna wątpić w całą swoją filozofię życiową, a także sens jego działalności artystycznej. Będąc przez całe życie ogromnym sceptykiem, nie kryjąc tego, że wszelka jego aktywność na scenie jest zwykłą iluzją, zaczyna się zastanawiać, czy od wielu, wielu lat nie żył w błędzie. Poza tym, w każdym z filmów Allena można odnaleźć hołd złożony konkretnym dziełom oraz twórcom X Muzy. W “Magii w blasku księżyca” z łatwością dostrzec można nawiązanie do “Błękitnego anioła” Josefa von Sternberga oraz do samej Marleny Dietrich (owszem, to zaledwie kilku sekundowe ujęcie, ale jakże wyraźne i klarowne).

  Ogromnym atutem “Magii w blasku księżyca” jest również obsada aktorska. Colin Firth stara się jak najlepiej wejść w skórę Woody’ego Allena. Widać, że stara się bardzo. Jednak dla mnie jego próby bywały irytujące. Najlepiej oczami wyobraźni wyobrazić sobie na ekranie samego reżysera, wtedy film stanie się doskonały. Znakomicie zdała egzamin również Emma Stone, która zagrała jednocześnie piękne niewiniątko, a zarazem wiecznie głodne dziwadło. Serio, to takie zabawne patrzeć, jak jej postać Sophie Baker, ciągle pożera ciastka, owoce, dodatkowe śniadania. Zaskoczyła mnie również jej mimika, która dodawała jej postaci realizmu.

  Niezmiennie Allen jest mistrzem dialogu. Na tej płaszczyźnie widać u niego najmniejszy spadek formy. Monologi filmowego Stanleya (szczególnie ten ostatni) prawdopodobnie będą bawić wszystkich. Dodatkowo, wszelkie rozmowy, w których uczestniczy bohater grany przez Firtha, ociekają literackimi cytatami bądź nawiązaniami do kultury generalnie.

  Allena nadal nurtują pytania o sens życia oraz istnienie Boga. Stanley, podobnie jak sam reżyser, ma do tematów spraw ostatecznych spory dystans oraz stara się nie przekraczać granicy dzielącej dwa światy – a właściwie wcale jej nie odkrywać. Okazuje się, że receptą na sceptycyzm oraz pesymizm jest miłość. Niezależnie od epoki, wieku, płci, charakteru, bohaterowie Allena pragną tego jednego. I tutaj, po tylu latach, filozofia reżysera się nie zmienia. Miłość jest lekarstwem na całe zło, a przynajmniej pomaga przetrwać człowiekowi do końca.

  Allen przez każdy środek wizualny przenosi nas w czasie do lat 20. XX wieku. Akcja rozgrywa się przede wszystkim we Francji, przy Lazurowym Wybrzeżu. W strojach bohaterów, w postaci Wei Ling Soo, w scenografii nie można nie dostrzec niegdysiejszego zachwytu orientem. W warstwie dźwiękowej króluje Leo Reisman z piosenką Cole’a Portera “You Do Something To Me” z 1929 roku. Obok tego wiodącego utworu znajdziemy szereg kompozycji z lat 20-30 oraz kilka klasycznych symfonii. Jeśli jeszcze nie poczuliście, że skorzystaliście z wehikułu czasu, pozostają jeszcze genialne zdjęcia będące zasługą Dariusa Khondija, operatora, z którym Allen współpracował już dwukrotnie.

  Pomimo tego, że trudno nie zarzucić w ostatnich latach Allenowi wtórności oraz spadku artystycznej formy, to nadal potrafi zaczarować swoich widzów na kilkadziesiąt minut. Zabawne dialogi, dobra gra aktorska, żonglerka parodią oraz absurdem, przeniesienie się w czasie, a także piękne zdjęcia gwarantują, że nie zmarnujecie czasu, jeśli zdecydujecie się na seans “Magii w blasku księżyca”.

Ocena: 7/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *