Recenzja książki ,,Przepisy na szczęście”: Piękno w prostocie – czerp z natury

W moje ręce trafiła kolejna książka kucharska. Chociaż nie wiem, czy to pojęcie jest nadal aktualne, może powinno mówić się, książka z przepisami? Bo obecne wydania nie są stricte księgami kucharskimi, jakie pamiętam z dzieciństwa. Teraz to piękne, kolorowe wydania ze zdrowymi przepisami. Tym razem na warsztat postanowiłam wziąć ,,Przepisy na szczęście” Mai Sobczak, która wcześniej wydała ,,Qmam kaszę” (przyznaję – jeszcze nie czytałam, ale może nadrobię zaległości. Jak w moich oczach wypadła ta pozycja?

Po pierwsze tak, jak zaznaczyłam na początku o większości książek tak i w tym przypadku nie jest to zwyczajna książka kucharska – jest bardziej podróżniczo-kucharska, ponieważ na samym początku autorka przedstawia nam swoje źródła inspiracji kulinarnych, jak jej podróże wpływają na poznawanie smaków i czerpanie pełną garścią z tego, co oferuje świat i natura w całej swojej okazałości. Znajdziemy tutaj wiele źródeł, które miały wpływ na tworzenie przepisów i dobieranie do siebie przypraw, czy rożnych składników. Książka podzielona jest według trzech żywiołów, które występują w przyrodzie, czyli ogień, powietrze i woda. Poza tym znajdziemy tu przepiękne zdjęcia.

Właśnie! Wydanie książki zasługuje na najwyższą ocenę – jest spójne, nic nie jest tu przypadkowe. Znajdziemy bardzo dużo zdjęć z całego świata, z miejsc w których była Pani Maja i które wpłynęły na jej przepisy. Do każdego z nich mamy śliczne, kolorowe zdjęcie pokazujące przygotowana potrawę I tak, mogę to przyznać z czystym sercem – dzięki tym fotografiom na pewno zrobię wszystkie przepisy! Są one tak świetnie pokazane, że aż ślinka cieknie, a w żołądku bulgocze, a umysł czuje, że to będzie coś pysznego. W kuchni Pani Mai nie brak kolorów, widać, że każda z potraw została robiona z chęcią, bez przymusu, a sam proces sprawiał radość Autorce. Tak jak w tytule, widać że od tego jedzenia bije szczęście – przez żołądek do serca! Poza tym czcionka i opis każdego przygotowania są świetnie dobrane, tak jakbyśmy czytali nasz własny przepiśnik. Pod większością potraw znajdziemy komentarz Autorki na temat danej potrawy – a to czy łatwo ją przygotować, bądź jak smakuje dana potrawa, czy można coś zastąpić, dla kogo będzie idealna, aż wreszcie skąd inspiracja i źródło danego dania. To jest świetne!

Co do samych przepisów – w pierwszym rozdziale ,,Ogień: znajdziemy przepisy wykorzystujące waśnie ten żywioł. Oprócz oczywistych potraw (ale ciekawie zmienionych i dopracowanych) znajdziemy bardzo zaskakujące, jak na przykład smażone mirabelki, czy pomarańcza z ogniska. Te przepisy można wykorzystać w domu, jak i na grillu ze znajomymi. W ,,Powietrzu” znajdziemy  lekkie i pożywne potrawy. ,,Woda” da nam natomiast masę przepisów na zupy, kremy, kompoty, napoje, herbaty a także kiszonki! Nigdy nie wpadłabym na pomysł, żeby ukisić rzodkiewki, czy mandarynki, a w tym roku na pewno wypróbuje. Poza tym jest to najobszerniejszy z rozdziałów, gdzie z rzeczy przygotowywanych i pozywanych przez nas codziennie Pani Marta czyni magie i odkrywa je na nowo pod zupełnie różnymi postaciami.

Z ,,Przepisów na szczęście” po prostu bije szczęście i pozytywna energia! To książka dla każdego fana oszczędzania czasu i nieskomplikowanych, a dobrych potraw – na pewno zaskoczymy niejednego naszego gościa, jeżeli podamy mu coś z przepisu Pani Mai Sobczak. Taka właśnie powinna być książka kucharska – przepełniona dobrą energią, z pięknymi zdjęciami i nawiązaniami do powstawania przepisów, źródeł inspiracji, ale także dobrymi wskazówkami. Ja na pewno będę korzystała i mam zamiar przetestować większość z tego, co Autorka zdołała nam przekazać.

Ocena: 9/10

 

99999

Karolina Rybińska

Karolina Rybińska

Zostałam wychowywana w miłości i szacunku do książek, pałam tym uczuciem do dziś. Ciągle boję się, że nie staczy mi życia na wszystko, co chciałabym przeczytać, dlatego chłonę książki jak gąbka. Thrillery, horrory, kryminały i literaturę współczesną, fantastykę – lubię przeplatać rodzaje, żeby nie popaść w monotonię. Prywatnie dążę do własnej biblioteki. Skończyłam dziennikarstwo i po dwóch latach przerwy od studiów postanowiłam wrócić na zupełnie inny kierunek – logistykę. Po intelektualnych wojażach przelewam siódme poty na siłowni, a to crossfit, a to sztangi albo sztuki walki.
Karolina Rybińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *