Recenzja filmu ,,Gru, Dru i Minionki”: Zło wkracza do świata Minionków

Zazwyczaj boję się oglądać kontynuacji filmów animowanych, ponieważ z reguły są one gorsze, a jeżeli nie, to nawet nie dosięgają jakością i poczuciem humoru do pierwszych części. Starają się być coraz bardziej śmieszne, a takie nie są – raczej stają się przewidywalne, a  żarty zamiast śmieszyć mogą tylko wywołać tzw. facepalm. Takie odczucie miałam między innymi po Shreku, czy Epoce Lodowcowej, dlatego też miałam obawy przed kolejną częścią z Minionkami w roli głównej. Jak sprawdziły się małe, żółte stworki w trzecim już swoim filmie?

Mamy złą postać – Balthazara Bratta, który w latach osiemdziesiątych był gwiazdą dziecięcego kina akcji – i w tych czasach utknął, ponieważ ani nie zmienił stylu bycia, ani uczesania (oprócz łysiny z tyłu głowy), no i oczywiście ciągle wierzy w to, że jest najniebezpieczniejszym i najbardziej przebiegłym złodziejem. Co przerwało jego karierę? Nieszczęsny okres dojrzewania, który nie oszczędza nikogo, nawet gwiazdy. Niektórzy potrafią sobie z tym poradzić, inni nie. Bratt nie dość, ze nie zmienił stylu bycia, to również zatracił swoją prawdziwą osobowość na rzecz granej przez siebie postaci. Po latach postanawia wrócić z wielkim hukiem i ukraść największy i najbardziej cenny kryształ , i jak to przystało na złego bohatera, podbić świat. Na ratunek ma wkroczyć Gru wraz z Lucie, jednak próba kończy się fiaskiem i zostają wyrzuceni z pracy. W idealnym momencie w ich życiu pojawia się brat bliźniak – Dru, czyli totalne przeciwieństwo znanego nam Gru – długowłosy, bogaty blondyn, który ubiera się na biało, ma piękny dom i jest dobry. Nigdy nie został przestępcą, tak jak chciał tego ich ojciec, który był jednym z lepszych złodziei na świecie. Pozostawił cały swój majątek wraz z maszynami, samochodami, które mogą posłużyć do życia w świecie ,,tych złych”.  A gdzie w tym wszystkim Minionki? A no własnie, tu nas zaskoczą! Następuje rozłam, ponieważ nie chcą one już żyć pracowicie, chcą być złe i podbijać świat, dlatego odchodzą od Gru, czynić niedobre i niecne rzeczy. Jak im się uda?

,,Gru Dru i Minionki” to już nie tylko historia poświęcona żółtym stworkom, ale skupia się na relacjach pomiędzy Gru, Dru, dziewczynkami i Lucy, która stara się być jak najlepszą mamą – z różnymi skutkami, gdy każe najstarszej z dziewczynek iść zatańczyć z grubym chłopcem, a  najmłodszej pozwala kupić wszystkie słodycze, które chce. Zobaczymy Minionki w więzieniu, gdzie pokażą innym współwięźniom, gdzie ich miejsce. Będą występować w show muzycznym, ale przede wszystkim nadal będą nas rozczulać i doprowadzać do łez.

Motyw Bratta to świetne odniesienie do popkultury lat osiemdziesiątych – myślę, że mało które dziecko wie, że kiedyś słuchało się muzyki z magnetofonu, filmy oglądało się na kasetach VHS, a obraz w telewizorze śnieżył – to wszystko jest pokazane w filmie. To również świetne odwzorowanie muzyki i hitów tamtych lat. Myślę, że postać Bratta nie jest zupełnie przypadkowa, została z zamiarem i zamysłem wprowadzona po to, by nie zapomnieć o pięknych kulturowo latach osiemdziesiątych, ale także by pokazać, że wiele gwiazd tamtych czasów zostało po prostu zapomnianych.

,,Gru Dru i Minionki” to również pokazanie siły i wartości rodzinnych – po pierwsze relacji braterskich, a po drugie pomiędzy Lucy, a dziewczynkami. To także przekaz, że przyjaźń jest najważniejsza i każdemu, nawet Minionkom, może zdarzyć się zbłądzić, ale muszą pamiętać, ze zawsze mają do kogo wrócić.

Mnie najbardziej rozczuliło poszukiwanie jednorożca przez najmłodszą z sióstr (tak, tak mam 25 lat i sama nadal w nie wierzę!). jest to kolejna sytuacja, gdzie ,,Gru, Dru i Minionki” uczą i wychowują – najważniejsza jest wiara i nawet, jeżeli nie spotykamy wymarzonego jednorożca, możemy zaakceptować i pokochać kozę z jednym rogiem. ,,Gru Dru i Minionki” to kolejna świetna część animacji, zrobiona bardzo przemyślanie i na najwyższym poziomie realizatorskim. Poza tym merytorycznie rzuca na kolana, nie jest bajką ,,odmóżdżaczem”, chociaż można zatracić na niej poczucie czasu, nie wiedząc kiedy nam minęło półtorej godziny.

Ocena: 10/10

10

Karolina Rybińska

Karolina Rybińska

Zostałam wychowywana w miłości i szacunku do książek, pałam tym uczuciem do dziś. Ciągle boję się, że nie staczy mi życia na wszystko, co chciałabym przeczytać, dlatego chłonę książki jak gąbka. Thrillery, horrory, kryminały i literaturę współczesną, fantastykę – lubię przeplatać rodzaje, żeby nie popaść w monotonię. Prywatnie dążę do własnej biblioteki. Skończyłam dziennikarstwo i po dwóch latach przerwy od studiów postanowiłam wrócić na zupełnie inny kierunek – logistykę. Po intelektualnych wojażach przelewam siódme poty na siłowni, a to crossfit, a to sztangi albo sztuki walki.
Karolina Rybińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *