Recenzja filmu Córki dancingu: dziwy nad dziwami, czyli polski musical o syrenach

Gdy  debiutancki pełnometrażowy film fabularny Agnieszki Smoczyńskiej wszedł na ekrany część widzów uciekała z sali kinowej krzycząc „kicz!”, pozostali trwali w transie tego zjawiska z oczami przylepionymi do ekranu. „Córki dancingu” z pewnością wzbudziły sporo kontrowersji. Wyróżnienie na Festiwalu Sundance jeszcze mocniej wypromowało tę produkcję, a nie zapominajmy, że na własnym podwórku debiutantka otrzymała kilka wyróżnień za innowacyjność. A jak wyglądał mój seans musicalu o syrenach? Podśpiewywałam z zachwytu, byłam skonsternowana, przyjemnie zaskoczona czy przerażona? A może nie mogłam się zdecydować, która z emocji bierze górę nad pozostałymi w danej scenie?

Dwie syreny-nastolatki (tak, właśnie, nastoletnie syreny…), Złota (Michalina Olszańska) i Srebrna (Marta Mazurek), lądują w jakimś zbiorniku wodnym w Warszawie. Są lata 80., króluje PRL i moda na dancingi. Przypadkowo stają się częścią tego świata mieniącego się brokatem, cekinami i całą ferią barw – dołączają do muzyków zespołu Figi i Daktyle, który grywa w jednym ze stołecznych klubów. Zafascynowane nową rzeczywistością postanawiają chwilę się zabawić, tym bardziej, że bardzo szybko zyskują popularność i stają się sensacją nocnego warszawskiego życia. Niestety, sprawa się komplikuje, gdy Srebrna zakochuje się w jednym z członków zespołu. A syreny przecież ludźmi się żywią, a nie darzą ich uczuciami. Czy dziewczynom udała się wybrnąć z sytuacji tak, aby nie zamienić się przypadkiem w morską pianę?

„Córki dancingu” to fascynujące, wyłamujące się z wszelkich wyobrażeń oraz ignorujące wszystko to, co w kinie już było, połączenie musicalu z horrorem, komedią i filmem fantastycznym. Ba, to tak naprawdę opowieść o dojrzewaniu i o nastoletniej miłości, więc bez oporów można go nazwać produkcją dla młodzieży. Na domiar wszystkiego akcja filmu rozgrywa się w czasach PRL-u, a pstrokacizna zostaje zestawiona z widokiem kolejki przed sklepem odzieżowym. W dodatku ta rzeczywistość została przedstawiona nieco kontrowersyjnie na scenie panuje negliż, a w klubach  pełna swoboda.

Oryginalny i ironiczny obraz to także przykład bardzo ciekawego wykorzystania mitów oraz wierzeń.Twórcy pokazują syreny jednocześnie jako pragnące miłości oraz atencji nastolatki, jako krwiożercze stwory rozszarpujące ludzi na kawałki (krwi tutaj prawie tyle co w filmach Tarantino), jako urocze, niewinne istoty o anielskich głosach. Jednak mogą się one zamienić w morską pianę, jeśli nie będą przykładać zbytniej wagi do swoich uczuć oraz tego, gdzie je lokują.

W debiutanckim filmie Agnieszki Smoczyńskiej brokat, cekiny, kolory, bajeczne fryzury i odważne makijaże to bohater zbiorowy, równy Złotej i Srebrnej. Przykuwają uwagę bardziej nawet niż rybie ogony czy „epickie” sceny zjadania ludzi przez syreny. Na klubowej scenie dzieje się tyle, że nie sposób wszystkiego ogarnąć wzrokiem, nawet, jeśli bardzo byśmy chcieli. Warszawskie dancingi jawią się jak symbioza najpiękniejszego snu i koszmaru, po którym budzimy się zlani zimnym potem. W tym niezwykłym kolażu ogromną rolę odegrał teledyskowy montaż, wykorzystanie różnych kolorowych filtrów oraz, przede wszystkim, pieczołowicie dobrane kostiumy i przygotowana scenografia.

Córki dancingu to wręcz plejada znanych (i bardzo dobrych!) polskich aktorów. Odstają jedynie dwie dziewczyny wcielające się w główne role, czyli Michalina Olszańska i Marta Mazurek, a także Jakub Gierszał. Bliżej im do występów w telenowelach niż w docenianych na niezależnych festiwalach produkcjach, a gwiazda Sali samobójców ma przez większość filmu minę w czym ja w ogóle gram?. Za to drugi oraz trzeci plan to pokaz dziwacznych, acz hipnotyzujących aktorskich umiejętności Danuty Stenki, Kingi Preis, Magdaleny Cieleckiej czy Joanny Kulig.

Muzycznie film naśmiewa się niekiedy sam z siebie. Syreny śpiewają o tym, że nie są w pełni kobietami (ze względu na charakter bloga nie będę przywoływać tekstu wspomnianego utworu), a w momentach, w których pojawiają się piosenki o smutku wydają się one naszpikowane ironią czy szyderą. Głosy aktorów wcale nie przeszkadzają, ale żaden także nie ujmuje w szczególny sposób (tak, jakby żaden z artystów się nie starał pokazać czegoś więcej wokalnie). Za to bardzo przyjemnie prezentuje się występ damskiego, siostrzanego duetu Ballady i Romanse, który także skomponował główną piosenkę do tego polskiego obrazu.

W polskim kinie nie było jeszcze czegoś takiego jak „Córki dancingu”. Intrygujący, zabawny, przerażający, absurdalny, nielogiczny, wyśpiewany, rodzący w głowie pytanie „na co ja w ogóle patrzę?” i myśl „ale to jest inne!”. Agnieszka Smoczyńska powinna teraz zrobić jakiś równie pokręcony obraz, który namiesza polskim widzom w głowie jeszcze bardziej. A co, ktoś musi dzielić nasz kraj w inny niż polityczny sposób.

Ocena 7/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *