Recenzja filmu Kim jest Michael?: ze skrajności w skrajność, czyli własnoręczne pranie mózgu

James Franco to istny fenomen w filmowym świecie. Potrafi wystąpić w ponad dziesięciu produkcjach rocznie, a trafi się w tym i jakaś oscarowa rola. Zdarza mu się być scenarzystą, reżyserem i producentem. Ostatnio nawet zagrał główną rolę w serialu opartym na powieści Stephena Kinga – „11.22.63”. Dość często wcielał się w kontrowersyjne postacie (należy przywołać tutaj chociażby telewizyjną kreację Jamesa Deana), a tytułowy bohater z debiutanckiego filmu Justina Kelly’ego z pewnością do takowych należy. Wystarczy sprowadzić fabułę „Kim jest Michael?” do jednego zdania – opowieść o homoseksualnym aktywiście, który za sprawą cudownego nawrócenia zostaje heteroseksualnym pastorem.

Historia Michaela Glatze (James Franco) to biografia dziennikarza i redaktora dwóch magazynów LGBT, który na początku XXI wieku postanowił całkowicie odmienić swoje życie. Homoseksualny aktywista, broniący młodych Amerykanów będących w mniejszości seksualnej przed kościelnymi radykałami zmienia się dość nagle w poszukującego Boga, wątpiącego w swoją własną naturę. Po kilku latach staje się heteroseksualnym pastorem, głoszącym, że aby uniknąć ognia piekielnego należy wykorzenić wszystkie „nienormalne zachowania” i kroczyć „prawidłową” ścieżką (to znaczy, że nie wolno być gejem, tylko trzeba mieć żonę, jak Bóg przykazał).

 

Gdy głównym producentem wykonawczym oglądanego przez nas filmu jest Gus van Sant wcale nie musimy zerkać do opisu fabuły. Wiemy, że mniej lub bardziej będzie on dotyczył kultury LGBT. W szerszym spektrum „Kim jest Michael” pobieżnie przygląda się owej kulturze w San Francisco, gdzie historia Glatze się zaczyna. Jednak, gdy jego życiowy partner i miłość jego życia, jak twierdzi w jednej z pierwszych scen, pragnie się przeprowadzić, aby przejąć firmę swojego ojca, dziennikarz porzuca swój magazyn i (mimo, że dość niechętnie) rusza do niewielkiego miasteczka w Kanadzie. Przeprowadzka sprawia, że jego życie diametralnie się zmienia – nie bardzo wie, co zrobić, gdy porzuca swoją pasję. Po jakimś czasie postanawia zacząć wydawać kolejny magazyn LGBT, skierowany do młodych ludzi, a nawet wraz z Bennettem i pewnym młodym gejem, który z nimi zamieszkał, nagrywa dokument poświęcony młodzieży homoseksualnej. To właśnie wtedy rozpoczynają się jego rozterki. Zmiana otoczenia powoduje zmianę jego nastawienia oraz poszukiwanie siebie na nowo.

Przez cały film miałam nadzieję, że „nawrócenie” Michaela to jedynie głupi wyskok, że zaraz nastąpi główny zwrot akcji, w którym rozumie swój błąd, wraca do miłości swojego życia i uświadamia sobie, że nie jest to droga dla niego. W pewnym momencie stał się wrogiem zarówno dla chrześcijan, jak i dla środowiska LGBT. Nie można Michaelowi odjąć charyzmy oraz pewnego rodzaju wrodzonego przywództwa – nieważne, którą ze stron reprezentuje. Widać, że to człowiek uzależniony od skrajności, od radykalności, od  adoracji, od ideologii, który nie umie bez nich funkcjonować. Czy różnicą było dla niego, czy jest gejem-aktywistą, czy przyszłym pastorem, który buntuje innych uczniów wobec lektora? Czy potrzebował po prostu kolejnej radykalnej zmiany i radykalnego poglądu, bo nie umiał się odnaleźć w nowym otoczeniu? A może to, że słyszał głos Boga i sądził, że przez niego przemawia, było oznaką wyłącznie zaburzeń psychicznych?

Ogromnym skarbem tej produkcji jest sam James Franco, który świetnie sprawdza się jako bohater poszukujący samego siebie. Nie ma w jego grze patosu czy nadmiaru emocji  wszystkie skrajne emocje zostały wyważone, tak, aby bardzo skrupulatnie przejrzeć drogę przemiany głównego bohatera. Udało mu się udźwignąć rolę, która wcale nie była prosta oraz łatwa do zagrania, pomimo, że mógł na to wskazywać scenariusz.

„Kim jest Michael?” to film, który oburzy prawdopodobnie część zwolenników i uczestników kultury LGBT, jak i część środowiska katolickiego. Pomimo, że ta historia nieco mnie zirytowała, to niewątpliwie wzbudziła we mnie spore emocje  takie, jaką jest cała ta opowieść – dość skrajne. Polecam ją wszystkim tym, którzy poszukują samych siebie – to dobra lekcja, jak nie zatracić się w czymś całkowicie i nie próbować odnaleźć swojego „ja” na siłę.

 

Ocena: 7/10

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *