Recenzja serialu Peaky Blinders, sezonu drugiego: gangsterska krew jeszcze gęstsza, akcent jeszcze lepszy

Pierwszy sezon „Peaky Blinders” pokochałam od pilotażowego epizodu. Nie dość, że grał w nim Cillian Murphy, to od początku zaskakiwał niezwykłą wirtuozerią od strony formalnej i opowiadał historię pewnego gangu osadzając ją w kontekście pierwszej wojny światowej oraz wojennej traumy.Drugi sezon, pomimo, że obejrzałam ze sporym opóźnieniem, pochłonęłam w ciągu jednego wieczoru (jak zawsze żałuję, bo trzeba było tę przyjemność rozłożyć na kilka dni). Steven Knight pozostawia atuty swojej produkcji, okraszając ją jeszcze nowymi postaciami i znakomitym Tomem Hardy’m, który walczy o atencję na ekranie z Murphym.

Akcja drugiego sezonu rozgrywa się dwa lata później, w 1921 roku. Peaky Blinders chcą rozpocząć ekspansję Londynu i dostać się na największy tor wyścigowy w Wielkiej Brytanii. Tommy nie zapomniał o Grace, a inspektor Campbell, który przeżył jej postrzał, nie może zapomnieć o gangsterskiej rodzinie. Szuka zemsty i dojścia do Shelby’ego, aby wreszcie go wsadzić do więzienia lub doprowadzić do jego śmierci. W tym celu wraca do Birmingham. Ciotka Polly wraca do przeszłości – pragnie dowiedzieć się, czy dzieci, które jej zabrano wiele lat temu nadal żyją i planuje je odnaleźć. The Garrison, pub Peaky Blinders, zostaje wysadzony, Esme Shelby nie do końca się zgadza z planami Tommy’ego, a Arthur znów zaczyna tracić nad sobą kontrolę. Czy uda im się pokonać Żydów i Włochów i znaleźć miejsce dla siebie w Londynie? Czy Tommy pozna nową kobietę i uda mu się zapomnieć o Grace?

Steven Knight rozpoczyna drugą odsłonę „Peaky Blinders” prawdziwym trzęsieniem ziemi. Już pierwsza scena wybuchu pubu wbija w fotel. Nie poznajemy powoli nowych dziejów rodziny Shelby’ch, lecz zostajemy od razu wrzuceni w morze porywających wydarzeń. Serial ani na chwilę nie zwalnia raz przyjętego tempa, nawet jeśli chodzi o sceny romantyczne czy spotkań Tommy’ego z płcią przeciwną.

Tym razem również powracają motywy znaczenia rodziny oraz powojennej traumy. Obie w szczególności dotyczą Arthura. To on nie może ponownie poradzić sobie z tym, co ujrzał na polu bitwy, z tym, z czym musiał się zmierzyć. Wydaje się, jakby wszyscy, zarówno on, jak i pozostali bracia wciąż czuli się, jakby byli na wojnie. Stąd w jakiś sposób może wynikać ich skłonność do przemocy, a właściwie wręcz ich potrzebę czynienia krzywdy. Za to Polly przez cały sezon skupia się na odszukaniu swoich dzieci oraz na relacjach rodzinnych, które zaprzepaściła wiele lat. Zaznaczona zostaje także silna relacja Arthura z matką, która chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, czym parają się jej synowie.

Druga odsłona „Peaky Blinders” to soczysta, krwista, przepełniona intrygami oraz manipulacją wojna trzech gangów. Jednak to wyłącznie pierwszy plan. Wątki rodzinne nie pozostają zaniedbane. Niezbyt dobre relacje pomiędzy Tommy’m a kobiecą stroną rodu nabierają na sile i zyskują więcej czasu ekranowego. Podobnie przyglądamy się jego związkom z płcią przeciwną – tym razem nie kocha go tylko jedna kobieta. Przecież one wszystkie „chcą poczuć, że żyją”.

W zaskarbianiu całego ekranu dla siebie Cillian Murphy zyskuje poważną konkurencję w postaci Toma Hardy’ego. Obu uwielbiam nie tylko za ich wygląd i grę, ale także za zniewalający, rozbrajający głos w połączeniu z pociągającym akcentem (wychodzi ze mnie okropna fangirl, ale przynajmniej się nie ukrywam). Charlotte Riley wcielająca się w May Carleton, jedną z kobiet Tommy’ego, również przykuwa uwagę za pomocą głębokiego tembru głosu oraz niezwykłą, zapadającą w pamięć urodą. Helen McCrory tym razem ma jeszcze więcej do wygrania – sceny, w których wpada w histerię lub panikę w pełni ukazują jej aktorski kunszt. Za to Paul Anderson prezentuje całkiem nowy poziom szaleństwa swojego bohatera – od łajdaka podrzynającego gardła po pogrążonego w depresji maminsynka.

Ponownie klimat serialu uzupełnia doskonale dobrana muzyka. W soundtracku usłyszymy takich wykonawców jak PJ Harvey, The Dead Weather, Johnny’ego Casha, The Kills, Nicka Cave’a & The Bad Seeds czy Arctic Monkeys. Każdy utwór został idealnie dopasowany do konkretnej sceny, pogłębiając jej znaczenie zarówno muzyką, jak i tekstem. Podobna rzecz ma się ze scenografią oraz kostiumami – nadal zaskakują swoim mrokiem, przyziemnością, nieprzystępnością.

Drugi sezon „Peaky Blinders” nie odstępuje ani na krok pierwszemu. Wręcz wybija się jeszcze dopracowaniem detali oraz pojawieniem się nieskazitelnego Toma Hardy’ego. To, co było dobre, zostało udoskonalone, a ewentualne niedociągnięcia zatuszowano. Ponownie to niebanalny, niepowtarzalny klimat, znakomita strona formalna i historia, która porwie każdego.

 

Ocena: 9/10

 

99999

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *