Recenzja filmu “Moonlight”: kategoria: skrojone pod Oscara

7774878.6 (1)Muszę przyznać, że od kilku dni mam okropny problem z produkcją Barry’ego Jenkinsa. Z jednej strony staram się zrozumieć jego liryczność oraz uniwersalność, z drugiej – nie mogę się pogodzić ze sztampowością samej historii. Trudno nie uznać, że “Moonlight” należy do kategorii filmów skrojonych pod Oscara. Czy jest jednak filmem przełomowym? W zakresie zaprezentowanej intymności, przedstawionych problemów, podjęcia, jak twierdzą niektórzy, tematów tabu?

Ubogi, czarny chłopiec dorasta w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Miami. Little, jak nazywają go koledzy, stara się znaleźć swoje miejsce w świecie. Matka chłopca coraz mocniej pogrąża się w wyniszczającym ją nałogu narkotykowym. Na szczęście Chiron/Little, poznaje Juana (Mahershala Ali), który staje się dla niego swego rodzaju ojcem zastępczym. Czysty, widny, przestrzenny dom mężczyzny, w którym mieszka ze swoją dziewczyną Teresą (Janelle Monae), staje się dla chłopca oazą stabilności, spokoju, bezpieczeństwa. Obserwujemy życie Chirona na jego trzech etapach – dzieciństwa, nastoletniości oraz dorosłości. W każdym z nich główny bohater nadal stara się odnaleźć samego siebie.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że najważniejszym powodem, dla którego produkcja Jenkinsa otrzymała Oscara, jest sama charakterystyka głównego bohatera. Czarnoskóry gej mieszkający z niedbającą o niego matką narkomanką, bez ojca, gnębiony przez kolegów. Oscara czuć nosem już po jednym zdaniu. Nie dajcie się zwieść – to naprawdę sztampowa historia. Jedynie opowiedziana w przemyślany sposób. Bowiem Jenkins prezentuje najważniejsze pod względem emocjonalnym wydarzenia z życia chłopca, pomijając wszystko to, co pomiędzy. Wbrew pozorom niezwykle usystematyzowany schemat opowieści sprawia, że ta historia wiele zyskuje. Prawdopodobnie gdyby nie to, byłaby stawiana w o wiele gorszym świetle.

Wszystko to zostało opakowane w pięknie skomponowane kadry; niemalże romantyczne sceny przepełnione małymi, udramatyzowanymi gestami mieszają się z tymi przepełnionymi przemocą i brakiem zrozumienia. Skupienie się na niewielkich gestach, obserwacja każdego najdrobniejszego drgnięcia ust, grymasu czy spojrzenia do pewnego momentu urzekały nawet i mnie. Starałam się dostrzec coś unikatowego w zabawie światłem i nocą. Jednak im dalej w las, tym bardziej te zabiegi stawały się nijakie. Mimo że w ostatniej sekwencji, opowiadającej o Blacku, niektórych zbliżenia oraz detale mogły uderzyć ze zdwojoną siłą. Patrząc na miotającego się w sobie samym dorosłego faceta, zabrakło mi do tego cierpliwości. To wszystko mogło się perfekcyjnie uzupełnić, jednak nawet w sferze wizualnej zdecydowanie brakowało mi szczerości. Uczucie sztuczności i zimnej kalkulacji nie opuściło mnie do końca seansu – zarówno oceniając scenariusz, jak i mise-en-scene.

Trudno za to nie zwrócić uwagi na aktorski popis dwójki czarnoskórych aktorów: Janelle Monae i Mahershala Ali. Aktorka wznosi się na szczyty swoich możliwości w momentach, w których najbardziej widać pogłębiające się szaleństwo bohaterki, w którą się wciela. Monae gra kochającą matkę, by po chwili zamienić się w sadystyczną szantażystkę. Mahershala Ali święci triumfy właściwie w każdej scenie, w której się pojawia, chociaż najlepiej wypada w scenie kłótni z matką Chirona.

„Moonlight”, choć nie jest filmem złym, prezentuje się raczej jako pusta, bezrefleksyjna wydmuszka, która widzowi oferuje złote góry, a pozostawia z ogromnym niedosytem. Hollywood po raz kolejny pokazało, że – jak mawia Ken Loach – w stosunku do kinematografii światowej nie ma zbyt wiele do zaoferowania. A przynajmniej nie wnosi nic odkrywczego i porywającego. Nadal będę uważać, że poprawność polityczna kieruje każdym wyborem Akademii.

Ocena: 6/10

6666

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *