Recenzja filmu “To tylko koniec świata”: grzech egoizmu, grzech zapomnienia

450_1000Ma dwadzieścia siedem lat, a każdy jego film to wydarzenie dla kinofilów. Xavier Dolan dostał się do świata ruchomych obrazów z niesamowitym hukiem w 2009 roku i od razu zdobył przychylność krytyków oraz miłość, szczególnie tych młodych, widzów. Oprócz wyrafinowanego, ale nie pretensjonalnego, smaku wizualnego, potrafi być autentyczny w każdej historii, którą opowiada. Tym bardziej, że często są one sposobem na rozliczenie się z jego przeszłością. Jego najnowsza produkcja sprawia również wrażenie w pewien sposób autobiograficznej, przede wszystkim ze względu na rodzaj autentycznej emocjonalności, którą zawarł w niej Dolan.

Louis (Gaspard Ulliel) wraca do domu po dwunastu latach nieobecności. Pragnie powiadomić rodzinę, że umiera i nie zostało my zbyt wiele czasu. Nie wie, czy ktokolwiek z nich chociaż za nim zapłacze. Starszy brat (Vincent Cassel) żywi do niego pretensje za to, że opuścił rodzinny dom, siostra Suzanne (Lea Seydoux) chce wyrwać się z małego miasteczka i zagubiona nie bardzo wie, jak odnaleźć samą siebie, a matka (Nathalie Baye) stara się złączyć wszystkie swoje dzieci. Uznany na świecie autor we własnym domu spotyka się z całą lawiną oskarżeń.

Nikt z członków rodziny nie bardzo wie, co zrobić z przyjazdem Louisa. Ożywają pretensje brata, budzą się oczekiwania siostry względem członka rodziny, którego tak naprawdę nigdy nie poznała. Żal, jaki nosi ze sobą Antoine wylewa się z ekranu na widza niczym żółć, którą wielu z nas nosi w sobie przez lata względem niegdyś nam bliskich osób. Już na początku zbliżenie na dłonie starszego brata sugerują, jakie problemy ciągną się za rodziną oraz za nim samym, spowodowane egoizmem oraz zapomnieniem ze strony Louisa. Lecz bohaterowie także na nowo zatracają się we wspomnieniach z błogiego dzieciństwa, które przynajmniej z perspektywy czasu zdaje się być sielanką.

Jedyną osobą, która zdaje się rozumieć, co się dzieje w rodzinnym domu jest Catherine (Marion Cotillard). To również, paradoksalnie, jedyna postać, która dobitnie uświadamia Louisowi, jak bardzo zawinił i jak doprowadził, niechcący, do wewnętrznego zniszczenia swojego brata. Matka wydaje się być przerysowaną, niemalże teatralną bohaterką, jednak ostatecznie jest silną, umoralniającą kobietą, która łączy wszystkich członków rodziny ze sobą. Nie robi tego zbyt umiejętnie ani z dobrymi skutkami, lecz stara się najmocniej, aby ten dzień był dla nich wyjątkowy.

To, co Dolan robi ze światłem, cieniem oraz sposób, w jaki kadruje postacie, nadaje jego opowieści dodatkowych smaków. Umie przedstawić najdrobniejsze zmiany w mimice, tak, aby porozumieć się z widzem bez słów; również operowanie kolorami nadaje charakteru jego bohaterom. W „To tylko koniec świata” doskonale to widać w scenie początkowej, gdy Louis staje u progu domu oraz podczas jego pierwszej rozmowy z Catherine. Przepięknie zaprezentowane retrospekcje to kolejne podkreślenie ówczesnej beztroski, która towarzyszyła rodzinie wiele lat temu.

Aktorzy to tym razem u Dolana tak samo wyraźny punkt jak strona wizualna oraz muzyczna. Vincent Cassel prowadzi prawdziwą walkę na ekranie z Leą Seydoux o uwagę widza. Tym bardziej, że obie role to role, które miały być krzykliwe, głośne, przepełnione bólem, wzajemnymi oskarżeniami. Udało się im to ograć bezbłędnie. Również świetnie wypada Marion Cotillard jako jąkająca się, myląca słowa żona Antoine’a – wybuchająca w jednej z kluczowych scen niczym wulkan.

Bawiący się muzyką młody reżyser kolejny raz pozostawił mnie wewnętrznie rozszarpaną, pełną dylematów i wątpliwości. Moment, w którym Dolan daje drugie życie piosence Dragostea Din Tei mołdawskiej grupy O-Zone zdaje się być jedynym, w którym czujemy, że bohaterowie są w tej chwili szczęśliwi, tańcząc bez skrępowania. Gorzkie zakończenie, nieco rozczarowujące, daje niewiele odpowiedzi, wywołując wręcz gniew. Dolan ewoluuje jako reżyser z każdą kolejną produkcją, z każdą kolejną koncepcją staje się coraz dojrzalszy – emocjonalnie oraz autorsko.

Ocena: 9/10

99999

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *