Recenzja książki “Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia”: bądźmy nieśmiertelni lub utońmy w szczęściu

ikigaiPęd cywilizacyjny, stres, wyścig szczurów tak bardzo przejęły kontrolę nad naszym życiem, że świat coraz prężniej szuka filozofii czy sposobu życia, które pozwoli odnaleźć jednostce wewnętrzny spokój i stabilizację. Pół roku temu zapanowała moda na hygge, czyli duńską sztukę szczęścia, o której powstało już kilka publikacji (przynajmniej na polskim rynku wydawniczym). Teraz zaczynamy poznawać nową metodę na osiągnięcie spełnionego życia. Ikigai to japońskie pojęcie, które, ogólnie rzecz biorąc, oznacza cel, który prowadzi człowieka przez życie, któremu całkowicie się oddaje. Dosłownie znaczy ono „szczęście płynące z bycia ciągle zajętym”. Dopiero w 2016 roku powstała pierwsza publikacja omawiająca ten japoński sekret długiego i radosnego życia autorstwa Hectora Garcii i Francesca Mirallesa.

Dwóch autorów wybrało się w podróż na Okinawę, gdzie na każde sto tysięcy mieszkańców przypada ponad dwudziestu czterech stulatków. To jedno z miejsc na świecie, gdzie ludzie żyją najdłużej. Garcia i Miralles pragną poznać sekret owej długowieczności – co należy zrobić, aby być sprawnym fizycznie i psychicznie do końca swoich dni? A przy tym być jeszcze szczęśliwym? Mężczyźni starają się dociec, czym dokładnie jest ikigai , japońska sztuka życia, jak je osiągnąć i przełożyć na grunt zachodni.

„Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia” to nieco ponad dwustustronicowy poradnik. Dawno nie znalazłam czegoś, co byłoby tak treściwe, skondensowane, łatwe w odbiorze, jeśli chodzi o poznawanie nowych sposobów na osiągnięcie psychicznej stabilności w życiu. Gdy sięgniemy po drugi rozdział poznamy proste zasady, dzięki którym możemy zmienić swoje codzienne życie, aby było długie i przyjemne. Z jednej strony zadowala pewna prostota w radach, które dają nam autorzy, z drugiej strony w pewnym stopniu wprowadzenie ich do naszego życia wydaje się bardzo trudne. O ile rozumiem, skąd może się brać stres w każdym z nas (oprócz powodów indywidualnych), który wynika z ciągłego napięcia podczas kontaktu ze smartfonem, tabletem, komputerem, potrafię wprowadzić w życie takie rytuały jak długie kąpiele, o tyle sądzę, że ilość snu często nie zależy od nas samych. Mimo że autorzy mają rację niemalże w każdym zdaniu, nie umiałabym się dostosować do więcej niż ¾ ich porad.

Niezwykle przekonujące okazują się wyznania najstarszych ludzi Wschodu i Zachodu. Każdy z nich przytacza inną złotą myśl dotyczącą długowiecznego życia, jednak wszystkie z nich dotyczą spokojnego, powolnego podejścia do codzienności, unikanie przejmowania się tym, na co nie mamy wpływu, stałe zajmowanie swojego umysłu oraz ciała jakimś zajęciem (kanapowcy będziecie żyć krócej!), jedzenie dużej ilości warzyw oraz posiadanie bliskiego kręgu przyjaciół, znajomych, z którymi regularnie spędzamy czas. Najbardziej przemawiają dewizy stulatków z Ogimi, których sposób życia wręcz urzeka i czytanie o nim sprawia, że marzymy, aby w ich wieku być w takiej kondycji umysłowo-fizycznej.

Garcia i Miralles w jasny i klarowny sposób wykazują różnicę między logoterapią a psychoterapią. Udowadniają, że najważniejsze jest znalezienie w naszym życiu sensu istnienia, pasji, która będzie nami kierować, celu, do którego niezłomnie będziemy dążyć. Nie możemy mówić o niezadowoleniu w momencie, w którym podnosimy się za każdym razem po przegranej „walce”, bo nasz upór oraz potrzeba samorealizacji determinują nasze szczęście.

Autorzy prezentują także ćwiczenia, które wykonują Japończycy, aby pozostawać cały czas w ruchu. Obserwując stulatków twierdzą, że nie potrzeba uprawiać jakiegokolwiek sportu, aby stać się „wiecznie młodym”. Wystarczy być aktywnym, często wychodzić z domu, nie prowadzić siedzącego trybu życia, który jest wykańczający dla naszego organizmu. Bardzo podoba mi się także dieta, którą stosują mieszkańcy Okinawy, jednak w Polsce jest niemożliwe, aby stosować ją w pełni z powodu braku dostępności niektórych produktów. Za to spożywanie posiłków tak, aby osiągać 80 procent sytości wydaje się wyjątkowo logiczne i racjonalne z anatomicznego punktu widzenia. Od kilku dni staram się stosować do tej zasady i, przyznam, wcale nie chodzę stale głodna.

Jestem pewna, że nie odnalazłam jeszcze swojego ikigai, jednak po przeczytaniu poradnika, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Muza zacznę intensywniej szukać swojego celu w życiu. Muszę przyznać, że ta książka uświadamia nam to, jak ważne jest dbanie o siebie – nie tylko o swoje ciało, ale także o swoje wnętrze. Większość sposobów na osiągnięcie spokoju i szczęścia nie jest trudna do wprowadzenia w życie, wymaga jedynie konsekwencji oraz cierpliwości w prowadzeniu nowych rytuałów do swojej codzienności. Ikigai. Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia to według mnie obowiązkowa lektura dla każdego człowieka istniejącego, funkcjonującego w XXI wieku.

Ocena: 8/10

88888

Recenzja filmu “Zwierzogród”: możesz zostać kimkolwiek zechcesz

7724774.3Walt Disney Company od początku swojej działalności przedstawiał nie tylko animowane światy ludzi, ale także zwierząt. Wystarczy wspomnieć chociażby “Robin Hooda”, “Bambi”, “Dumbo” lub kultowego “Króla Lwa”. Twórcy “Zwierzogrodu” postanowili sięgnąć do tej tradycji i stworzyć kolejny disneyowski film o zwierzętach. Byron Howard wraz z Richem Moorem zrobili jedyną w swoim rodzaju animowaną komedię sensacyjną, która nie dość, że rozbawi każdego inteligentnym humorem (scena z leniwcami!) i nie wypuści z macek pędzącej akcji, to jeszcze stanie się dobrym motywatorem do wyzbycia się zbędnych uprzedzeń.
Zwierzogród to miasto, w którym żyją wszystkie gatunki zwierząt. Ponoć nieważne jakim stworzeniem jesteś ? możesz tam zostać kimkolwiek zechcesz. Pewnego dnia do miasta przybywa ambitna i niezwykle pracowita Judy Hops. Robi wszystko, aby w akademii policyjnej odnieść sukces oraz zakończyć swoje szkolenie zdobywając odznakę. Niestety, nie jest jej zbyt łatwo. Mimo, że swoją edukację kończy jako najlepsza na roku, nikt nie chce zaakceptować pierwszego królika zatrudnionego w policji. Za sprawą burmistrza zostaje skierowana do pierwszego komisariatu w Zwierzogrodzie. Jednak musi zrobić o wiele więcej, aby przestać być “dziewczyną” od parkometrów. Na jej drodze w najgorszym momencie pojawia się chytry i gadatliwy lis – Nick Bajer. Czy drapieżnik okaże się pomocny w rozwiązaniu kryminalnej zagadki? Czy w końcu dwójka bohaterów przestanie żywić do siebie negatywne emocje? Czy Judy uda się odnieść sukces?
“Zwierzogród” to w gruncie rzeczy film o stereotypach i uprzedzeniach. O tym, jak potrafią one zamazać obraz jednostki, o tym, jak bardzo mogą być krzywdzące. Cała relacja dwójki głównych bohaterów opiera się początkowo właśnie na mylnych wyobrażeniach i przekonaniach. W dodatku burmistrzem miasta jest lew (król zwierząt), a komendantem policji bawół (uparty bardziej niż osioł). Twórcy również w taki sposób starają się zwrócić uwagę na to, jak bardzo stereotypy rządzą naszym życiem.
Dwie główne postacie, Nicka i Judy, zbudowano na zasadzie przeciwieństw: ofiara-drapieżnik, cynik-niepoprawna optymistka.  Nawet ich wygląd podkreśla ich podejście do życia. Futro Judy jest zawsze pięknie uczesane i zadbane, za to Nicka sugeruje jego niechlujność. Lis nosi hawajską koszulę oraz luźne spodnie, co wskazuje na jego swobodny i bezstresowy tryb życia. Za to strój Judy podkreśla jej zaangażowanie, pewność siebie, gotowość do działania. Nasi bohaterowie to naturalni wrogowie posiadający przesądy na swój temat. Nick szydzi z Judy, że jest “głupiutkim króliczkiem”, Judy z Nicka, że jest “szczwanym lisem”. I jedno, i drugie zostało nauczone podobnego podejścia przez bliskich, przez skrajne doświadczenia tak pochopnych osądów. Weryfikuje je dopiero życie, w momencie, w którym ofiara i drapieżnik zaczynają się ze sobą poznawać oraz odkrywać prawdę o tym, kim naprawdę są.
Co ciekawe, sam Zwierzogród składa się z kilku stref. Skoro to miasto, w którym mieszkają wyłącznie zwierzęta, musiały one dostosować do swoich potrzeb całą infrastrukturę do potrzeb poszczególnych gatunków. Na dzielnice miasta składa się między innymi Stara Sahara, którą zamieszkują zwierzęta pustynne, Tundrówka, gdzie żyją łosie i niedźwiedzie polarne, Las Padas, czyli miejsce dla między innymi dla pum (lasy deszczowe, gdzie nawadnianie jest zaprojektowane tak, aby woda z rzeki była pobierana przez specjalne zraszacze, które następnie tworzą sztuczny deszcz), Chomiczówka – strefa zamieszkiwana przez najmniejsze gryzonie oraz Sawanna Główna, czyli samo centrum miasta. Wszystkie te miejsca różnią się od siebie kolorystyką i sprawiają wrażenie, jakby każde z nich było inspirowane inną aglomeracją.
Oczywiście nie mogło także zabraknąć odniesień do kultury popularnej oraz do klasycznych dzieł kinematografii. Trochę ekranowego czasu poświęcono “mysiemu” “Ojcu chrzestnemu”, a nawet zdarzały się uśmiechy w stronę “Brudnego Harry’ego”. Znalazło się nawet miejsce dla gwiazdy pop, celebrytki “z prawdziwego zdarzenia” – Gazelli, która śpiewa głosem Shakiry.
Ogromny świat Zwierzogrodu zachwyca swoim wizualnym dopracowaniem. Dwójka głównych bohaterów swoje emocje dostarcza przez… uszy. To one są wyrazem ich uczuć, w zależności od tego, czy są opanowani, spokojni, czy czegoś nasłuchują, czy są podekscytowani lub szczęśliwi. Wymagało to także ogromnego zaangażowania ze strony twórców, aby podejść tak skrupulatnie do tematu badając zachowania poszczególnych zwierząt. Z łatwością można zauważyć, że na ekranie oddano sposób bycia poszczególnych gatunków zwierząt, zaznaczono ich najbardziej charakterystyczne cechy. Można między innymi zwrócić uwagę jak skrupulatnie zaobserwowano kręcenie nosem u królików. Poza tym, są postacie, które rzucają się w oczy wraz ze swoją sierścią – jak burmistrz, którego bujna grzywa żyje własnym życiem czy Jakims będący hipisem uwielbiającym nudyzm (to również niezwykle zabawny pomysł twórców) lub trzęsący się przez cały seans brzuch policjanta Pazuriana. W dodatku twórcom udała się rzecz dość skomplikowana – czyli przedstawić postacie bardzo różniące się między sobą wielkością oraz oddać tę różnicę na ekranie, nie popadając w żaden absurd lub przesadyzm.
“Zwierzogród” powinien zachwycić widza w każdym wieku i o każdych wymaganiach, ponieważ każdy znajdzie w nim coś dla siebie – fan sensacji, komedii, animacji i “obyczajówki”. Szaleńczo zabawny, nie zwalnia tempa ani na chwilę niczym rasowy film akcji. Jednocześnie to obraz bardzo emocjonalny, wzruszający, który stara się zawalczyć ze stereotypami tkwiącymi przede wszystkim w nas, w dorosłych, a nie w najmłodszych. Ba, w dodatku najnowsza produkcja Disneya to jeszcze wizualne mistrzostwo. To jak, czy ktoś z Was nie pójdzie do kina?

Ocena: 9/10

99999

Recenzja książki “Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” Amy Ahlers, Christine Arylo: czy zdefiniowanie siebie wystarczy, aby się uleczyć?

rozpraw-sie-ze-swoja-wewnetrzna-jedza1Gdy otrzymałam informację o premierze książki „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” skakałam z radości. Pomyślałam – w końcu pozbędziesz się toksycznego związku z samą sobą, zaakceptujesz siebie, ba, a nawet zdefiniujesz siebie na nowo. Tata, gdy tylko przyszedł egzemplarz poradnika, stwierdził, że to chyba jakaś nowa kobieca biblia. Przecież każda z nas zdaje sobie sprawę, że jesteśmy Paniami własnych ograniczeń i, bardzo często, nie bywamy władczyniami własnych wyborów. Czy określenie naszych problemów jest pierwszym krokiem do życiowej rewolucji? Czy istnieje jakiś skuteczny sposób, aby rozprawić się ze swoją zołzą, która skierowuje nasze życie na złe tory?

Amy Ahlers i Christine Arylo stworzyły poradnik, który ma za zadanie wytłumaczyć kobietom, jak zacząć kochać samą siebie i przestać się niszczyć. Autorki uczą, jak walczyć z własnymi demonami. Stworzyły trzynaście typów „wewnętrznych jędz” (WJ), które potrafią zawładnąć naszym życiem. Odkrycie, którym z nich jesteśmy pomagają liczne zadania oraz niebanalny test. Kolejne rozdziały ujawniają pełen program, dzięki któremu możemy ujarzmić nasze wewnętrzne zołzy. Autorki, trenerki personalne, uczą, jak pozbyć się autodestrukcyjnych nawyków i jak wyleczyć się na zawsze ze skłonności do niszczenia swojego życia.

Sięgałam po ten poradnik pełna nadziei oraz oczekiwań. W pierwszym rozdziale łykałam każde słowo, spisywałam złote myśli do kalendarza, starałam się czerpać z każdej strony pełnymi garściami. Zdefiniowałam samą siebie będąc w szoku, że Ahlers i Arylo tak dobrze poznały kobiecą psychikę i robią wszystko, aby pomóc wszystkim czytelniczkom. Pierwszy rozdział pokazał mi, że nigdy wcześniej nie miałam w rękach tak oryginalnej pozycji dla kobiet, która miałaby zrewolucjonizować nasze życia. Niestety, gdy doszłam do momentu, w którym autorki zaczynają prezentować, jak walczyć ze swoimi wewnętrznymi słabościami, jakość poradnika zaczęła drastycznie spadać.

Oczekiwałam, że innowacyjność w rozpoznaniu przełoży się także na porady, które wskażą, jak ponownie zacząć sterować swoim życiem. Na nieszczęście, okazało się, że pozostała część „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą” to istny banał oraz powtarzanie porad, które znamy z większości wcześniejszych podobnych lektur. Powtarzanie mantr czy wiara w siebie nie wydają się po takim czasie skutecznym rozwiązaniem.

Recenzja książki “Czerwone światło hańby” Grahama Mastertona: Anioł Śmierci wkracza do Cork

d_2744Jak już pewnie wiadomo wszystkim, którzy niekiedy wchodzą na naszego bloga, Grahama Mastertona kocham odkąd zaczęłam czytać kryminały, thrillery i horrory. W związku z tym zawzięłam się i postanowiłam  przeczytać wszystkie książki z cyklu o Katie Maguire. Po ,,Upadłych Aniołach”, które wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie, zastanawiałam się, czy kolejna powieść z serii zdoła przebić swoją poprzedniczkę. Bądź – czy chociaż dotrzyma poziomu napięcia i grozy, jaki towarzyszył mi podczas lektury ,,Upadłych aniołów”? Czytaj dalej “Recenzja książki “Czerwone światło hańby” Grahama Mastertona: Anioł Śmierci wkracza do Cork”

Recenzja książki “Upadłe anioły” Grahama Mastertona: potwory są wśród nas

d_3686Będąc na spotkaniu z Grahamem Mastertonem w Empiku dowiedziałam się, że pisze thrillery, a na dodatek w jednym z nich poruszył ciężki temat jakim jest pedofilia wśród księży. Od razu mnie to zaintrygowało i postanowiłam, że zapoznam się i z tą pozycją, jako że jest to interesujący i kontrowersyjny temat, o którym ostatnio zaczęło się coraz więcej mówić. Po drugie byłam bardzo ciekawa, jak tak nie ukrywajmy, ciężką sprawę ugryzie Mistrz i jak daleko popłynie jego pisarska wyobraźnia.

Z Katie Maguire spotykamy się ponownie po półtora roku od ostatnich wydarzeń, gdy rozwiązała zagadkę rytualnych morderstw. Dowiadujemy się, że pogodziła się ze śmiercią swojego męża Paula, którego myślę, że nawet gdyby przeżył i tak by opuściła ze względu na trudny charakter małżeństwa. Katie mieszka z siostrą i w końcu znalazła prawdziwą  miłość i oparcie w Johnie – farmerze w Cork, którego mieliśmy okazję poznać w ,,Białych Kościach”. Jednak uczucie to będzie wystawiane na próbę. Czytaj dalej “Recenzja książki “Upadłe anioły” Grahama Mastertona: potwory są wśród nas”

Recenzja książki “Białe kości” Grahama Mastertona: mistrza grozy zabawy z thrillerem

d_3661Po pierwsze muszę przyznać, że kocham Grahama Mastertona i tą miłością pałam do niego od chyba 14 roku życia. Czytając książki w tamtych czasach nie mogłam wyjść z podziwu jak słowami zapisanymi na kartach książki można wywołać w człowieku taki strach. Przyznam się, że nie raz nie mogłam wyjść spod kołdry, bo tak się bałam.  Wstyd mi, ale dopiero na spotkaniu z Matertonem w warszawskim Empiku dowiedziałam  się, że wydał on serię książek kryminalnych. By zmyć z siebie tą hańbę sięgnęłam po Katie Maguire” (,,Białe Kośći”), czyli  pierwszą część cyklu thrillerów, gdzie główną bohaterką jest twarda pani nadinspektor Katie Magiure.  Masterton to pisarz książek, które mrożą krew w żyłach, a głównymi bohaterami są duchy, czy potwory z zaświatów. Tym razem Mistrz postanowił wkroczyć na drogę thrillerów i wyszło mu to bardzo dobrze. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie wplątał w zwykły kryminał wątków związanych z mistycyzmem i światem pozagrobowym. Czytaj dalej “Recenzja książki “Białe kości” Grahama Mastertona: mistrza grozy zabawy z thrillerem”

Recenzja filmu “To tylko koniec świata”: grzech egoizmu, grzech zapomnienia

450_1000Ma dwadzieścia siedem lat, a każdy jego film to wydarzenie dla kinofilów. Xavier Dolan dostał się do świata ruchomych obrazów z niesamowitym hukiem w 2009 roku i od razu zdobył przychylność krytyków oraz miłość, szczególnie tych młodych, widzów. Oprócz wyrafinowanego, ale nie pretensjonalnego, smaku wizualnego, potrafi być autentyczny w każdej historii, którą opowiada. Tym bardziej, że często są one sposobem na rozliczenie się z jego przeszłością. Jego najnowsza produkcja sprawia również wrażenie w pewien sposób autobiograficznej, przede wszystkim ze względu na rodzaj autentycznej emocjonalności, którą zawarł w niej Dolan. Czytaj dalej “Recenzja filmu “To tylko koniec świata”: grzech egoizmu, grzech zapomnienia”

Recenzja filmu “Lego Batman: Film”: Godzilla zabija Saurona przed wejściem do bat jaskini, czyli „Lego: Batman” orgazmem dla geeków

13735783_1211035558915337_1757619073098035960_oGdyby ktoś powiedział mi kilkanaście lat temu, że będąc dwudziestokilkulatką ochoczo będę chodzić na przedpremierowe pokazy filmów „Lego” i w dodatku brać z tego tytułu wolne w pracy to odpowiedziałabym, że chyba nieco szybciej dorosnę. Jednak okazało się, że stałam się geekiem, a bycie geekiem zobowiązuje. A chyba od dawna „nasza nacja” nie oglądała tak dobrej produkcji, z tyloma nawiązaniami, których można szukać przez kilka seansów, jak „Lego Batman: Film”.

Zbudowany z klocków Lego Batman to zakochany w sobie cham, który dostaje torsji na myśl o nawiązaniu relacji z drugą osobą. Jednocześnie tęskni za rodzicami i gdzieś głęboko bardzo mu brakuje rodziny. Jego życie odmienia się w momencie, gdy komisarz Gordon ustępuje stołka swojej córce, Barbarze, sierota Dick Grayson, nieco przypadkowo, trafia do rezydencji Bruce’a Wayne’a, a Joker oddaje się w ręce policji. Czytaj dalej “Recenzja filmu “Lego Batman: Film”: Godzilla zabija Saurona przed wejściem do bat jaskini, czyli „Lego: Batman” orgazmem dla geeków”