Recenzja książki “Pani Einstein” Marie Benedict: naukowa druga połowa

Benedict_Pani-Einstein_3DMówi się, że za sukcesem mężczyzny stoi kobieta, że jest ona szyją, która obraca głową. Czy w tym przypadku również będzie to prawda? Nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę po ,,Panią Einstein” Marie Benedict. Po pierwsze dlatego, że nawet nie wiedziałam, że miał on żonę, ponieważ zawsze wyobrażałam go sobie jako roztrzepanego kawalera. Po drugie zastanawiałam się, jaka kobieta mogła wytrzymać z tak zakręconym umysłem? Z chęcią chciałam przeczytać ,,Panią Einstein”, bo (nie będę ukrywała) ciekawi mnie życie znanych osób, tego jacy są na co dzień i jak radzą sobie z otaczającą ich sławą. Tym razem zmierzymy się z fikcją literacką pomieszaną z wątkami biograficznymi z życia Państwa Einstein, którzy lubili mówić o sobie, że są jedną skałą (z niemieckiego Ein Stein).

Mileva to młoda dziewczyna, okaleczona przez naturę – widocznie kuleje, ale przy tym jest ponadprzeciętnie inteligentna, jej mur obronny to wiedza matematyczno-fizyczna. Ojciec wspiera ją wiedząc, że to największa zaleta jego córki i stara się ją popychać w tę stronę – zachęca do pójścia na uniwersytet. Pamiętajmy, że to końcówka XIX wieku, gdzie kobiety siedzą w domu, rodzą dzieci, a nie studiują – jest to zarezerwowane tylko dla mężczyzn. Natomiast matka ma do niej ukryte pretensje, bo wie, że Mileva wraz ze swoją ,,deformacją” jest skreślona i nie znajdzie męża, nie spełni oczekiwań rodziny. Jednak dziewczynie udaje się dostać na uczelnię (jako jednej z pierwszych kobiet) w Zurychu. Jest samotna, ale zdeterminowana – musi udowodnić sobie, kolegom z roku i wykładowcom, którzy nie skąpią jej przytyków, że pomimo bycia kobietą ma wiedzę i zna się na rzeczy. W mieszkaniu ma koleżanki z którymi nawiązuje pakt mówiący, że nie będą miały mężów i skupią się na realizowaniu własnych pasji. Jakże los potrafi być przewrotny! Właśnie w tym momencie Mileva poznaje młodego Alberta Einsteina. Pomiędzy parą wywiązuje się chemia, dzielą wspólne zainteresowania, pasję, uzupełniają się wiedzą, wymieniają przemyśleniami.  Znajomość przechodzi w związek, a następnie niespodziewanie kobieta zachodzi w ciążę, tuż przed egzaminami końcowymi.

Po lekturze książki jestem zła. Na Mileve, za to, że pomimo potencjału i możliwości, które dał jej los, była tak naiwna i przekreśliła swoją karierę. Jak wiadomo wiek XIX to bardzo konserwatywne lata i podejście do życia – Mileva musiała ukrywać się ze swoim stanem we własnym mieście, bez pomocy Alberta, który ani razu jej nie odwiedził, nie zainteresował go jej los. Jakże byłam zła, gdy zostawiła dziecko pod opiekę rodzicom i wyjechała, by być z Einsteinem i pomagać mu w pracach domowych. Podczas, gdy ten nie chciał przyznać się do dziecka i nie traktował już jej jako partnerki, lecz jako pomoc domową.

Początki jednak były, jak to zazwyczaj bywa, urocze, pełne magii, chemii. Należy zaznaczyć, że Mileva to ponadprzeciętnie inteligentna fizyczka, którą podziwiali nawet koledzy na studiach i gdy mieli problemy, zawsze przychodzili do niej po poradę. Albert na początku bardzo starał się, by zaskarbić sobie miłośc Milevy, by razem spędzać czas, dywagować i pisać prace. Bo to właśnie nauka ich połączyła. Nawet już w małżeństwie, gdy mieli problemy, uciekali w naukę, rozwiązywali problemy matematyczno-fizyczne, a życie prywatne odchodziło na drugi bok.

Dobra książka to taka, która wywołuje emocje. U mnie sprawiła, że byłam zła, sfrustrowana na bohaterkę, za jej głupotę i naiwność. Nie raz krzyczałam wewnętrznie ,,dziewczyno opamiętaj się!”, ale cóż można poradzić zakochanemu człowiekowi, który nie myśli racjonalnie? Marie Benedict świetnie ukazała również tło społeczne, to jak postrzegano kobiety,  gdzie było ich miejsce. Teraz, dla nas jest to niewyobrażalne, że dziewczyna nie mogłyby iść na studia. Wtedy było to nie do pomyślenia, dlatego też tak bardzo zeźliłam się na Milevę, która jako jedna z niewielu mogła udowodnić i pokazać, że kobiety nie są stworzone do siedzenia ,,przy garach”. A ona niestety tylko potwierdziła tą teorię. Poza tym na tą historię ciężko nie patrzeć w odniesieniu do naszych czasów, gdzie następuje feminizacja społeczeństwa

Koleją nierozwiązana zagadką, o której do tej pory dyskutuje się w kuluarach, jest to, czy Albert Einstein jest autorem teorii względności, czy może czasem to jego żona? Tego się na pewno nie dowiemy, jednak w książce jest to jedna z ciekawszych historii.

,,Pani Einstein” na początku przywraca wiarę w możliwości, zdolności, determinację, później daje nadzieje na miłość romantyczną, miłość idealną, połączoną z pasjami, by następnie uderzyć cegłą w głowę i oblać zimną wodą.  Na końcu książki całe szczęście mamy wywiad z autorką wraz z komentarzem, z których to dowiemy się, co jest fikcją, a co prawdą, a co jedynie domysłami.

Ocena: 9/10

99999

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję:logo_znak_horyzont08_2_

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Jedno przemyślenie nt. „Recenzja książki “Pani Einstein” Marie Benedict: naukowa druga połowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *