Recenzja książki “Dziennik Bridget Jones. Dziecko” Helen Fielding: łzy śmiechu, łzy wzruszenia

dziennik-bridget-jones-dziecko-helen-fieldingDo tej pory pamiętam, jak wraz z moją najlepszą przyjaciółką odkryłyśmy w szkolnej bibliotece „Dziennik Bridget Jones”. Mając jakieś piętnaście, może szesnaście lat, zachwycałyśmy się tą postacią, która poniekąd stała się jedną z naszych literackich idolek. Niemniej, dopiero teraz, po kilku latach, dostrzegamy, jak niewiele rozumiałyśmy z tej kreacji, z jej sposobu postępowania, z problemów czy lęków. Gdy zaglądamy do jej życia po kilku latach, ku naszemu zdziwieniu, niewiele się zmienia. Jednak, czy bieg czasu mógł zmienić aktualność tej postaci? A może nadal to bohaterka, z którą wiele kobiet się utożsamia? A co najważniejsze – czy przekaz, który niesie proza Fielding nadal jest tak silny (a jednocześnie podany w przezabawnej formie), jak niegdyś?

Bridget Jones nadal jest singielką. Mark Darcy wziął ślub, Daniel ani trochę się nie zmienił. Jones zyskuje lepsze stanowisko w telewizji, lecz poza tym, jej życie toczy się wokół tych samych problemów, co kiedyś – cellulit, nadwaga, brak seksu, brak asertywności i samoakceptacji. Dochodzi do tego jęcząca matka, która ciągle dopytuje się o wnuki, a sama Bridget obawia się, że niebawem będzie na nie za późno. Seria nietypowych (choć typowych dla Bridget) zdarzeń doprowadza do upragnionej ciąży. Jednak przecież dla tej Brytyjki nie mogło ułożyć się wszystko normalnie. Wszystko dlatego, że przyszła matka nie wie, kto jest ojcem. Dwóch kandydatów, których każda czytelniczka „Dzienników” dobrze zna, nie zachowuje się jak wzór do naśladowania. Czy Bridget uda się być dzielną w tym „okresie próby”? Czy uda jej się dojść do prawdy? A może materiał genetyczny nie ma żadnego znaczenia i powinna iść za głosem serca, wybierając tego, którego kocha?

U Jones nigdy nie było tradycyjnie czy “po Bożemu” i nigdy prawdopodobnie nie będzie. Imprezy, wpadki, zgadywanka, kto jest ojcem dziecka… Dla jednych czytelniczek jej życie singielki to sposób na dotknięcie innego świata – do którego już od dawna nie należą lub nigdy nie należały; dla drugich to będzie utożsamienie się z narratorką, bo ich życie wygląda podobnie. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Mimo, że tak wiele rzeczy się psuje (a właściwie psujemy je same), jakoś nam, tzw. silnym, niezależnym, samotnym kobietom, udaje nam się iść do przodu z wysoko uniesioną głową.

Z tego powodu, że osobowość Bridget jest tak złożona (przy czym być może także typowa) łączy dwa przeciwstawne sobie typy czytelniczek. Oczywiście można się spierać odnoście przedstawienia mężatek w powieści, które Bridget nazywa Dętymi Mamuśkami, jednak koniec końców zyskują one tak samo dużo zalet, jak Single. Wobec tego przepisem na sukces Fielding jest sama kreacja Jones, która jest od wielu, wielu lat postacią wyjątkowo aktualną. To kobieta szalona, nieporadna, wieczne przestraszona, niezdecydowana, często niemyśląca logicznie (lub w ogóle), a przy tym niezwykle ciepła, (nad)wrażliwa altruistka, która swoich przyjaciół i ich problemy stawia na pierwszym miejscu. Każda z nas znajdzie w sobie jej cechy (chociaż ja, egoistycznie, przywłaszczam całą tę postać dla siebie, widząc w niej swoje lustrzane odbicie), mimo, że czasem dostrzegamy w nas coś, czego nie ma.

Gdy Bridget zachodzi w ciążę, nie musi się przejmować już wagą. Brakowało mi liczenia kalorii i tych początkowych znaczników jej samopoczucia przy każdym dniu. Lecz teraz Jones musi przejmować się tym, co je, zwracając uwagę na dobro dziecka. Niezmiennie dużą rolę w jej życiu odgrywają alkohol, papierosy i jedzenie – lub ich brak. Niekiedy to używki, a nie ona sama, definiują jej decyzje, gdy Jones jest najbardziej bezbronna i zraniona.

Pomimo tego, że to już czwarta część „Dzienników Bridget Jones”, perypetie tytułowej bohaterki bawią tak samo, jak w części pierwszej. Fielding nie straciła nic ze swoich umiejętności rozbawienia czytelniczek do łez. Bardzo rzadko zdarza mi się śmiać, gdy czytam, a w trakcie tej lektury zawsze wybucham regularnymi salwami śmiechu. Autorka potrafi wykorzystać wszystkie rodzaje komizmu, ale przede wszystkim śmieszą nas rozmowy Jones z samą sobą.

Najnowsza część przygód Bridget Jones udowadnia, że można odgrzać kotleta po raz kolejny, a nadal będzie on miał ten sam smak, co za pierwszym razem. Obawiałam się, że „Dziecko” będzie literacką wtopą, jedną z tych pozycji, o których mówi się „autorka zrobiła to dla kasy”. Nic bardziej mylnego. Helen Fielding i jedna z najbardziej kultowych bohaterek literackich ostatnich dwóch dekad wciąż bawią nas w ten sam sposób  co kiedyś, zarazem przekonując nas, że potrafią nas także wzruszyć do łez. Bo czy nie takie właśnie jesteśmy, my, kobiety? Mogłybyśmy rzucić się dla kogoś przepaść, jednak przed skokiem zazwyczaj się potkniemy. Wrzeszczymy na swoje miłości, gdy mamy okres, a przepraszamy je po kilku dniach, tak, jakbyśmy wyrządziły im największą krzywdę na świecie. Jak przez chwilę się zastanowicie okaże się, że czasem romantyzm może się objawiać w bardzo pozorny sposób, co Fielding udowadnia nam od lat.

88888

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

logo_zysk_krzywe80011

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *