Recenzja książki “Nasz las i jego mieszkańcy” Bohdana Dyakowskiego: magiczna wyprawa

nasz-las-i-jego-mieszkancy-b-iext45560016Z uśmiechem na twarzy wspominam wycieczki do lasu, gdy byłam małą dziewczynką. Zawsze z utęsknieniem wyczekiwałam na odbycie rytuałów takich, jak poranne pobudki, odpowiednie ubranie czy wzięcie niezbędnego ekwipunku. A wszystko po to, aby trafić na grzyby (niepowtarzalny zapach lasu nadal mnie hipnotyzuje i przywołuje mnóstwo wspomnień). Teraz, z upływem czasu, na las patrzę przez pryzmat kleszczy i, niestety, już po nim nie spaceruję, choć nadal uwielbiam ciszę i spokój, która wiąże się z tym miejscem. Natomiast, co do opisów przyrody w książkach, to muszę przyznać się ze wstydem – nudzą mnie, gdy są przydługie i czasem je omijam. Tak samo nie sięgam do literatury wydanej z końcem XIX wieku. Aż tu wpadł mi w ręce,,Nasz las i jego mieszkańcy” Bohdana Dyakowskiego – cała książka to popularnonaukowy opis natury. Lubię wyzwania, więc postanowiłam sięgnąć po tę pozycję, która zupełnie nie powinna pasować do lektur, które zazwyczaj wybieram.

Już po samej oprawie książki wiemy, że będzie to podróż magiczna i pełna wrażeń.  Przedstawia ona las –  utrzymana w ciemnych kolorach, co sprawia, że jest intrygująca i wprowadza sporą dozę tajemniczości. W dodatku wydawnictwo jest piękne i dopracowane w każdym calu –  faktura stron, format tytułów, czcionki, a także sama twarda oprawa.

Zacząć trzeba od tego, że książka jest chronologicznie ułożona i przedstawia życie lasu i jego mieszkańców według pór roku. Na początku zapoznajemy się z lasem budzącym się po zimie – drzewa, zwierzęta i ich funkcjonowanie. Autor przekonuje nas, że ptaki nie tylko świergoczą i zadowalają nasze uszy śpiewem, ale śpiew także ich rozmowy. Znajdziemy w książce wiele ciekawych przypowieści, o których na pewno nie usłyszymy w szkole czy telewizji, między innymi, skąd wzięły się nazwy różnych ptaków. Na każdym kroku zostaje nam przedstawiona porywająca historia, na przykład, gdy głuszyca ratuje swoje dzieci przed lisem – reszta członków lasu jej kibicuje – tak, że nawet czytelnik sam trzyma kciuki i dopinguje zwierzęciu. Wracając do ptaków – dowiadujemy się, które w jaki sposób radzą sobie z drapieżnikami, jak wychowują swoje dzieci, gdzie budują gniazda. Jeszcze ciekawszą historią jest opis życia kukułki – w pewien sposób autor stara się wybielić jej złą opinię, która mówi, że są wyrodnymi matkami, bo podrzucają swoje dzieci innym.

Dyakowski nie ominął nawet najmniejszych mieszkańców – owadów i pasożytów, które, pomimo swojej zszarganej opinii, zostają usprawiedliwione i przedstawione jako niezbędny czynnik leśnej symbiozy. Opis życia mrówek zaparł mi dech w piersiach – szczególnie to, jak bardzo są pracowite i to, w jaki sposób potrafią postawić niesamowite budowle większe od nich samych. Autor ciekawie opisuje także życie sarenek, jeleni czy łosi. Fascynującym w tym temacie jest, w jaki sposób kłusownicy dobierali poroże łosi, co to znaczyło w kuluarach i dlaczego w ogóle na te zwierzęta polowali. Przechodząc do opisu życia wilków stajemy się za sprawą narracji jednym z nich –  najpierw samotnym wędrowcem, odrzuconym przez leśne społeczeństwo, później silnym przedstawicielem w stadzie polującym na słabszych od siebie, a jednocześnie przestraszonym, bojącym się ludzi zwierzęciem. Natomiast lis to przebiegła i nielubiana istota, lecz Dyakowski stara się ją wybielić – gdy młode zostają pojmane przez człowieka, samiczka ponad wszystko dba o nie i nawet, gdy są więzione, przynosi im upolowaną zwierzynę tak, by dzieci nie umarły z głodu. Najbardziej nie mogłam się doczekać rozdziału o niedźwiedziach, ponieważ byłam ciekawa, jak to wyglądało, gdy zamieszkiwały one w lasach. Teraz to coraz rzadszy widok. Wiadomo, że konkurowały i toczył walki z dzikami – kolejnymi siłaczami. Niedźwiedzie nazwane zostały królami puszczy.

Dzień zamienia się w noc i budzą się do życia inne rośliny i zwierzęta, podczas gdy te dzienne zasypiają. Pomimo, że las nocą kojarzy się z czymś upiornym, to tylko stereotyp. W naszej wyobraźni każdy odgłos jest wyolbrzymiany i zestawiany z historiami mrożącymi krew w żyłach. Las funkcjonuje właśnie nocą, między innymi dzięki nietoperzom, sowom czy robaczkom świętojańskim.

Gdy w leśnym świecie Dyakowskiego nastaje zima, stajemy się świadkami przygotowań zwierząt i drzew do snu zimowego, a ptaków do wylotów do ciepłych krajów. Niektóre z nich zostaną, inne zapadną w sen zimowy, jeszcze inne będą funkcjonować przez całą zimę, tak, jak w trakcie innych pór roku. Tak właśnie toczy się krąg leśnego życia.

Po raz pierwszy w życiu trzymałam w rękach tego typu książkę. Gdyby nie Wydawnictwo Zysk i S-ka pewnie nigdy nie doznałabym takiej książkowej przygody w świecie niemalże wyśnionym, a tak bardzo prawdziwym. Świetnie sprawdziły się wplecione w książkę wiersze Mickiewicza czy Konopnickiej, bądź ich fragmenty. Odnoszą się idealnie do konkretnych fragmentów lektury i urozmaicają ją. Zamieszczone zdjęcia odrywają nas na chwilę od treści, byśmy mogli zapoznać się z przedstawianym aktualnie gatunkiem.

,,Nasz las i jego mieszkańcy” to przede wszystkim świetne bajkowe opisy – wzbogacamy swój język, a żaden z czytelników nie pomyślałby, że można w taki sposób mówić o życiu drzew czy zwierząt.  Książka powinna być czytana już dzieciom, nawet na lekcjach po to, by rozwijały swoją wyobraźnię i wiedzę na temat otaczającego świata.

,,Nasz las i jego mieszkańcy” Bohdana Dyakowskiego to piękna lektura, zwłaszcza teraz, gdy za oknem brak zieleni, a niektórych otaczają bloki. Również daje nam pretekst, by wiosną pojechać na wycieczkę do lasu i z nowym zasobem wiedzy spojrzeć na tą strukturę zupełnie inaczej. Tak piękny świat znajduje się tuż obok nas, a my go uparcie go unikamy. Zdecydowanie czas to zmienić!

Ocena: 10/10

10

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję:logo_zysk_krzywe80011

Karolina Rybińska

Karolina Rybińska

Zostałam wychowywana w miłości i szacunku do książek, pałam tym uczuciem do dziś. Ciągle boję się, że nie staczy mi życia na wszystko, co chciałabym przeczytać, dlatego chłonę książki jak gąbka. Thrillery, horrory, kryminały i literaturę współczesną, fantastykę – lubię przeplatać rodzaje, żeby nie popaść w monotonię. Prywatnie dążę do własnej biblioteki. Skończyłam dziennikarstwo i po dwóch latach przerwy od studiów postanowiłam wrócić na zupełnie inny kierunek – logistykę. Po intelektualnych wojażach przelewam siódme poty na siłowni, a to crossfit, a to sztangi albo sztuki walki.
Karolina Rybińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *