Recenzja książki “Dziedzictwo Orchana” Aline Ohanesian: nieszablonowa miłość na tle zagłady

dziedzictwo-orhana-72dpi-1Czasem lubię oderwać się od horrorów, thrillerów i fantastyki na rzecz literatury współczesnej. Jednak, gdy widzę określenie literatura kobieca dostaję uczulenia. Chyba dlatego, że kojarzy mi się to przede wszystkim z banalnymi romansami, niespełnioną miłością, uwikłaniami w schematyczne relacje, itp. Po takie książki nie sięgam i mogłyby one dla mnie nie istnieć. ,,Dziedzictwo Orchana” zachęciło mnie opisem książki, dopiero później zobaczyłam, że książka jest wydana przez Wydawnictwo Kobiece, co trochę mnie zraziło. Ale kto nie ryzykuje ten nie ma i na szczęście, w tym przypadku pierwsze wrażenie było mylne. Poza tym rzadko też sięgam po książki debiutantów, ponieważ nie wiem, czego mogę się spodziewać, a wolę sprawdzonych i zaufanych pisarzy. Jak sobie poradziła Aline Ohanesian w tak trudnym temacie jak historia Ormian w Imperium Osmańskim? Książka była więc dla mnie pod wieloma względami wyzwaniem.

Powieść  zaczyna się od śmierci Kemala – głowy rodu i założyciela prężnie rozwijającej się dynastii. Następnie jesteśmy przeniesieni na spotkanie spadkowe, które jak dobrze wiadomo, potrafi podzielić niejedną, nawet najlepiej zżytą rodzinę. Orchan został wyklęty przez rodzinę, jak i Państwo za robienie zdjęć, które zostały uznane za zdradę stanu. W zebraniu bierze udział ojciec Orchana,  Mustafa, i ciotka Fatma. W trakcie czytania ostatniej woli okazuje się, że Kemal zapisał dom rodzinny  nieznanej nikomu kobiecie Sedzie Melkomam. Główny bohater zostaje wysłany z misją, by uzyskać od niej podpis pod dokumentem oświadczającym zrzeknięcie się spadku. Wyrusza więc w poszukiwaniu prawdy i uzyskania odpowiedzi na podstawowe pytanie, czemu dede (dziadek) zostawił dom obcej kobiecie? Jaka jest historia i co ukrywa przeszłość?

Następnie zostajemy wyrwani z 1990 roku i cofamy się do początku XX wieku, gdzie przedstawiona nam zostaje typowa historia miłosna bogatej dziewczynki Lucine (Ormianka) do biednego tureckiego chłopca Kemala, który jest pracownikiem w firmie jej ojca. Na przeszkodzie stoi im nie tylko głowa rodziny, status społeczny i materialny, ale także religia. Na początku nie wiemy, jak opowieść ma odnieść się do głównego wątku, czyli spadku i historii dziadka Orchana. Jednak czyta się to dobrze, ponieważ z pozoru banalna historia wciąga nas dzięki tłu historycznemu, opisuje losy ludzi wygnanych. Ojciec Lucine zostaje zabrany z domu i zamordowany, później jesteśmy świadkami tułaczki oraz powolnej śmierci członków jej rodziny. Również Kemal zostaje wyrwany i zaciągnięty do wojska. Jedyne, co łączy tą dwójkę to obrazek, który Kemal narysował dla swojej ukochanej i chusteczka, którą ta sprezentowała swojemu lubemu. Jednak ich drogi pomimo rozłąki zejdą się ponownie w najmniej oczekiwanych okolicznościach.

Oprócz opowieści o dwojgu ludzi poznajemy szerzej nieznaną historię Ormian i ludobójstwa na początku XX wieku. Większość romansów na tle wojny ma bardzo przewidywalny schemat – któreś z dwojga kochanków umiera pod koniec w heroicznej walce za obronę kraju, druga strona przeżyje, ale nigdy nie zapomni tej pierwszej. Po prostu wiemy, czego można się spodziewać. Tutaj jednak sama historia, jak i puenta są bardzo dobrze wymyślone i napisane. Nie są schematyczne, raczej nieprzewidywalne i zaskakujące. Przy okazji został poruszony ważny temat, o którym powinno się pamiętać i przypominać. Jedynym minusem jest to, że książka momentami wydaje się przydługa. Początek i koniec (ostatnie 150 stron) powieści wciągnęły mnie doszczętnie, lecz przez jej środek musiałam przebrnąć.

,,Dziedzictwo Orchana” to z pozoru prosta historia miłosna osadzona na tle wojny, jednak kończy się niespodziewanie, a jej skutki są niewyobrażalne. Ważne jest to, że ktoś zwrócił uwagę na historię Ormian, która tak, jak już wcześniej pisałam, powinna być zauważona. Tym kimś jest debiutantka Aline Ohanesian. Książka jest nie tylko o miłości, ale także o szukaniu siebie, swojej tożsamości. O budowaniu szczęścia na kłamstwie. Mnie przede wszystkim udowodniła, że nie warto zrażać się pojęciem literatury kobiecej.

88888

Za egzemplarz recenzencki powieści dziękuję serdecznie:site-logo

Karolina Rybińska

Karolina Rybińska

Zostałam wychowywana w miłości i szacunku do książek, pałam tym uczuciem do dziś. Ciągle boję się, że nie staczy mi życia na wszystko, co chciałabym przeczytać, dlatego chłonę książki jak gąbka. Thrillery, horrory, kryminały i literaturę współczesną, fantastykę – lubię przeplatać rodzaje, żeby nie popaść w monotonię. Prywatnie dążę do własnej biblioteki. Skończyłam dziennikarstwo i po dwóch latach przerwy od studiów postanowiłam wrócić na zupełnie inny kierunek – logistykę. Po intelektualnych wojażach przelewam siódme poty na siłowni, a to crossfit, a to sztangi albo sztuki walki.
Karolina Rybińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *