Recenzja książki “Utrata” Rachel Van Dyken, pierwszego tomu serii “Zatraceni”: schematy, które dobrze się czyta

utrata-b-iext28103245

Uważam, że po literaturę młodzieżową można sięgać w każdym wieku. Wybieramy tylko gatunek, a w dobrze napisanej książce nie przeszkadza pewna doza infantylności. Ostatnimi czasy dobrze się mają powieści New Adult (czyli tzw. literatura dla młodych dorosłych). Wystarczy spojrzeć na niemały sukces Colleen Hoover i jej „Hopeless”. Tak wielu czytelników (a raczej czytelniczek) pokochało jej twórczość w dość krótkim czasie. Choć nowy trend zdecydowanie zyskuje coraz to większą przychylność odbiorców, mnie niekoniecznie przekonuje. Jednak „Utrata” Rachel Van Dyken wciągnęła mnie bezmiernie, pomimo stosowania schematów, które znane są nie od dziś.

Kiersten to niewinna, nieśmiała dziewczyna zaczynająca pierwszy rok nauki w college’u. Jednak ciągną się za nią demony przeszłości, które nie pozwalają jej spać oraz cieszyć się życiem. W nowym miejscu od razu zaprzyjaźnia się z przydzieloną jej współlokatorką – Lisą, która okazuje się być jej zupełnym przeciwieństwem. Kiersten nigdy się nie całowała, a Lisa nie kryje się z tym, że miała facetów na pęczki. Jednak najważniejsza znajomość to ta z opiekunem roku, Westonem. Iskry błyskają między nimi od pierwszego dotyku, pierwszego spotkania. Jednak starszy od Kiersten Wes też ma sekrety, którymi nie chce dzielić się ze światem. Czy uda im się pomóc sobie nawzajem? Czy powoli wyjawiane tajemnice zbliżą ich do siebie czy raczej oddalą? Czy będą razem szczęśliwi?

Pierwszy tom „Zatraconych” to przede wszystkim opowieść o radzeniu sobie z tytułową „Utratą”. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, jeśli powiem, że zarówno Kiersten, jak i Wes starają się uporać ze śmiercią bliskich osób. Oboje są zamknięci w sobie, jednak reagują na stratę w inny sposób. Wes stara się dostrzec pozytywne aspekty w swoim życiu, kieruje się pozytywnym myśleniem, robi co może, aby cieszyć się każdą chwilą. To właśnie on uczy Kiersten pogodzenia się ze swoimi demonami, a także spojrzenia na przeszłość i teraźniejszość z innej, lepszej perspektywy.

Jak wspomniałam, „Utrata” to schematyczna i powtarzalna historia. Jednak nie sposób jej odebrać tytułu nośnika wartości dla młodych ludzi. Przecież w świecie, w którym nadal rządzi MTV, a nastolatkowie przyznają się do oglądania „Pamiętników z wakacji”, zaczyna brakować jakichkolwiek źródeł, z których mogą czerpać jakąkolwiek naukę. Więc dobrze, że i w takiej formie mogą ją odnaleźć. Nie są to przekazy górnolotne, lecz dzięki nim może udać się dotrzeć autorce do młodzieży szukającej nadal swojej drogi (albo romantycznych historii). Choć przyznam się szczerze, że złote myśli Wesa pod koniec powieści zaczęły drażnić mnie okropnie – czułam się, jakbym czytała książkę z aforyzmami. Niemniej dla innych mogą być to cenne życiowe wskazówki.

Oczywiście, skoro Kiersten i Wes naznaczeni są traumą psychiczną, na zewnątrz prezentują się jako piękni młodzi ludzie. To też już utarty schemat – jakże bohaterowie romantycznej powieści młodzieżowej mogliby być brzydcy! Rozumiem, że ma być to działanie na podświadomość – to, że ktoś jest piękny na zewnątrz nie oznacza, że jest piękny w środku, lecz zabrakło mi jakiegoś bohatera, który byłby pryszczaty, gruby albo nieschludny.

W przedstawionych wydarzeniach nie ma za krzty realizmu. Nie mogę posądzić Rachel Van Dyken o ckliwość, bo świadomie jej unika, jednak historia Kiersten i Westona jest zdecydowanie przesłodzona. Większość scen z głównymi bohaterami opiera się na tym, że on albo ona myślą jaka druga strona jest cudowna i nawzajem sobie prawią komplementy. Akceptuję taką formę, lecz stanowczo zbyt dużo cukru potrafi wywołać odruchy wymiotne.

Pierwszoosobowa narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw – jej i jego. Właściwie żadnego wydarzenia nie obserwujemy z obu punktów widzenia, raczej naprzemiennie opowiadają swoją historię. Zastosowany prosty język nie jest w żaden sposób wymagający, a szkoda. Mam nadzieję, że kolejny tom „Zatraconych” nie będzie tak ubogi w swoim słownictwie, a autorka zdecyduje się choć trochę rozbudować stronę opisową (większość „Utraty” to dialogi).

„Utratę” czyta się w mgnieniu oka, przyswajając historię młodych ludzi bez większego wysiłku. Dla niektórych czytelników może być to lektura refleksyjna, dla innych (jak dla mnie) – lekka, która pozwala całkowicie oderwać się o rzeczywistości. Na tle gatunku powieść Rachel Van Dyken wypada całkiem przyzwoicie, a ja muszę się przyznać, że z chęcią przeczytam kolejny tom „Zatraconych”.

Ocena:

 66666

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Feeria.

feeria

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *