Recenzja filmu “Ostatnia rodzina”: naturalnie przerysowani, absurdalni i dziwaczni

 

7753043-6Coraz rzadziej zdarza mi się natrafić na film, po którego seansie uświadamiam sobie wiele rzeczy na swój temat, rewiduje swój idealizm czy światopogląd, a jednocześnie trafia we mnie jak kula armatnia powodując odrzut na kilkaset metrów. Takie filmy często pozbawiają sił witalnych powodując także niemałe zawirowania natury emocjonalnej (a przynajmniej dzieje się tak w moim przypadku). Jednak tkwi w nich ogromna moc, która staje się źródłem samostanowienia siebie. Dlatego musiałam odczekać aż dwa tygodnie dopóki zebrałam wszystkie myśli i zapiski po seansie „Ostatniej rodziny”. To produkcja, która dla mnie okazała się obuchem w łeb i czułym przytuleniem jednocześnie.

W ostatnich miesiącach chyba większość Polaków zdołała się dowiedzieć, kim była rodzina Beksińskich. Rok 1977, Polska. Tomek Beksiński (Dawid Ogrodnik) wprowadza się do swojego pierwszego, nowego mieszkania. Na tym samym osiedlu, zaledwie kilka bloków dalej mieszkają także jego rodzice. Dorosły już Tomasz ma problemy z odnalezieniem się w codzienności. Nadwrażliwy, dziwny, odczuwający rzeczywistość wszystkimi bodźcami młody człowiek podejmuje pierwszą nieudaną próbę samobójczą. Nadopiekuńcza matka Zofia (Aleksandra Konieczna) panicznie martwi się o syna oraz o przyszłość swojej rodziny. Jednak ojciec Tomka, Zdzisław, przede wszystkim oddaje się całkowicie swojej sztuce, malarstwu. Mimo, że każdy z nich stara się jakoś kontrolować swoje życie, to żaden z Beksińskich nie wiedzie przepięknego, szczęśliwego żywota.

 

Po obejrzeniu debiutanckiego filmu Jana P. Matuszyńskiego pierwszym słowem, które przyszło mi do głowy było „toksyczny”. Beksińscy, (nieważnie jak kuriozalnie to brzmi) naturalni w swoim przerysowaniu,  zdają się uosabiać wszystko, czym nie chcielibyśmy nigdy się stać. W tym samym momencie patrzymy na nich i uświadamiamy sobie, że potrafimy być tacy sami. Dziwaczni, absurdalni, niszczący siebie czy innych, doprowadzający do autodestrukcji (Tomek), zapatrzeni w siebie (Zdzisław), nadopiekuńczy (Zofia). Meandrujemy, tak jak oni, między komizmem a tragizmem, bo jedno z drugim tak mocno się przenika, że trudno czasem je rozróżnić.

Walka, którą prowadził Zdzisław Beksiński sam ze sobą wygrywana jest delikatnymi akcentami, a jednocześnie zauważalna dla każdego widza. Początkowo bał się o życie syna, jednak z upływem lat pogodził się już z tym, że prędzej czy później odbierze sobie życie. W obrazie Matuszyńskiego głowa rodziny przedstawiona została jako zapatrzony się w siebie artysta, zachwycony swoim malarstwem i chełpiącym się swoimi dokonaniami. Jednocześnie to człowiek pełen kontrastów, który nie mieszka w upiornym zamczysku pasującym do jego dzieł, a na zwykłym blokowisku w mieszkaniu nie wyróżniającym się niczym szczególnym.

Reżyser przedstawia Beksińskich w punktach, w wydarzeniach, które zdają się być najważniejsze dla ich historii po wyprowadzce z Sanoka – pojawienie się Piotra Dmochowskiego, śmierć dwóch seniorek, kolejne próby samobójcze Tomka czy jego pierwsze dziewczyny. Poza nimi poznajemy rodzinę z tej „normalnej”, codziennej strony – przy obiedzie, sprzątaniu, wypróbowywaniu nowej kamery. Właśnie w ten sposób Matuszyński uniknął patosu, zbędnego nadęcia i wyolbrzymienia.

Reżyser dochodzi do własnych wniosków, w które odbiorca może uwierzyć albo nie. Wydaje mi się, że daleko postaci Tomasza do przejaskrawienia, tym bardziej, że można po części zrozumieć źródło jego problemów i dostrzec nadopiekuńczość matki, która wcale mu w życiu nie pomagała. Przez jego sylwetkę również produkcja obrodziła w genialną muzykę. Jeju, ile tu smaczków, klasyków, które każdy znać powinien, melodii, które przenikają przez każdą komórkę ciała. Budgie, Marillion, Joy Division, Sisters of Mercy, Roxy Music – wraz z obrazem wszystkie utwory komponują się w znakomitą całość, scalają się w kompozycję emocjonalną i unikatową.

Aktorsko idealnie zagrana, „Ostatnia rodzina”, nie została pod tym względem przez żadnego z artystów wcielających się w bohaterów przesadzona. Andrzej Seweryn perfekcyjnie wygrywa wszystkie niuanse zachowania Zdzisława, przejaskrawiając je w taki sposób, że wierzymy, że taki właśnie był Beksiński. Podobna rzecz ma się z Dawidem Ogrodnikiem w roli Tomka – jego napady desperacji, strachu powinny się teoretycznie gryźć z przepięknie zaprezentowanymi scenami, w których pokazywane są jego audycje czy te, dla których tłem stają się vinyle z biegiem czasu zamieniające się w kasety, a później w płyty CD. A jednak ze sobą współgrają tak, że trudno w tej interpretacji postaci znaleźć coś, co by nas irytowało, coś co by wydawało się kłamstwem. Nie można zapomnieć o Aleksandrze Koniecznej, którą właściwie „odkrył” debiutujący reżyser. Osobowość Zofii zdaje się być gdzieś między szaleństwem, akceptacją a pewną infantylnością. Przy tym piorunująca charakteryzacja tym bardziej dodaje sznytu autentyczności.

Trochę w Beksińskich absurdu, trochę tragizmu, trochę groteski, ale trudno zwątpić w to, że oni właśnie tacy byli. Skoro bohaterowie są kontrastowi to ten kontrast wpływa także na przekaz filmu – usłyszałam od kogoś, że to komedia i nie mogę zaprzeczyć, że zdarzają się momenty, w których rozumiałam pojawiający się śmiech na Sali. Z drugiej strony to sprawiający wręcz fizyczny ból dramat – w całej dziwaczności „Ostatniej rodziny” (to prawie jak rodzina pierwotna) nietrudno było mi się z nimi emocjonalnie utożsamić. Ze wszystkimi swoimi elementami to dzieło kompletne, skończone oraz bezapelacyjnie wyjątkowe w każdym calu. Bo każdy z nas chciałby trochę Beksińskim być i nie być.

Ocena:

 

99999

 

[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=Z4CewIh5W1Y[/embedyt]

Ewa Nowicka

Ewa Nowicka

Mam zbyt wiele planów na siebie i nie mogę się zdecydować, który jest najlepszy.
Serialoholiczka uważająca, że kultura popularna jest równie ważna co ta niszowa, a czasem snobistyczna. Na zmianę odwiedza operę i multipleks w poszukiwaniu blockbusterów.
Miłośniczka literatury wszelakiej i stała bywalczyni koncertów.
Absolwentka filmoznawstwa na UŁ. Kosmetyczka. Menadżer sieci sklepów Drogerie Noel.
Publikuję również na: secretum.pl, duzeka.pl oraz filmaster.pl
Ewa Nowicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *